![]() |
|
![]() |
|
![]() |
|
||
|
|
|||
![]() |
|
|
Chanson Fatale Polska już od ponad dziesięciu lat startuje w konkursie Eurowizji, który, nie czarujmy się, jest festiwalem kiczu i wzorcowej wręcz demagogii muzycznej. Jest spektakularnym zwycięstwem muzyki (zbyt) popularnej nad dobrym gustem. Nasz kraj cyklicznie wystawiał do konkursu kolejne "gwiazdy" (a jedyną prawdziwą gwiazdą na tym firmamencie bylejakości była tylko Edyta Górniak). Udział Polaków w Eurowizji owocował coraz niższymi miejscami w końcowej klasyfikacji. Wreszcie dyrektor pierwszego programu telewizji publicznej postanowił wielkodusznie zezwolić samym telewidzom na wybór reprezentanta Polski na konkursie Eurowizji 2003. Głosowanie, w którym telewidzowie mieli wytypować najodpowiedniejszą piosenkę odbywało się za pośrednictwem sms-ów. Po wysłuchaniu propozycji publiczność przed telewizorami miała "aż" piętnaście minut na oddanie swojego głosu. Tutaj pojawia się pytanie: czy to aby nie za mało? Istotnie, reality show Big Brother pokazał, że wiadomości tekstowe przychodzą często z opóźnieniem. Przyczyniało się to często do powtórzenia głosowania, a później zmiany wyników. Z prawie identyczną sytuacją mieliśmy do czynienia podczas wyboru "artysty", który pojedzie na Eurowizję. W pierwszej chwili zwycięstwo zespołu Ich Troje zdawało się niepodważalne. Jednak już po upływie wspomnianych piętnastu minut okazało się, że sytuacja nie jest już tak klarowna. Różnica w punktacji pomiędzy zwycięzcami a Wilkami, które zajęły drugie miejsce, zmniejszyła się do minimum. Pomimo to zarząd TVP zdecydował nie powtarzać głosowania... Nie trzeba być poliglotą, żeby zauważyć, że język polski nie należy do zbyt melodyjnych. Całe szczęście wykonawcom pozwolono "śpiewać" (przepraszam za używanie tak wielkich słów) w języku innym niż ojczysty. Większość polskich kandydatów do wycieczki do Rygi postanowiła skorzystać z tego przyzwolenia. Nadużył go chyba zespół Ich Troje, który popełnił swoją propozycję po niemiecku, rosyjsku i polsku. Bożyszcze blokowisk, Michał Wiśniewski, nie silił się na oryginalność podczas wykonywania utworu. Tradycyjnie zaryczał banalny tekst, a gesty wykonywane na scenie graniczyły z kpiną z publiczności. Każdy ruch, spojrzenie było idealnie wyreżyserowane, może nawet zbyt idealnie. O melodii w pio**nce, "Keine Grenzen" nie będę wspominał, bo obraziłbym gusta koneserów bazarowej muzyki. Całokształt wykonania nie jest zwykłym dnem, nazwałbym go raczej dnem Rowu Mariańskiego. W porównaniu z utworem Ich Troje każdy, powtarzam - każdy, wykonawca był naprawdę niezły. Nie wiem, czy Nostradamus przepowiedział na rok 2003 śmierć kliniczną polskiej muzyki rozrywkowej. Jeśli jednak tego nie zrobił, niniejszym ten błąd naprawiam. Telewidzowie dali dowód, że w obliczu niewielu wartościowych polskich wykonawców potrzeba im jedynie igrzysk zorganizowanych z wystudiowanym rozmachem, które pozwolą zapomnieć o bezmiarze nędzy muzycznej. Jak widać, cezar Wiśniewski zorganizował widowisko, które z powodzeniem zatuszowało jego pęd ku taniej popularności i brak jakichkolwiek umiejętności. Mateush Zuravik il.fuoco@email.it |