Warszawski zespół Rootwater powstał na początku 2002 roku. Tworzona przez nich muzyka to crossover różnych stylów: od ciężkich hardcore'owych riffów, thrashowych podziałów rytmicznych i mistycznych ambientów do punkowej ekspresji, podkreślonej charyzmatycznym wokalem Taffa, który występował wcześniej z Geisha Goner. 28 sierpnia ukazała się ich debiutancka płyta pod tytułem "Under".
musicMAG: Czy mógłbyś krótko przedstawić muzyków występujących razem z tobą pod szyldem Rootwater?
ROOTSEBA: Na wstępie witam wszystkich.
Po dość znacznych zmianach personalnych, które nastąpiły w zeszłym roku, od kapeli odeszli Yonca i Pablo. Około 9 miesięcy zajęło nam poszukiwanie nowych muzyków. Na szczęście po kilkunastu przesłuchaniach znaleźliśmy obecnych muzyków. Są to gitarzysta - Michał Truong oraz perkusista - Artur Rowiński. Skład ROOTWATER na dzień dzisiejszy przedstawia się następująco, dodatkowo postaram ci się scharakteryzować chłopaków...
Maciek Taff (vocal) - przekorny, przewrotny, radykalny, niesamowita skala głosu (człowiek o 100 głosach)... Duża osobowość, charyzmatyczny do bólu i nieustępliwy w decyzjach... PRAWDZIWY TWARDZIEL. ...może dla tego. Pod powłoką kryje się jednak wrażliwa bestia mająca wiele do powiedzenia. Miłośnik psów.
Przemek Bieliński (bass) - opanowany i stanowczy... Bardzo wyczulony na komercyjne dźwięki i cały shit showbiznesu, nie przepuści żadnej muzycznej kichy... Poza zespołem historyk i tłumacz książek, po godzinach rycerz w inscenizacjach bitew rycerskich.
Michał Truong (guitar) - najmłodszy stażem w zespole, bardzo dobry muzyk, duże wyczucie rytmu i harmonii, jest na początku swojej drogi, to taki polsko-wietnamski samuraj! Jego talent dopiero wybuchnie...
Artur Rowiński (drums) - człowiek maszyna... Gość gra jak maszyna parowa z reaktorem atomowym razem... Spełnione marzenie zespołu.. W końcu jest taki perkusista, który zadowolił nas wszystkich swoją grą! Fanatyk UFO i dr. Pająka, maniak lornetek i wojskowych gadżetów... Jego wewnętrznym marzeniem jest mieć wiele zestawów perkusyjnych... I chyba z nimi mieszkać.
Sebastian Zusin (gitara) - przynajmniej tak o mnie mówią....:) "Założyciel zespołu, znają się z Taffem wiele lat, jeszcze z czasów swoich poprzednich zespołów. Szalony, z wieloma pomysłami - wizjami, nieugięty w dążeniach do celu, konsekwentny strateg i taktyk zespołowy - niepoprawny optymista. Miłośnik lotnictwa, militariów i terenowych aut."

musicMAG: Macie bardzo doświadczony skład: Geisha Goner i Sparagmos to znane marki, poza tym Fethor, Bian, Licorea. Jak wpływa to na wspólną pracę i układy wewnątrz zespołu?
ROOTSEBA: W tej chwili pracuje nam się świetnie, atmosfera w zespole jest szczególna, to coś w rodzaju samospalenia... Każdą próbę, którą gramy, traktujemy dość intensywnie i dajemy z siebie wszystko. Nowe chłopaki mimo tego, że nie grali w kapelach o jakiejś znacznej renomie, sprawdzają się świetnie... Już testowaliśmy się na scenie w miniony weekend. Jest bardzo ok.
To ważne żeby do składu trafili ludzie, którzy coś już wiedza o scenie i o koncertach, muszą mieć o tym pojęcie, żeby zrobić odpowiedni show i nastój potrzebny do wspólnego szaleństwa.
musicMAG: W tym roku w zespole nastąpiły zmiany w składzie. Macie nowego gitarzystę i perkusistę. Jakie były tego przyczyny i jak nowi zaaklimatyzowali się w zespole?
ROOTSEBA: Tak, jak wspomniałem na początku, faktycznie rozstaliśmy się z Yoncą i Pablosem na początku roku. Powodem były nieporozumienia na płaszczyźnie osobistej i muzycznej. Jeśli chodzi o sprawy osobiste to pozwolisz, że nie będę przytaczał ich na łamach publicznych. Jeśli chodzi o muzyczne aspekty sprawy, to szczególnie Yonca miał inna wizję kreowania muzyki, chciał iść w stronę nu-tone'a, a to nie koniecznie nas interesowało. Miejsce PABLOSA zajął Artur, wyniknęło to czysto z nowej wizji muzyki, którą zamierzaliśmy grać. Pablo grał bardziej doomowe rzeczy (a'la NEOLITHIC), my potrzebowaliśmy bardziej energetycznego perkusistę i dlatego gra z nami Artur.
musicMAG: W materiałach promocyjnych zespołu znalazłem definicję pojęcia "Rootwater". Mógłbyś wyjaśnić genezę tej nazwy w mniej encyklopedyczny sposób?
