Słuchałem ostatnio audycji w Klubie Trójki poświęconej książce Olgi Kubińskiej o publicznych egzekucjach w Anglii w XVI i XVII wieku (podcast do pobrania stąd tym narzędziem). Po zapowiedzi takiego tematu rozmowy, nie jest trudno wyobrazić sobie jakie sceny mogą zostać przywołane: chleb, igrzyska, zabijanie ku uciesze tłumu. Nie pomyślałbym za to, że widowisko, gdzie zabijano jednego lub więcej ludzi było biletowane i trwało wiele godzin, a całość przypominała dzisiejsze małe festiwale na świeżym powietrzu - czytaj: grill, piwo, scena, trybuny. Tego chciał tłum, staromodne i nudne igrzyska były dla zniewieściałych panów.
Prezentowana w audycji książka zawiera opisy ostatnich mów zabijanych ludzi. Ówcześni nazywali to godnym pożegnaniem się ze światem i zarabiali na pisaniu podręczników jak godnie umierać. Z kolei mordowani ludzie głośno przyznawali, że już wkrótce spotkają się z Bogiem. Przyjaciele z wielką uwagą rozmawiali ze sobą, po czym za chwilę jeden z nich był zabijany z rozkazu władzy. Drugi nie pomyślał nawet o tym, żeby kwestionować decyzję władzy. A tłum wył z radości. Władza mogła wydać wyrok na każdego, płeć i wiek nie miała znaczenia. Potęga oświeconego państwa, potęga totalitaryzmów, moc państwa tłumu.
Niszczenie w imię czegoś, co jest wyrazem strachu przed samodzielnym myśleniem. Pozwalanie na niszczenie w imię prawa i porządku stanowionego przez niszczącego. Wszystko jest śmiechu warte w zderzeniu ze śmiercią, pisał Bernhard. Nie można umierać godnie, bo umieranie nigdy nie będzie miało nic wspólnego z godnością. Godność istnieje tylko wtedy, gdy istnieje życie. Niszczenie w imię wyimaginowanego stwórcy, który nie istniałby, gdyby nie istniał choć jeden człowiek (bo kto by go wtedy miał wymyślić?), pozwalanie władzy na decydowanie o losie kogokolwiek to niewybaczalny błąd. Godzenie się z opresyjnymi decyzjami państwa to jego wzmacnianie.
Obojętność nie chroni nikogo. Jeszcze tak niedawno, w pierwszej połowie XX wieku, oświecone państwo kulturalnych ludzi i abstrakcyjna władza ludu prezentowała swoje możliwości, ale czy tłum szalał z radości? Szalał. Czy szaleje dzisiaj na gorącej pustyni, gdzie wiele razy dziennie wierny lud bije pokłony ku prawidłowej stronie świata? Szaleje w doskonałej izolacji mentalnej. Ale nie geograficznej.