 |
Nirvana - Nevermind
Nirvana, według wyznawców buddyzmu jest to osiągnięcie najwyższego szczebla egzystencji. Natomiast według miłośników ciężkiego grania jest to świetna grupa, której lider i wokalista, Kurt Cobain, odebrał sobie życie w 1994 roku. Jeżeli zaś chodzi o dyskografię samego zespołu, album "Nevermind" zajmuje w niej szczególne miejsce. Nirvanę można kochać, albo nienawidzić, ale z pewnością płyta "Nevermind" to ich najbardziej znane dzieło i przy tym klasyka gatunku.
Na krążku znajdziemy dwanaście utworów. Zaraz po naciśnięciu na wieży przycisku "play" słyszymy świetny, ostry otwieracz. Jest nim legendarny "Smells Like Teen Spirit". Refren wyciska z gardła Kurta siódme poty, ale trzeba przyznać, że brzmi rewelacyjnie. "Dwójka", czyli "In Bloom" to już typowy grunge, można nawet ten kawałek nazwać wizytówką zespołu. Jest ciężki, raz przyspieszający, raz zwalniający, ale przy tym bardzo dobry. "Come As You Are" rozpoczyna się powolną partią gitar. Trzeba przyznać, że utwór jest relatywnie lekki, chociaż nawet tutaj słychać momentami słynne solówki na bezlitośnie zamęczanych gitarach. "Breed" to już szybka, agresywna jazda, powtarzane kilkakrotnie słowa utworu świetnie zgrywają się z basem. Kawałek jest szybki i krótki, chociaż jeszcze chwilę po jego zakończeniu w głowie pobrzmiewa ten charakterystyczny bas. "Lithium" był jednym z trzech utworów promujących płytę. Muszę przyznać, że w ogóle się nie dziwię! Przede wszystkim ze względu na genialny refren, który znakomicie uzupełnia się z gitarami. Całkiem niezła reklama dla albumu... Szósta pozycja na krążku to "Polly". Tutaj muzyka schodzi na dalszy plan, a najważniejszy staje się przekaz. Tekst jest przygnębiający jak zresztą cała twórczość Cobaina. Album znacznie przyspiesza przy "Territorial Pissing", bardzo szybki, gniewny utwór. Natomiast "Drain Yon" podczas słuchania wprowadza uczucie niepokoju (pobawcie się natężeniem basów!), zwłaszcza podczas tej krótkiej pauzy, po której całość znacznie przyspiesza. Swoistą kontynuację "Drain Yon", przynajmniej pod kątem muzycznym stanowi "Lounpe Act". Warto zwrócić uwagę na ciekawe zakończenie utworu. "Stay Away" - znowu kawałek, który zionie agresją, ostry, szybki refren, momentami przesterowany wokal - rewelacja. "On a Plain" można uznać za swoiste spowolnienie w stosunku do poprzednika, ale wcale nie znaczy to, że utwór jest gorszy! Bardzo dobrze brzmi, zwłaszcza jeżeli zmniejszymy natężenie basów. Wtedy można naprawdę docenić genialny wokal. "Something in the Way" to bardzo wolne zakończenie płyty. Kurt śpiewa tutaj lekko, powoli akompaniując sobie na gitarze...
"Nevermind" pod względem melodii jest albumem bardzo zróżnicowanym. Zawiera naprawdę ostre kawałki i utwory takie jak wspomniany "Something in the Way". Jest to płyta dobra, bardzo dobra. Widać wyraźnie, że Nirvana bez Kurta byłaby niczym. Fanów grupy nie trzeba namawiać do posłuchania, bo "Nevermind" znają na pamięć, ale wszystkim, którym Nirvana jest obca (są tacy?) płytę szczerze polecam. W końcu zasłużenie doszła w 1992 na pierwsze miejsce listy Billboard, a wynik 10 000 000 sprzedanych egzemplarzy mówi sam za siebie...
Mateush Zuravik
 |
01. Smells Like Teen Spirit
|
02. In Bloom
|
03. Come As You Are
|
04. Breed
|
05. Lithium
|
06. Polly
|
07. Territorial Pissings
|
08. Drain You
|
09. Lounge Act
|
10. Stay Away
|
11. On A Plain
|
12. Something In The Way
|
|
|
|
 |