 |
Wywiad z zespołem
Red: Witam szanowny zespół, dziękuję za zgodę na udzielenie wywiadu FL:
Witam serdecznie - Red: Wojtku, czy mógłbyś na początek powiedzieć coś o sobie?
FL: Nazywam się Wojciech Wojda, od 1986 niezmiennie do dzisiaj jestem twórca
wokalistą i autorem tekstów zespołu FARBEN LEHRE. Wiecej na moj temat można się
dowiedzieć własnie z tekstów, ktorych "troszkę" do tej pory napisałem.
Red:
Kiedy założyliście zespół? FL: Jak wspomniałem, w połowie lat 80-ątych, a
konkretnie na początku września 1986 roku.
Red: Dlaczego zaczęliście grać punka?
FL: Nie wiem czy to co gramy nosi taką czy inną nazwę, nigdy tak do tego nie
podchodziłem. Gramy to co chcemy, to co lubimy a przede wszystkim to co
czujemy... Jeżeli ktoś określa to mianem "punk-rock" - niech tak będzie, ale -
jak wspomniałem - nigdy nie przywiązywałem specjalnej wagi do nazewnictwa...
Dlaczego gramy zatem taka a nie inną muzykę? Tak naprawdę dlatego, bo własnie
takie dźwięki i tego typu przekaz przyunosi nam wystarczająco dużo satysfakcji.
Red: Jakie mieliście wrażenia po pierwszym poważniejszym sukcesie, którym było
niewątpliwie zwycięstwo w jednej z kategorii na festiwalu w Jarocinie (sierpień
'90)? W jakim stopniu ten sukces przyczynił się do wydania waszej pierwszej
płyty zatytułowanej "Bez pokory"? FL: Ten sukces można traktować w kategoriach
medialnych. Powiedzmy, że od tego momentu zaczęło się o nas mówić coraz
głośniej, choć mieliśmy już za sobą sporo udanych koncertów tu i ówdzie... Nie
da się ukryć, że ten Jarocin otworzył nam kilka niedostępnych wcześniej bram.
Jedną z konsekwencji tamtego zwycięstwa stanowiło nagranie debiutanckiej płyty
"Bez pokory" i tak naprawdę z wymiernych kwestii to była jedyna poważna
konsekwencja.
Red: Co znalazło się na tym analogowym krążku wydanym przez firmę
Arston? FL: Praktycznie cały materiał, nagrany w zimie 1990 roku, w studiu
IZABELIN Andrzeja Puczyńskiego. Główna różnica pomiędzy zawartością płyty
analogowej i kasety tkwiła w utworze "Krótka piosenka". Na "analogu" pojawiła
się angielska wersja tej kompozycji, a na kasecie - polska.
Red: Po albumie "Bez
pokory" nagraliście "My maszyny". Co was skłoniło do tak znaczących zmian w
porównaniu z poprzednim krążkiem? FL: No, nie jestem przekonany co do wielkich
różnic pomiędzy naszą pierwszą a drugą płytą. Każdy zespół powinien się
rozwijać, jednocześnie nie zapominając o konsekwencji i determinacji w
działaniu. "My Maszyny" to z jednej strony kontynuacja tego co zaprezentowaliśmy
na "Bez pokory", a z drugiej próba poszukiwań nowych form i emocji... To
całkowicie naturalne zjawisko i w pełni uzasadniona ewolucja twórcza - tu nie ma
się czemu dziwić...
Red: "Samo życie", czyli piosenki nagrane na koncertach,
zawierało utwory z poprzednich albumów ( z kilkoma wyjątkami). Później były
"Nierealne ogniska"(powtórka z rozrywki czyli "Bez pokory" = "Nierealne
ogniska"), "Insekty", ale mnie bardziej zainteresował kolejny krążek "Zdrada".
Dlaczego taki tytuł płyty? FL: Żeby zrozumieć dlaczego nasza płyta, wydana w
1996 roku nazywała się "Zdrada" trzeba jej po prostu uważnie posłuchać. W jej
zawartości tkwi klucz do tytułu i całego przekazu, jaki niesie ze sobą... W
wielkim skrócie mogę powiedzieć, że "Zdrada" to swego rodzaju ostre i
bezkompromisowe rozliczenie się zespołu FARBEN LEHRE z całym pierwszym
dziesięcioleciem działalności pod tym szyldem... Być może kiedy dotrwamy do
swojego dwudziestolecia powstanie kolejna tego typu "posumowywująca" płyta. Któż
to wie? Poza tym nigdy nie można zapominać, że zdrada czai się na każdym kroku i
trzeba w związku z powyższym bardzo uważnie podążać przez swoje życie, aby nie
stać się jej ofiarą... Tak samo jak należy wystrzegać się Judasza...