ROOTSEBA: HE he he... Jasne... Faktycznie na stronie jest taka formułka rodem z encyklopedii... Natomiast fakty są takie. Jestem pomysłodawcą nazwy ROOTWATER, jednak nie jest to mój wymysł. Sam wyraz ROOTWATER pochodzi z serii kart MAGIC & GATHERING i jest to postać - istota dość odrażająca - potwór, żyjąca w bagnach pod wodą. Natrafiłem na jedną z takich kart, będąc u swojej fryzjerki i bardzo mi się spodobała. Było to jeszcze za czasów istnienia SPARAGAMOS, jakoś ją zapamiętałem i już. Nie jesteśmy fanami tych gier RPG i nic nas nie łączy z M&G. Po prostu nazwa zawierała w sobie te dwie magiczne formuły: korzeni i wody, czyli inaczej mówiąc źródeł, naszych inspiracji., poza wszystkim woda to kolebka naszego życia - naszego powstania.
musicMAG: Jak twierdzicie: cały projekt, jakim jest Rootwater jest realizacją konkretnej wizji i nie macie ambicji wyważania drzwi ani ustanawiania nowych trendów. Jak należy to rozumieć?
ROOTSEBA: To może trochę niewłaściwa asekuracja z naszej strony, lecz nie gramy muzyki totalnie nowej i, co nie znaczy że nie szukamy, po prostu nie napinamy się na kolesi, którzy tworzą nowe trendy czy gatunki, które np. umierają po jednym sezonie... Tak, jak się dzieje obecnie z NU-metalem. Operujemy na tym, na czym najbardziej się znamy... czyli METAL, THRASH, trochę DEATH. Co do wizji mamy cały bagaż doświadczeń, zebranych po latach grania w naszych zespołach i wiemy co zrobić żeby było fajnie, żeby robić fajne, jadące numery... Mam wielki podziw dla takich zespołów jak NEUMA za odkrywanie nowych horyzontów, jednak jeśli chodzi o zabawę na koncertach, to czasami ma umiarkowaną formułę. Nas bawi melodia i nieskrępowana możliwość robienia muzyki, nawet z "fajnymi refrenami" - dlaczego??? Bo tak! W poprzednich naszych bandach nie mieliśmy tak wolnej ręki... Ja w Sparagmos byłem DEATH METALOWCEM, Maciek w Geishy techno thrasherem... A tu w ROOTWATER jedziemy to, co nam serce naprawdę gra i chyba o to chodzi.
| |

musicMAG: Prace nad "Under" rozpoczęliście na początku października 2002. Od tego momentu do premiery albumu minęły prawie dwa lata! Dlaczego tak długo?
ROOTSEBA: Tak, zdecydowanie za długo... Nałożyło się na to wiele problemów. Tak naprawdę płytę nagrywaliśmy za własną kaskę i po prostu prace nad "Under" przeciągały się mocno z powodów finansowych. Do tego doszły sprawy wydawnicze i poszukiwanie wydawcy. Choć sam wtedy prowadziłem swoją firmę OFFMUSIC, nie mogłem skupić się odpowiednio na wydaniu "Under". Rozpraszało mnie dużo spraw. Do tego doszły jeszcze historie ze zmianą składu i to dało największy przestój, bo aż 9 miesięcy czekaliśmy na reorganizacje zespołu. Ale, że jesteśmy stare wygi, nie poddaliśmy się i poskładaliśmy całego ROOTA do całości, jesteśmy gotowi do akcji. To było jak ciąża, całe pieprzone 9 miesięcy... He he he...

musicMAG: Przesłuchując wasz debiutancki krążek w oczy od razu się rzuca wybrany na singiel utwór "Hava Nagila". Wydaję się on być szczególnym elementem tracklisty. Mógłbyś rozwinąć temat?
ROOTSEBA: Tak HAVA powstała spontanicznie, chyba wszystkie proste kawałki tak powstają. Kiedyś miałem taki riff i wydawał mi się jakiś miękki, nazwałem go nawet PLACEBO, na wzór takiej angielskiej kapeli... Za cholerę nic nam z nim nie wychodziło, do niczego nie pasował... Do póki na próbę nie przyszedł TAFF... Zaczęliśmy go grać, a on zaczął śpiewać staro żydowską melodię HAVA NAGILA, pieśń weselną... I skleiło się totalnie... Nie wiem, jak to wyszło... Choć gitary grają zupełnie inne dźwięki, melodia pasuje tak idealnie. Jakoś nam zażarł ten numer, a znajomy napisał dość mocny tekst do niego i tak powstał kawałek na singiel... Jest to obok COX, drugi utwór śpiewany po polsku na "Under". Istnieje tez wersja po angielsku, którą udostępnimy na stronie.
musicMAG: Jak dotąd gracie w okolicach Warszawy. Planowana na przełom października i listopada trasa koncertowa z zespołami Corruption i So I Scream obejmuje głównie miasta centralnej Polski. Czy są jakieś widoki na posłuchanie Was na żywo w innych częściach kraju?
