Przystanek Woodstock jest pełnoletni

Podobnie jak rok wcześniej, również i w tym roku do Kostrzyna dowiózł mnie niezmienny w swym przedstawieniu pociąg regularnie notujący minimum godzinne spóźnienie. Jestbilecik? konduktor nie wiedział, co się stało z pompką do soku usilnie namierzaną wzrokiem przez jednego z pasażerów. Wiedział za to, gdzie jedzie ten tłum ludzi i chętnie objaśniał komu było to potrzebne: jadą do Owsiaka, tam będą srać i szczać gdzie popadnie, srać i szczać, mówię pani, srać i szczać gdzie popadnie; tak, tak, słyszałam w radiu, przytakiwała osoba z naprzeciwka.

Czekając kilka godzin w Krzyżu na przesiadkę miałem okazję usłyszeć kilka z teorii spiskowych prezentowanych przez mojego rozmówcę i tak też przez niego nazywanych. Większość z tych teorii to jedynie krok naprzód wobec tego, czego doświadczamy dzisiaj. A może tylko ja tak myślę, a może nie.

Miastu-gospodarzowi Przystanku Woodstock wyraźnie służy granie powierzonej mu roli. Co roku miasto wygląda lepiej. Wrażenie psuje zachowanie czerwonych, krzyczących do ucha: zejść z peronu, bo coś tam, co zresztą było nieprawdą. Być może zakładają, że każdy namiętnie słucha czegoś ze słuchawek wciskanych w uszy, i dlatego każdemu muszą pluć do ucha, bo inaczej nie usłyszy, bo może jest już inwalidą.

Tegoroczna rozpiska trzech scen (chyba pierwszy oficjalnie promowana była scena Krishny) nie obfitowała w gwiazdy w rodzaju ubiegłorocznej pomyłki. Mimo tego festiwal pękał od uczestników, znalezienie wolnego miejsca na oficjalnym polu namiotowym już pierwszego dnia festiwalu graniczyło z cudem. Duża w tym zasługa Niemców, których pojawiło się mnóstwo. Gdyby tylko tak jeszcze potrafili zachować się odpowiednio do wydarzenia, w którym tak chętnie biorą udział.

Terminy koncertów na małej scenie to była jedna wielka niewiadoma, i o tym przekonało się wielu. Nagłe zmiany w godzinach rozpoczęcia koncertów, brak bisów czy nawet usunięcie (?) niektórych koncertów to naprawdę nieprzyjemne niespodzianki. Do dzisiaj nie wiem, czy trio Marka Makarona zagrało czy też ten koncert odwołano. Z koncertów na małej scenie, które zapamiętałem mogę wymienić folkowy Lemko Tower, interesujący Back to the Ocean, zachwycający i stanowczo za krótki występ Mariusza Lubomskiego z zespołem oraz świetny Fanfare Ciocărlia, który uratował mnie po nudnym koncercie Machine Head.

Dobry dzień dla dużej sceny to zdecydowanie dzień ostatni - sobota. Zapamiętałem świetne koncerty zespołów Plan oraz Hope, nostalgiczne Elektryczne Gitary czy muzycznie wyborny, choć kiepsko reżyserowany koncert The Darkness.

Najciekawsze, z mojego punktu widzenia, spotkania to te z hipnotyzującym Bogusławem Wołoszańskim oraz rozbrajającym Krzysztofem Hołowczycem. Do prezydentów Polski i Niemiec miałem za daleko - namiot ASP przeżywał oblężenie. Tradycyjnie, nad ranem odbyły się koncerty muzyki innej. Na jednym z nich orkiestra Filharmonii Gorzowskiej została poważnie zaskoczona ilością chętnych na koncert Czterech pór roku Vivaldiego. Zabrakło jedynie koncertu jazzowego, choć jazzujący Natalii Przybysz był z pewnością interesujący.

Nie mam nic przeciwko reggae czy łupance na Woodstocku, ale jako bądź co bądź woodstockowy weteran, nie mogę nie zauważyć, że takie granie mnie zwyczajnie nudzi. Z kolei kino polowe to naprawdę dobry pomysł, bardzo miło jest obejrzeć na Przystanku arcydzieło ekspresjonizmu z muzyką na żywo - Gabinet Doktora Caligari.

Dla jednych wolność to uczucie bycia w pełni akceptowanym przez społeczeństwo, które jest formą zniewolenia i wymaga podporządkowania, dla innych wolność to niezależność, również od jakiejkolwiek społeczności. Mam wrażenie, a może nawet jestem pewny, że preferowana przez większość jest ta pierwsza, stadna, opcja filozofii tłumu. Uczestniczę w tym festiwalu i chciałbym mieć możliwość wyboru, z pełnią możliwości i bez narzuconych preferencji, ja nie potrzebuję do życia fejsbuka.

Z roku na roku przejście od ASP do głównej sceny zabiera więcej czasu. Co roku pojawia się coraz więcej różnego typu zasieków w postaci płotów czy niekończących się kolejek do nowych atrakcji od firm zewnętrznych. Sponsorzy są ważni, byle tylko nie przeoczyć momentu, kiedy to będzie ich, całkowicie ich festiwal. Przystanek Woodstock dryfuje w stronę komercji.

Wracając usłyszałem: ...ja nie wierzę w Boga, zaczął pierwszy, ja też, wyrwał się drugi, a ja nie wierzę w ludzi, podsumował trzeci.

Valid XHTML 1.0 Strict