Red: Jak
czuliście się podczas koncertu w Berlinie, który odbył się w tym samym miesiącu,
którym została wydana płyta, mając możliwość wystąpić u boku takich gwiazd jak
m.in. Jesus Chrysler, Homo Twist? FL: Nie przesadzajmy, ale akurat zespół JESUS
CHRYSLER SUICIDE (mam duży szacunek do ich twórczości) nigdy nie należał do
kapel, które można i należy określać mianem "gwiazdy". To samo jeżeli chodzi o
HOMO TWIST. Natomiast koncerty w Berlinie, z 1996 roku wspominam dobrze,
aczkolwiek - nie oszukujmy się - frekwencja nie należała do ich mocnej strony...
Na marginesie dodam, że oprócz w/w kapel pojawili się tam również PUDELSI,
których od zawsze darzyłem dużym szacunkiem, zaś ich lidera - Andrzeja "Pudla"
Bieniasza uważam za wyjątkowo wartościowego i fajnego kolesia...
Red: Moim
zdaniem świetnym posunięciem było wydanie "Garażówki", która zawierała wasze
pierwsze utwory, nagrywane m.in. właśnie w garażu. Czy macie do nich jakiś
szczególny sentyment, czy przy słuchaniu płyty przypominają wam się wasze dawne
czasy? Chciałbym wiedzieć jak bawiła się grupa Farben Lehre, kiedy byliście
nastolatkami. Wizyty w pubach, dyskotekach? A może dużo nauki, zero czasu na
"przyjemności"? FL: Na pewno "Garażówka" to specyficzne i nieporównywalne z
żadnym innym wydawnictwo FARBEN LEHRE. Nie ulega wątpliwości, że darzę te
nagrania szczególnym sentymentem, ze względu na czasy i okoliczności w jakich
powstawały. Łezka w oku trochę się kręci... Kiedy bylismy nastolatkami
zachowywaliśmy się normalnie... Na wszystko był czas - na zabawę, imprezy,
browarek (czasem wódeczkę), no i na naukę oczywiście :)))
Red: Ale wróćmy do
tematu. Dlaczego po gorącym przyjęciu przez włoską publiczność na tournee we
Włoszech postanowiłeś chwilowo zawiesić działalność grupy? FL: Faktycznie trasę
we Włoszech należy uznać za bardzo udaną i sympatyczną, tudzież malowniczą, bo
Włochy to wyjątkowo uroczy kraj. Jednak tak się złożyło, że właśnie tam
dostrzegłem u moich byłych kolegów z zespołu zmęczenie, popadanie w rutynę i
brak pomysłów na przyszłość zespołu. Zrozumiałem, iż w tamtym składzie nie
jesteśmy już w stanie zrobić niczego twórczego i godnego uwagi, upewniając się,
że rozstanie jest nieuchronne. Po powrocie z Italii nasze drogi się rozeszły, a
ja zacząłem kompletowac nowy skład i stąd w kapeli pojawili się: mój brat
Konrad, Filip Grodzicki oraz Jacek Trafny. Ten ostatni od ponad roku mieszka w
Londynie, a w międzyczasie do zespołu powrócili Robert Chabowski (po dziewięciu
latach absencji) oraz perkusista Adam Mikołajewski.
Red: A co Cię skłoniło do
powrotu? FL: Tak naprawdę nigdy nie zamknąłem rozdziału swojego życia,
zatytułowanego FARBEN LEHRE, więc trudno mówić o powrocie. Dopóki bedę miał coś
do powiedzenia, dopóki lubie to co robię, czerpię z tego satysfakcję, a jeszcze
ktoś chce tego słuchać - dopóty będę to robił.
