Pierwsze moje wrażenia, gdy w łapkach trzymałem ów album były dość... mieszane. Nie dość, że nazwa zespołu znaczy tyle, co "duży elf" (a na okładce jest las), to jeszcze gdy widzę tytuł longpleja, mam wrażenie, że kojarzy mi się z czymś znajomym... :) Zostawiłem jednak te dumania :) i wrzuciłem płytkę do odtwarzacza. Zanim ten raczył odczytać CD, spojrzałem jeszcze na tracklistę (tę znajdziecie poniżej). I.. tylko utwierdziłem się z w przekonaniu, że zespół jest trochę... dziwny. Co powiecie na tytuły Szalony Kapelusznik, Spadające Bomby czy $? Niezły shiz, nie powiem... ;)
Na szczęście, jak się okazało, muzyka stoi na bardzo wysokim poziomie. Np. pierwszy utwór - rozpoczyna się krzykiem (lekko zmodyfikowanym komputerowo) wokalisty, Damona Foxa. Później do akcji "wkraczają" gitary, riffujące w stylu Iron Mana czy Sabbath Bloody Sabbath sami-wiecie-kogo. Zwrotka rozpoczyna się "trochę" pink-floydowsko, dalej już tylko świetny wokal Foxa i bardzo dobra gra gitar. Ciekawostką jest gra organów hammonda w tym kawałku.
Podobnie (dobrze) prezentują się pozostałe kawałki - Pain Killers na przykład, brzmi jakby ekipa Black Sabbath wykonywała balladę Beatlesów. Dodatkowo, pod koniec utworu wchodzą policyjne syreny! Przyznacie, że jest to dość wybuchowa mieszanka? Albo Disappear - ten kawałek kojarzy mi się z formacją The Wings oraz z węgierską Omegą po troszku. W utworze występują dwie piękne solówki - gitarowa i świetny pasaż na organach. Utwór bardzo spokojny, balladowy, aczkolwiek w niektórych momentach dają upust emocjom. Dużo się na tej płycie dzieje – zmiany tempa, efektowne solówki, a jeszcze do tego soczyste klasyczne „okrągłe” brzmienia.
| | Muzycy z BigElf garściami czerpią z dokonań kapel takich, jak np. Pink Floyd i Black Sabbath. Oprócz wyżej wymienionych dosłuchałem się jeszcze Hawkwind, ELO, Slade, Popa, no i oczywiście Led Zeppelin. Z nowszych dołożyłbym jeszcze Monster Magnet. I dobrze, bo jak brać wzór, to z najlepszych! Pomyślicie pewnie - "dlaczego tacy zżyniarze dostają tak wysoką ocenę"? Bo pomimo wyraźnych zapożyczeń, zespół potrafił wykształcić własny styl. I grają na bardzo wysokim poziomie. Ogólnie polecam album wielbicielom klasyki, a także sceptykom, narzekającym na dzisiejszą hegemonię nu-metalu i brak dobrego, starego brzmienia. Gwarantuję też, że miłośnicy wszelkich odmian wspomnianego nu-metalu również nie będą mieli drgawek.
Już na sam koniec - moja mini-refleksja. Zapomnijcie o Linkin Parkach, limpbizkidach, POD'ach i innych Systemach Dawna. Posłuchajcie lepiej The Darkness, Jeta, The Strokes, The Hives czy właśnie BigElfa. To są największe nadzieje dzisiejszego rocka.G3T |