Nasz rynek zalewany jest tandetną muzyką. Wśród tej bylejakości od czasu do czasu zdarza się jakaś perełka. Lecz często trudno do niej dotrzeć, bo jeszcze częściej zdarza się, że nawet nie wiemy, iż jakaś naprawdę dobra płyta została wydana i znajduje się w sprzedaży. Z tego też powodu spieszę donieść, że w sklepach od marca można kupić dzieło wyjątkowe, świeże i co najważniejsze, polskie.
Jacek Lachowicz to artysta, który od kilku lat jest pełnoprawnym członkiem jednego z ciekawszych rodzimych zespołów, a mianowicie Ścianki. Brał także udział w projekcie Lenny Valentino, współpracował z Andrzejem Smolikiem, zespołem Kobiety czy Ryszardem Tymonem Tymańskim. Od kilku miesięcy na polskim rynku można dostać jego pierwszą solową płytę zatytułowaną po prostu "Jacek Lachowicz".
|
|
Ten niecodzienny album stanowi dla mnie zagadkę. Słucham go i słucham, co chwila odkrywam coś nowego, ale od pierwszego przesłuchania aż do dnia dzisiejszego zastanawiam się, o co w tym wszystkim chodzi. Jacek Lachowicz na jednym z koncertów powiedział, że w jego muzyce o nic nie chodzi. Jednakże czy można wierzyć takiej wypowiedzi? No cóż, tak czy inaczej, płyta wciąga mnie od ponad dwóch miesięcy coraz bardziej, ale do dziś nie wiem, jak mogę opisać muzykę zawartą na tym krążku. Jest tu ciekawa elektronika, znajdziemy także rock (czasami bardzo prosty i balladowy, a innym razem połamany), gdzieś pobrzmiewa jakiś klubowy element, co chwila wyłania się psychodelia, a wszystko to jest przyprawione niesamowitymi smaczkami i często zaskakującymi tekstami. Mówiąc ogólnie, mamy do czynienia z czymś wyjątkowym i nie dającym się sklasyfikować. I kto by pomyślał, że za tym stoi tylko jedna osoba!
|