 |
HEY - Koncertowy
Dopiero drugi w dorobku grupy album koncertowy, ale dość szczególny, bo nagrany z okazji trasy konertowej po dziesięciu latach od ukazania się pierwszego krążka pt. "Fire". Ja sam nie chwaląc się uczestniczyłem w tym przełomowym wydarzeniu, bo jakże mógłbym przegapić taki koncert. Rzeczywiście atmosfera była świetna. Zresztą każdy koncert Hey to niemałe wydarzenie, do tej pory zaliczyłem trzy i na każdym świetnie się bawiłem. Dla każdego uczestnika takiej imprezy ta płyta ma zapewne wartość sentymentalną i preferuje do najwyższej oceny, ale ja muszę spojrzeć na niego po kątem zwykłego słuchacza.
Jak to bywa na płytkach koncertowych wiele rzeczy nie wyjdzie, tak jak chciałaby to zapewne Kasia Nosowska. Tu i ówdzie słychać pewne niedociągnięcia w głosie, ale nie przeszkadza to w słuchaniu, w sumie to taki urok koncertów, bo jaki byłby sens w nagrywaniu koncertówek jeżeli brzmiałyby one identyczne jak te studyjne. Ten dwupłytowy album otwiera kompozycja z ostatniego krążka grupy pt. "Sic", a utworek zwie się Cisza ja i czas. Potem mamy pseudo balladkę Z rejestru strasznych snów, co by nie mówić świetny utwór, a w wykonaniu "na żywca" nie brzmii wcale gorzej od oryginału. Kolejna dynamiczna piosenka to Zobaczysz, która na żywo wypada jeszcze lepiej. Czawrty na liście kawałek to Sio. I tutaj ciekawostka, tego utworu z albumu "Karma" grupa nigdy wcześniej nie grała na żadnej trasie koncertowej, ale w porównaniu z wersją, którą słyszałem w Olszytnie wypada o wiele gorzej. Jest szybsza od swojego studyjnego odpowiednika. Dalej usłyszymy typowe hiciory zespołu przeplatane owacjami publiczności i śmiesznymi wypowiedziami Kaśki. Wśród nich warto wspomnieć o Ho, Cudzoziemka w raju kobiet, One of them, Dorosłość jako początek umierania oraz Dolly. Pod koniec pierwszej płyty słychać po głosie wokalistki, że koncert to ogromny wysiłek dla gardła, ale nie wpływa to na przyjemność słuchania. Na drugiej kompilacji mamy już końcówkę koncertu, a w śród nich wiele perełek takich jak: Anioł, Katasza, Niekoniecznie o mężczyźnie, w tym dziewiąty utwór to przedstawienie zespołu przez wokalistkę i krótka mowa do publiczności. Koncert zamyka angielskojęzyczny kawałek Where is my mind, dobry na zakończenie, ale chyba lepiej sprawdziłaby się tutaj Nadzieja. Dziwi też fakt, że na dwóch płytach nie zawarto kompozycji List, jednej z lepszych w dorobku zespołu, tam gdzie ja byłem Listem zaczęli cały koncert. Mówi się trudno. Niespodzianką jest pojawienie się utworku Klus Mitroh, tym razem w wersji studyjnej, śpiewanej ongiś przez Lecha Janerkę. Dodatkowo jako bonus dorzucono nam trzy teledyski do Cisza ja i czas, Sic! oraz Cudzoziemka w raju kobiet.
Cóż, koncertówki to dobra rzecz szczególnie jak ktoś na takowym był, kiedy jej słuchałem od razu wszystko stanęło mi przed oczami i poczułem całą magię tej trasy. Być może dziś Hey nie jest już tak popularny jak kiedyś, ale nadal na koncerty chodzi dużo młodych i starszych ludzi, pragnących posłuchać muzy, która dużo ma do zaoferowania. Może mniej jest tego buntu znanego z pierwszych płytek, ale nadal kręci. Jednak jeżeli nie byłeś na koncercie Hey'a to zastanów się czy ci ten album, aby na pewno potrzebny.
CD 1
1.Cisza ja i czas
2.Z rejestru strasznych snów
3.Zobaczsz
4.Sio
5.Że
6.Cudzoziemka w raju kobiet
7.Ja sowa
8.Fate
9.Ho
10.One of them
11.Just another day
12.Kropla
13.That's a lie
14.Dorosłość jak początek umierania
15.Dolly
CD 2
1.Katasza
2.Niekoniecznie o mężczyźnie
3.Anioł
4.Zazdrość
5.Schizophremic family
6.Teksański
7.As raindrops fell
8.Little peace
9. ...
10.Where is my mind
11.Klus Mitroh
Cisza ja i czas VIDEO
Sic! VIDEO
Cudzoziemka w raju kobiet VIDEO
Majster
Źródło: muzyka.gery.pl
|
|
 |