Ten tekst postanowiłem napisać po przeczytaniu artykuły redakcyjnego kolegi - Andrzeja Leśmiana. Jego tematem było granie w niewielkiej miejscowości.
Ja, podobnie jak wyżej wymieniony kolega, mieszkam w niewielkiej miejscowości. Grać chciałem już od szóstej klasy podstawówki... Praktycznie nic o muzyce nie wiedziałem, nie miałem nawet pojęcia ile kosztuje gitara! Głupi, myślałem, że znajdę jakiś sponsorów, którzy daliby pieniądze mi i moim kolegom na sprzęt. Oczywiście nie udało się, więc postanowiłem robić muzykę na komputerze, w czym też nie miałem doświadczenia. Ale udało się! Nagrałem, amatorską płytę! Rozeszła się w ilości pięciu egzemplarzy. Było to siedem kabaretowych kawałków, które nagrałem wspomagany wokalem kolegi. Później duet się rozpadł, a ja zacząłem skłaniać się ku cięższej muzyce. Zaczęło się do Przeglądu Zespołów Rockowych, gdzie zainteresowałem się muzyką rockową, później zacząłem odkrywać zespoły metalowe - najpierw nu-metalowe, a późnej już death, black, itd. Od tamtej chwili chciałem grać w kapeli. W pierwszej klasie gimnazjum postanowiłem zaoszczędzić trochę pieniędzy i kupiłem sobie gitarę klasyczną. Początki były bardzo trudne - uczyłem się sam. Najgorsze było to, że nie znałem nikogo, kto mógłby mi pokazać jak się gra. Po pół roku gry, gdy już znałem podstawy i kilka akordów, znajomi powiedzieli mi, żebym poszedł do kolesia starszego ode mnie o 6 lat, bo on grał kiedyś na basie. Okazało się, że grał też na gitarze. Pokazał mi kilka kawałków, ale na tym się skończyło. Ten koleś sam jest już chyba "wypalony" muzycznie, bo z tego co wiem nie ma już żadnej gitary oprócz swojej klasycznej i starej Delfi Melodia 2, która tymczasowo przebywa u mnie (nawet nie wiem, czy działa elektronika)... Tak, więc dalej uczyłem się sam. Na wsi praktycznie nie ma się kontaktu z muzyką, słychać tylko to co grają w radiu, albo w telewizji. O jakieś lepsze płyty trzeba się samemu postarać, a metal jest prawie nieosiągalny! Ja nie poddałem się i dalej słucham metalu i jakoś udaje mi się zdobywać nowości. Wróćmy do grania - dowiedziałem się, że u nas była kiedyś kapela, ale jej członkowie rozpili się i już nie grają, więc poszedłem do ich byłego basisty i porozmawiałem z nim. Okazało się, że z ich sprzętu została tylko jedna gitara - Ibanez Gax 70 (recenzuje go w tym numerze musicMAG). Owy pan pożyczył mi gitarę, ale miałem następny problem - nie miałem wzmacniacza do gitary! Tydzień chodziłem po wsi z tą gitarą, żeby w końcu na niej zagrać, aż kuzynka podpowiedziała mi, żebym poszedł do takiego jednego studenta, bo on gra.
|
|
Poszedłem i okazało się, że jest u mnie na wsi kapela! Składa się z trzech, czasami czterech panów w wieku ok. 20 lat. Panowie mają talent, ale niestety nie potrafią go wykorzystać. Grają sobie od podstawówki i jak na razie zagrali tylko jeden koncert! Ich gitarzysta strasznie się cieszy, kiedy przyniosłem do niego pożyczonego Ibaneza, bo sam gra na starym Delfi na kształt Fendera. Ibanez brzmi o niebo lepiej niż ten Delfi. Oprócz gitary mają też starą perkusję - centrala, rozlatujący się werbel, dwa talerze i kocioł :) Mówią, że dostali w prezencie, a na nową ich nie stać. No i jeszcze basista, który ma najlepszy sprzęt - bas Mayones B4 i piec Marshalla Bas60, kupiony od właściciela tego Ibaneza. Z tymi chłopakami siedziałem cały dzień, pokazali mi jak grać, a nawet zrobili mini koncert - zagrali "Hey Joe" Hendrixa, "Artyści" Kazika i kilka innych. Wniosek - chłopaki bardzo dobrze grają, ale nie mają odpowiedniej promocji... Myślę, że jakby chcieli to mogliby kupę kasy zarobić na graniu... Patrząc na ten zespół wynoszę wniosek, że granie na wsi jest bardzo trudne, choćby zdobycie instrumentu. Na tak dużą wioskę jest chyba tylko czterech gitarzystów (co najmniej tylu znam). Niedawno też poznałem pewnego kolesia, typowy metal - długie włosy, glany, ubrany na czarno i gra na gitarze elektrycznej, ale co z tego jak nie ma pieca i gra "na sucho". Podobnie jak ja, nie ma pieniędzy na sprzęt, oczywiście kupiłby używany, ale od kogo? Ja dalej się nie poddałem i postanowiłem zarobić graniem... Przed świętami Bożego Narodzenia koledzy zaproponowali, żebym chodził z nimi kolędować. Ponieważ potrafiłem już wtedy "trochę" grać nauczyłem się kilku kolęd i chodziliśmy po wsi i oni prezentowali krótką scenkę, a ja grałem kolędy. Trochę na tym zarobiliśmy, ale i tak to nie wystarczyło na sprzęt... Gdybym mieszkał w większym mieście mógłbym siąść sobie na chodniku z gitarą i grać, może wtedy zarobiłbym trochę, ale spróbuj sobie siąść z gitarą na chodniku na wsi to cię wyśmieją i powiedzą, że żebrzesz, a o zarobku możesz sobie pomarzyć.
Kończąc powiem, że granie na wsi wcale nie jest takie łatwe. Do tego trzeba mieć odpowiednich ludzi, o których w większych miastach o wiele łatwiej, po drugie trzeba mieć sprzęt, po który też trzeba sie zgłosić do miasta, bo na wsi prawie niemożliwością jest pożyczenie, a co dopiero kupno gitar i wzmacniaczy, że o perkusji już nie wspomnę! Najgorzej jest, gdy chce się grać określony gatunek, wtedy trzeba szukać odpowiednich ludzi, a to dopiero problem, bo jeden chce grą metal, drugi rock, a trzeci reggae i jak tu stworzyć cos sensownego? Oczywiście można grać covery, ale czy to zadowala ambitnego muzyka?
Patryk Giemza
|