ROOTSEBA: Tak, jedziemy na HELLRIDE TOUR (www.hellridetour.tk). To taki przelot po mniejszych miastach. To dlatego, że wszyscy jadą do dużych, postanowiliśmy, wraz z Aniołem z CORRUPTION i Bartkiem ze SCREAM, zrobić objazd mniejszych miast... TAM mieszkają szczególnie ważni dla nas ludzie, którzy mogą mieć utrudniony dostęp do spraw medialnych i trzeba dla nich zagrać, choćby mieszkali na samym końcu świata - dojedziemy do Was żeby zagrać i napić się wspólnie BRO. Oczywiście planujemy drugą odsłonę HELLRIDE na wiosnę, przy okazji promocji nowego krążka CORRUPTION oraz EP ROOTWATER. Jednak tym momencie nie mam jeszcze ustalonych miejsc, ale na pewno będą to centralne miasta wojewódzkie... Ale też wszystkie mniejsze miejscowości...
musicMAG: Nie zdzieracie skóry z fanów. Płyta za niewiele ponad 20PLN, wjazd na koncert 10PLN. Cena płyty "gwiazdy" polskiej muzyki często przekracza 35PLN, a wejście na koncert bez 50PLN może być niemożliwe. Co, według Ciebie, decyduje o tak znacznych rozbieżnościach?
ROOTSEBA: To był nasz warunek u wydawcy, żeby płyta nie kosztowała za wiele. Sam jestem fanem i wkurwiają mnie ceny płyt, dlatego zrzekliśmy się wszystkich należnych nam opłat. Tantiemy... Srymy... I inne gówna... Płyta jest niemalże po kosztach produkcyjnych, z dodana wartością wydawcy, żeby pokryć koszty produkcji. Zdajemy sobie sprawę, że to nasz debiut i nie chcemy na tym zarabiać. Ludzie sami zweryfikują czy chcą żebyśmy coś następnego nagrali, czy nas oleją, a my pogrążymy się w otchłani. Nie jesteśmy fałszywymi frajerami, którzy chcą kasy od fanów i od swojego debiutu uważają się za nie wiadomo kogo... I maja nie wiadomo jakie stawki. Tak samo podeszliśmy do tematu HELRIDE, maksimum zabawy i energii, minimum kosztów ludzi! Po prostu ma być fajnie i po kosztach. Nikt tu nie owi o zarobionej kasce. Muszą nam się tylko zwrócić koszty benzyny, resztę mamy swoje i już.

musicMAG: Nie odchodząc zbyt daleko od tematu. Jaki jest twój stosunek do formatu MP3? Czy skłaniałbyś się do tezy, że to nic innego jak piractwo fonograficzne i należy to tępić, czy raczej możliwość "spróbowania" płyty przed jej zakupem?
ROOTSEBA: Można na ten temat dyskutować globalnie i całymi godzinami. Jest to naturalny rozwój technologii przenoszenia dźwięku. To musiało nadejść i nie ma od tego odwrotu. Za jakieś 5 lat CD w ogóle zniknie tak, jak teraz kasety i cała muza będzie jechać na plikach. Dlatego tez mój stosunek jest pozytywny. Niech będą pliki MP3, ale... Zabezpieczone przed kopiowaniem, tj. z możliwością wykonania np. tylko jednej kopii, potem plik się uszkadza. To by było zdrowe i nie powodowało by tak nielegalnego rozprzestrzeniania się muzyki. W tej chwili na pewno cena decyduje o chęci ściągnięcia sobie muzy, jednak jeśli płyta kosztuje załóżmy 19.90 PLN, to czy opłaca się ciągnąć z sieci pliki? Gdzie cena zassania wyjdzie ci jakieś 10 PLN? Dyskusyjne! Kwestia uwielbienia dla muzyki. Co do możliwości spróbowania płyty, zanim się ją kupi... Na stronie ROOTWATER, za jakieś kilka dni, będzie dostępny E- CARDS z całym materiałem do przesłuchania, właśnie w ramach testu. Jak komuś się będzie podobał, to kupi, jak nie to oleje i nie zmarnuje kaski nawet na zassanie tego z sieci... PO PROSTU WOLNY WYBÓR DECYZJI :)
musicMAG: Chciałbym życzyć Tobie i zespołowi wszystkiego najlepszego! Tylko czego dokładnie trzeba wam teraz życzyć?
ROOTSEBA: Ja również życzę musicMAGowi wielu sukcesów i dziękuję za wywiad. Było niezwykle przyjemnie pogadać z Wami. Pozdrowienia dla wszystkich czytających musicMAGa oraz słuchających ROOTWATER. Bądźcie czujni... Niedługo zagościmy w Waszych miastach opowiadając naszą pieśń HAVA NAGILA!!!
A tak naprawdę wystarczy żebyśmy wszyscy zdrowi byli i mogli realizować swoje marzenia...
THX, ROOTSEBA
Rozmawiał: Konrad "KuZnia" Kuźnicki
|
Więcej o zespole ROOTWATER możesz znaleźć:
w recenzji na stronie XX magazynu,
na oficjalnej witrynie zespołu: www.rootwater.pl
|
|