Menu  lipiec 2004 (18)  indeks . zapowiedzi . artykuły . recenzje . muzyka w sieci . redakcja . special numeru . magazyn on-line

Soulfly - Prophecy

W tym roku drugi raz (po nowym Kornie) przychodzi mi stanąć niejako po stronie przeciwnej niż większość redaktorów wszelakich magazynów i stron internetowych. W momencie gdy wszyscy zachwycają się nowym krążkiem Soulfly, ja jakoś nie mogę się pozbierać... no ale napiszę parę słów o "Prophecy", aby czuć się w porządku wobec samego siebie.
Płytę zaczyna zajebisty numer tytułowy. Czego by tu nie mówić, wycie gitarek, a zaraz potem niezłe pieprznięcie całej kapeli naraz. Wokal Maxa w porządku, jak już przyzwyczaił nas, gitary suną niziutko... na dwóch akordach. I w tym momencie zaczynam się żenować, bo drugi numer też nie zaskakuje skomplikowanymi partiami. I to wcale nie są słabe kawałki. Jednak jakby nie było numer "Prophecy" to ten sam motyw co w pieprzonym "Roots" :( (Roots Bloody Roots to genialny kawałek, ale powielanie go jest paranoją!). Max do cholery, ileż można, znowu to samo, znowu powielamy pomysły Sepultury. Nie wierzycie? Puśćcie "Execution Style".. nie kojarzy się wam z jednym z kawałków z kultowego Chaos Ad. Sepy? Ech takich przykładów mógłbym podawać jeszcze więcej, ale po co? Jedno jest wiadome - na Prophecy znalazła się cała kupa dobrych, dynamicznych ale niczego nie wnoszących numerów. Na tym etapie album oceniam bardzo surowo, jednak nie jest tak źle.
Znalazło się tu bowiem parę elementów o znacznie większej wartości muzycznej. Najlepszym tego przykładem jest numer "Moses" w którym pojawili się muzycy z Serbii i Czarnogóry. Tworzą oni muzykę porównywalną do znanego kiedyś Gorana Bregovica ;-). Czyli dużo trąbek i innych instrumentów dętych. Do tego śpiew jakiegoś luzaka, który dodaje całości klimatu rodem z Jamajki. Reage pojawia się tu parę razy, a w połączeniu z metal-corem Soulfly tworzy nowy, niepowtarzalny styl. Te eksperymenty doceniam jak najbardziej i uważam, za bardzo ważny plus "Prophecy". Nie zawodzi także szybki i mimo wszystko Sepultorowy "Born Again Anarchist" i kolejna czwarta już kompozycja instrumentalna "Soulfly IV", która może naprawdę zachwycić swoim pięknem. Super brzmią także wszelkie połączenia z bębenkami, czy blaszkami rodem z muzyki brazylijskiej.

Reasumując, album to na poziomie, ale tak jak wspomniałem wiele rzeczy już się wypaliło i nie powinno się ich odgrzewać. Nie wiem jak dalej potoczy się historia Soulfly i Maxa Cavalery. Wspomniany muzyk stał się na tyle arogancki, że nie podpisuje fanom płyt Sepultury (mimo że na koncertach gra numery owego zespołu), zmienia muzyków jak rękawiczki.. plemię się rozpada, ale fanów przybywa. Ten człowiek stracił w moich oczach CAŁY swój autorytet, ale to już oddzielny temat.. płytę tę oceniam jako kontynuację poprzednich dzieł Soulfly, a nie jako osobny album. ania czy wideoklip do "Szukam". Chwali się takie podejście i z pewnością można powiedzieć, że Śfider Anyy gra bo lubi.

ocena:
7/10
tracklista:
01. Prophecy
02. Living Sacrifice
03. Execution Style
04. Defeat U
05. Mars
06. I Believe
07. Moses
08. Born Again Anarchist
09. Parrada
10. In The Meantime
11. Soulfly IV
12. Wings
Created by © insooth 2004 [v.5] / © IMM musicMAG 2003-2004
Zamów prenumeratę musicMAG-a! Następna strona Index Poprzednia strona Następna strona Index Poprzednia strona Skocz do góry Następna strona Index Poprzednia strona