Oj, zbuntowała nam się Agnieszka Chylińska...
Zanim przejdę do rzeczy, krótka powtórka z historii. W ONA źle się zaczęło dziać po wydaniu zaskakująco agresywnej płyty Mrok w 2002 roku. Grupa podzieliła się na dwa wrogie obozy. Po jednej stronie znajdowała się jak zwykle buntownicza i niesforna bohaterka tej recenzji wraz z klawiszowcem i perkusistą, a po drugiej Grzegorz Skawiński razem z Waldemarem Tkaczykiem. Zespół rozpadł się w nieprzyjemnych okolicznościach, a Chylińska wypowiedziała wojnę na słowa swojemu byłemu szefowi, Grzegorzowi Skawińskiemu. Przy okazji dowiedzieliśmy się z różnych wywiadów o kulisach pracy z zespole. Chylińska skarżyła się na Grzegorza, iż bardzo ją ograniczał i nie zezwalał na jakiekolwiek inicjatywy ze strony wokalistki. Ile w tym prawdy, nie wie nikt oprócz samej Agnieszki, która nie czekała bynajmniej na nadejście artystycznej emerytury, tylko wraz z dwoma byłymi członkami ONA, Zbyszkiem Kraszewskim i Wojtkiem Hornym, postanowiła stworzyć swój projekt, nazwany dla niepoznaki równie nikczemnie, jak jej nazwisko. W tym samym czasie Grzegorz Skawiński wraz z Waldemarem Tkaczykiem reaktywowali Kombi, lecz odnowili tym tylko kiczowatš formułę z lat 80-tych i zamilkli.
|
|
A Chylińska? Właśnie wydała płytę, która w większym stopniu pokazuje jej prawdziwe oblicze niż produkcje ONA. Skłania mnie to do stwierdzenia, iż wojna Skawiński - Chylińska zakończyła się zwycięstwem tej ostatniej. Wystarczy posłuchać płyty, aby się o tym przekonać. Już otwierający Zła, Zła, Zła świadczy o wysokiej klasie wokalistki. Szybkie, metalowe uderzenie w refrenie zmusiło mnie do usadowienia się w jakimś wygodnym fotelu. Tak brutalnie Chylińska nie grała nigdy. Oczywiście, są i chwile wytchnienia, takie jak Lepszy Czas, aczkolwiek kwintesencją albumu są ciężkie, agresywne i absolutnie bezkompromisowe kawałki, w których wyraźnie słychać wpływy numetalu. Warto dodać, iż partie wokalne Agnieszki na tym albumie świadczą o wielkim kunszcie artystki, która choć zalewa nas nieraz prymitywnymi, szczeniackimi bluzgami (w warstwie lirycznej albumu jest ich co niemiara), to zasłużyła sobie na miano pierwszej "damy" polskiego rocka. Wspaniale słucha się tej płyty, bogatej w różnorakie, ciężkie dźwięki z motywem przewodnim pani Chylińskiej, robišcej ze swoim głosem, co jej się tylko rzewnie podoba. Polecam.
|