Lisboa, por lá morar!

W czwartek, 2. października w najstarszym kinie na świecie prezentowany był najnowszy film Carlosa Saury. To była ostatnia projekcja tego obrazu w tym kinie. Seans, na który czekałem niecierpliwie od dnia polskiej premiery 8. sierpnia.

Fados, bo tak nazywa się ten film, to w jednym zdaniu hołd dla sztuki i tradycji fado. Czym jest fado można przeczytać w encyklopedii lub zadowolić się cytatem z książki Fado - podejście semantyczne. Próba interpretacji słów kluczy.* autorstwa Zuzanny Bułat Silva z roku 2008 (wydana przez Oficynę Wydawniczą ATUT, strona 101):

Fado nie jest śpiewane "ku pokrzepieniu serc", a raczej po to, aby słuchacz mógł przeżyć do końca swój ból, smutek, opuszczenie. I tak utożsamiając się z protagonistami fado, których nieodłącznym kompanem jest nieszczęście, osiągnąć swoiste katharsis. Przeżycie tego "emocjonalnego oczyszczenia" (publiczność często ma łzy w oczach) wydaje się immanentnym składnikiem fado. Tekst pieśni i jego wykonanie to dwie strony tego samego medalu, żadna z nich nie istnieje bez drugiej.

Takie skromne wprowadzenie do tematyki fado i fadystów na razie musi wystarczyć. Zainteresowanych odsyłam do literatury (np. w/w publikacji) oraz - rzecz jasna - do słuchania fado.

Wybrałem się do kina na ostatni seans w nadziei, że doświadczę zaszczytu oglądania filmu przy prawie pustej sali. Nie spodziewałem się, że kilkanaście innych osób wpadnie na identyczny pomysł :-) Co ciekawe, wielu z nich pamiętam ze wspaniałego koncertu Marizy na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie.

Fado nie jest dla wszystkich. Nie chodzi tutaj wcale o to, że to jakaś "kultura wyższa" (jest wręcz przeciwnie - fado to muzyka slumsów Lizbony), coś "ambitnego", że konkretnie ja ograniczam się do tylko do rzeczy "ambitnych". Sprawa ma się tak samo jak z muzyką indyjską. Jednym nieprawdopodobnie działa na nerwy, inni są nią zachwyceni, zwyczajnie nie mogą się od niej uwolnić.

Film Carlosa Saury to prawdziwy test dla słuchaczy nowego fado (np. grupy Madredeus), oraz dobry straszak dla tych, którzy o fado pojęcia nie mają żadnego. Saura mógł zrobić obraz upiększony, wygładzony, odpowiadający "normom" robienia filmów o "gwiazdach" muzyki. Przede wszystkim zadbać o "nowoczesne" kostiumy aktorów-muzyków, zaangażować spec grupę od make-upu, czy choćby zastosować nowoczesny, szybki montaż rodem z piekła MTV. Mógł, ale tego nie zrobił.

I chwała mu za to! Fados pokazuje esencję dumy narodowej Portugalii - fado, choć z punktu widzenia Hiszpana, zatem nieco wybiórczą i niepełną. Saura nie stosuje żadnych trików, nie bawi się filtrami, pokazuje fado i gatunki z niego się wywodzące w sposób niezwykle prosty. To może razić. Momentami ma się wrażenie, że ociera się o kicz czy wyjątkowo niedopracowaną cepelię. To jest zamierzone, bo to jest wpisane w historię fado. Hołd, niezwykle silny w swej prostocie.

Dostajemy rozpoczęty tańcem z subtelną erotyką (ach, szukać takiej ze świeczką w dzisiejszym kinie!), która zresztą towarzyszy przez całe 90 minut filmu, i fenomenalnie zakończony obraz-koncert. O sile zakończenia może poświadczyć fakt, że żaden widz na sali nie ruszył się z miejsca aż do zakończenia ostatniej pieśni, a ta trwała jeszcze długo wraz z napisami końcowymi. Sala wzięła głęboki oddech.

Reżyserowi udało się pokazać bardzo ważną w tej tradycji relację mistrz-uczeń. Nie ma dominacji młodości i tylko młodości, nie ma ślepego burzenia starego ładu, niszczenia dawnego w imię nieznanego nowego. Pokazany został niezwykły szacunek młodych śpiewaków dla starszego pokolenia fadystów. W filmie śpiewają ludzie stargani życiem, nie są wcale ani specjalnie ładni czy nowocześni. Są po prostu prawdziwi. Zwykli, ale wielcy.

Pepe Luiz, autor książki Fado, mulheres e toiros (Fado, kobiety i byki), pisał, że prawdziwe fado nie pozwala na hipokryzję, "porusza, chwyta za serce i jest słodyczą dla zmysłów, ponieważ płynie prosto z serca do serca".

*, strona 105

Koncerty są intymne, aby zaraz zagrzmieć beatem i hip-hopem czy zająć widza grupą pięknych tancerek. Pieśni są smutne, ale za moment już radosne. Huczne i wyciszone. Nowoczesne i wyjątkowo tradycyjne. Perfekcyjnie wykonane czy po prostu "próbowane" (brawo Amália Rodrigues!). To jest właśnie klucz do Fados. Tak go odczytałem z mojej pozycji fascynata, a nie wielkiego znawcy fado. Pieśń złożona z pieśni. Pierwsze wrażenie braku konkretnej fabuły jest złudne.

Zapraszam do kin, tych małych, studyjnych, gdzie jeszcze nadal można zobaczyć wartościowe filmy. Być może przed projekcją ktoś uciszy widzów, właśnie tak:

Silêncio! Que se vai cantar o fado!

Valid XHTML 1.0 Strict