Sex, Drugs & Rock'N'Roll - są na tym świecie wartości, które nigdy nie przeminą. To słowa Dave'a Wyndorfa, który wraz z rockową maszyną Monster Magnet po raz kolejny uderzył ze wspaniałym albumem.
Muszę przyznać, że amerykańskich kowbojów poznałem całkiem niedawno. Jakieś 5 czy 6 lat temu, oglądając Vivę w nadziei ujrzenia jakiegoś zawalistego teledysku, trafiłem na klip pięciu kolesi z gitarami. Teledysk był naszpikowany takim amerykańskim klimatem z drogimi samochodami, bajerami, laserami i, ku mojemu szczęściu, ze skąpo ubranymi panienkami na przedzie. Oprócz roznegliżowanych ud owych niewiast zwróciła moją uwagę również muzyka, oscylująca w klimatach przebojowego hard rocka, mocno nasyconego klasycznym rock'n'rollem spod znaku Motorhead, rzekłbym nawet. Fajnie w dzisiejszych czasach znaleźć jeszcze zespół, który by tak grał. Złapałem bakcyla i zaznajomiłem się z propozycją artystyczną tego ciekawego skądinąd zespołu.
|
|
Jakiś miesiąc temu otrzymałem najnowsze dziecko tego rockowego potwora, o jakże wymownej nazwie, Monolithic Baby! Krążek na tyle mnie wkręcił, iż nie mogłem się bez niego ruszyć. Na czym polega jego magia? Na pewno na prostocie wykonania, na wpadających w ucho, solidnych, mocnych riffach czy też na przebojowych refrenach. Członkowie zespołu nie są może jakimiś wirtuozami, ale czasem banalny sposób grania może przynieść znacznie więcej przyjemności słuchaczowi niż rejestrowanie jakichś skomplikowanych dźwięków. Na płycie wiele jest takich motywów, które zostają na długo w pamięci po przesłuchaniu krążka, takich jak Slut Machine, Master Of The Light, czy znany z teledysku Unbroken (Hotel Baby). Każdy utwór nosi żelazne piętno rock'n'rolla, dzięki któremu świetnie słucha się tych kawałków. Polecam każdemu miłośnikowi mocnej i zarazem przebojowej, rockowej muzy z najwyższej półki. Kurczę, że też nie mogłem pojechać na ich ostatni koncert w warszawskiej Stodole...
|