Iron Maiden wydał do tej pory sporo płyt (jakież to odkrywcze) :) , w tym żadnej (moim zdaniem) żenująco złej. Poniżej macie dyskografię Ironów, wraz z krótkim opisem i moją oceną x/10. Celowo nie opisuję koncertówek (no dobra, zrobiłem wyjątek, ale te dwie są wyjątkowo dobre), B-Side'ów czy składanek - bo po co mówić wciąż "solidny kolektyw, itp.". Tak więc oto krótkie recenzje albumów Iron Maiden: Iron Maiden - 1980 - Pierwszy album z Paulem Di'Anno i pierwszy w ogóle dla IM. Bardzo nieprofesjonalny, kiepsko brzmiący, z obrzydliwie kiczowata okładką. To jednak kamień milowy, zapowiedź tłustych lat heavy metalu. Do dziś podoba mi się tytułowy utwór. 6/10
Killers - 1981 - Okładka nieco ładniejsza, niestety zawartość słabsza. Drugi longplay sprzedał się jednak lepiej, co dziwi, bo poziom debiutu był dużo wyższy. Z tego albumu jedynie Wratchild zapadł mi w pamięci. 4+/10
Number of the Beast - 1982 - Do trzech razy sztuka. Po dwóch średnio udanych dziełach, Ironi (już z Bruce'em Dickinsonem) stworzyli bardzo dobry album. Najjaśniejszymi punktami tej łuny (ładny związek frazeologiczny?) :) są bez wątpienia Run To The Hills i tytułowy Numer Bestii, uznawany (bezpodstawnie) za satanistyczny. 8/10
Piece of Mind - 1983 - Ciut słabszy od poprzedniczki, choć nadal trzymający klasę. Najlepszym utworem zdecydowanie jest The Trooper (posiadam na dysku kilku kilobajtową grę na podstawie w/w utworu). Zauważyliście, że na okładce Ed stracił włosy? 7/10
Poweslave - 1984 - Świetna okładka i jeszcze lepsza wartość artystyczna - na tym longpleju aż roi się od genialnych utworów! Aces High, 2 Minutes To Midnight, Rime of the Ancient Mariner... kapitalny album! 9/10
Live After Death - 1985 - Pierwsza koncertówka Ironów, ale za to jaka! Najlepsze utwory z wcześniejszych płyt plus atmosfera koncertu wylewająca się z głośników. Szkoda tylko, że na drugim dysku (bo LAD to album dwupłytowy) jest tylko 5 utworów - przydałoby się wrzucić więcej! Ogólnie jednak warte grzechu :) 8+/10 | | Somewhere in Time - 1986 - Ciekawa okładka z Edem przyszłości i lekka zmiana stylu - zaczęto używać klawiszy. Ogólnie w porządku, ale czekamy na coś lepszego. 6+/10
Seventh Son of a Seventh Son - 1988 - Klimat, kompozycje, klimat, wokal, klimat, solówki, klimat - oto zalety tego kapitalnego albumu z piękną (nie żartuję) okładką. Serdecznie polecam Mooonchild i tytułowego 7th'a. Naturalnie reszta również bardzo dobra. 9/10
No Prayer for the Dying - 1990 - Średni album, podobały mi się jedynie Bring You Dother To The Slother i Holy Smoke. Okładka tez nieciekawa. 6/10
Fear of the Dark - 1992 - To jeden z tych albumów, co to się nie zestarzeją. Wciąż świeży, wciąż zaskakujący, wciąż genialny. Polecam From Here To Eternity, Fear of the Dark i Weekend Warrior. 9+/10
The X-Factor - 1995 - Nie ma Bruce'a, jest Blaze. Album klimatyczny, mroczny i ciekawy. Ja jednak wolałem stare Maiden :( Aczkolwiek po głębszym przesłuchaniu wrażenie całkiem pozytywne. Najbardziej podobał mi się Sing of the Cross 7/10
Virtual XI - 1998 - Druga płytka z Baze'em Bayley'em na wokalu i... klapa. Album nudny i nieciekawy - nie polecam. Nawet nie chce mi się o nim pisać :) 3/10
Brave new World - 2000 - Wraca Bruce (i Adrian Smith)! Wielki kam-bek - wspaniałe kompozycje, genialny monumentalny klimat i trzy gitary. POLECAM!!! Nie wyróżnię żadnego utworu (no... może The Wicker Man) - wszystkie są genialne! 10/10
Rock In Rio - 2002 - Wydana również na DVD koncertówka, ciuteńkę słabsza od Live After Death. Polecam ze względu na The Wicker Mana i ładną okładkę :) 8/10
Dance of Death - 2003 - Okładka byłaby ładna, gdyby nie była robiona komputerowo. Pierwsze trzy, może cztery utworu - w porządku - reszta nudzi :( Fajnym przedsięwzięciem jest zaangażowanie orkiestry w niektórych utworach. Ogólnie - dobrze, choć miało być lepiej. 7/10 G3T |