Red: Wraz z nowymi członkami
zespołu nagraliście "Atomowe zabawki". Czy ta płyta wniosła coś nowego do
waszego sposobu grania? FL: To już nie nam oceniać, a naszym słuchaczom. Myślę
że od "Atomowych zabawek" można śmiało mówić o swego rodzaju nowej jakości w
muzyce i przekazie tekstowym FL. Pojawienie się nowych ludzi niewątpliwie
przyczyniło się do wielu zmian w sposobie grania - to naturalne zjawisko.
Red: Po
nagraniu albumu "Wiecznie młodzi" postanowiliście odnowić stare znajomości. Czy
występ w Teatrze Dramatycznym w Płocku był najlepszy, jaki daliście do tej pory?
FL: Nie wiem czy najlepszy, ale na pewno był to najbardziej przemyślany,
spektakularny i długi koncert, jaki dotychczas zagraliśmy. Mam nadzieję, że ten
najlepzy dopiero przed nami...
Red: Czy "Pozytywka" oznacza kolejny początek
przemian w waszym sposobie grania? "Pankregeparty"? Co to właściwie jest? FL:
Nie sądzę, że "Pozytywka" to sygnał do kolejnej rewolucji. Określiłbym tę płytę
jako kontynuację i rozwinięcie przekazu "Atomowych zabawek", który aktualnie
wydaje nam się najbardziej autentyczną i pozytywną drogą dla FARBEN LEHRE. Hasło
"Pankregeparty" to nawiązanie do starej dobrej idei Boba Marley'a, którego
bardzo lubię i poważam. Punk - czad, energia i spontan w działaniu, Reggae -
pozytywne wibracje i przekaz oraz Party -zabawa... I już wiadomo o co chodzi.
Red: Dywizja Kot wydała ostatnio reedycję waszych dwóch pierwszych płyt tj. "Bez
pokory / My maszyny". Prócz nich znalazły się tam również teledyski do
niektórych waszych piosenek m.in. "Matura". Ja w tym roku szkolnym zdaję maturę.
Czy masz dla tegorocznych maturzystów jakieś rady w związku z egzaminem
dojrzałości? Lepiej się uczyć czy iśc na "colę" z kumplami do pubu? FL: Matura
jest bardzo ważnym momentem w życiu młodego człowieka, jednak zalecałbym wiecej
dystansu do tego tematu, bo przed Wami znacznie trudniejsze, a w konsekwencji
ważniejsze wyzwania życiowe. Matura to jedynie przedsmak "emocji"
egzystencjalnych. Z kolei ten tekst radzę traktować z dużym przymrużeniem oka
jako swoisty żarcik, bowiem napisałem go w formie swego rodzaju antystresu
przedmaturalnych emocji. Na maturze świat się nie kończy i warto o tym
pamiętać...
Red: Ostatnio wystąpiliście na koncercie w "Barze III". Osobiście go
nie oglądałem, ale moi kumple mówią, że wypadliście świetnie. Będziecie jeszcze
grali na koncertach? Może się pojawicie na Przystanku Woodstock w przyszłym
roku? FL: Dyrektor młodzieży Jerzy regularnie nie zaprasza nas na Przystanek
Woodstock i wątpię, aby coś w tym temacie mogło się zmienić. A Bar? Zdania na
temat naszego występu w tym programie są podzielone, ale nie chce mi się już
dyskutować na ten temat.
Red: Czy moglibyście udzielić kilku rad zespołom, które
dopiero rozpoczynają swoja działalność? Co mają zrobić by móc zaistnieć? FL:
Uwierzcie w siebie, bądźcie konsekwentni, uparci i cierpliwi. jeżeli macie coś
do powiedzenia - prędzej czy później ktoś to zauwazy i doceni.
Red: Zostało mi
jeszcze jedno pytanie. Jestem ciekawy jaka jest wasza ulubiona piosenka (ogólnie
oraz Farben Lehre) i ulubiony zespół? FL: To zależy od nastroju i chwili...
Jeżeli chodzi o FARBEN LEHRE - "Rozkołysanka", natomiast ogólnie... "Guns of
Brixton" (CLASH) na równi z "Anarchy in the UK" (SEX PISTOLS).
Red: Dziękuję za
rozmowę.
FL: Dzięki, pozdrawiam i zapraszam na naszą oficjalną witrynę internetową: www.farbenlehre.plocman.pl
|
|
 |