Menu  październik 2004 (21)  indeks . zapowiedzi . artykuły . recenzje . muzyka w sieci . redakcja . special numeru . magazyn on-line

Via Mistica - 27.08.2004, Warszawa

Pięć zespołów jednego dnia? Tak! To możliwe, dnia 27 sierpnia w Warszawskiej Progresji zagrało pięć kapel. Wydawałoby się, że taki pomysł spowoduje wielkie opóźnienie i kłopoty techniczne kapel. Nic bardziej mylnego. Koncert ściągnął do klubu masę ludzi.
Imprezę zaczął młody jeszcze, black metalowy Arren. Kapela niezbyt jeszcze doświadczona i dojrzała, jednak wokalista od początku wywarł na mnie wrażenie dość "groźnego"- mosh non stop, groźne miny... Jednak jeszcze trochę treningu przed nim, potrenuje wokal i może spokojnie wracać na scenę. Za bębnami troił się Stasiek, który w swoim fachu, mimo młodego wieku jest całkiem dobry, przejścia, podwójne stopy, i czasami blast były zdecydowanie mocną stroną występu. Nie pociąga mnie takie granie, więc Arren pewnie nigdy nie będzie wzbudzał we mnie jakiś muzycznych odlotów, jednak są na dobrej drodze, aby stać się blackmetalową hordą z prawdziwego zdarzenia.

Następnie zamontował się znany w Warszawie, death metalowy masyw, zwany Sphere. Widziałem ich na dniu Perkusja Online, tym razem jednak zniszczyli mnie doszczędnie. Klasycznie wykonany death metal, który miażdzył, rzucał i robił co chciał z moim łbem. Absolutnie znakomity zespół. Szczególnie growlingi Sapena - raz ultraniskie, raz wrzask przeszywający uszy. Nie mówię już co się działo, gdy na scenę wszedł gościnnie Analripper z Pyorrhoea, z jego charakterystycznym świńskim kwikiem. Po włożeniu głowy na swoje miejsce, udałem się na zaplecze, aby zakupić ich demko (recenzja w poprzednim numerze), całkiem niezłe zresztą, jednak zabrakło koncertowego wgniatacza "Odyssey through Hell". Życzę im jak najlepiej.

Ku lekkiemu zdziwieniu, jako trzeci zagrał zespół Abused Majesty. Black metal. No tak, niby gatunek trochę przeze mnie nietrawiony, ale zespół uprawia tą muzykę tak porywająco, że jestem w pełni przychylnie nastawiony do tego co robią. Ich debiutancki "Serpenthrone" gości już od dawna w moim odtwarzaczu, jak "Arbuzy" sprawdzą się na żywo. Nie byłem zawiedziony, kapela daje absolutnie rewelacyjny pokaz sił na scenie. Spektakularne wymiany wokali (Hal-Ghaez-Maar), mroczny, ale nie duszny klimat.. W tym miejscu chciałbym przeprosić za recenzje ich krążka. Nieźle zamieszałem, zmieniając pseudonimy itd... Szkoda, że podczas setu zabrakło znakomitych kompozycji "Path of Sword" czy "A burning Army", generalnie usłyszałem za to kawałki, które podobają mi się nieco mniej. Mimo wszystko, Abused Majesty prezentuje się dość obiecująco i nie wiem co będą wyprawiać na następnym krążku, ale póki co, można zbierać trupy spod scen.

Method był pierwszą kapelą, o której nie miałem wcześniej pojęcia. Nie spodziewałem się jednak aż takiego oszołomienia. Method to zespół thrashowy - co z tym się łączy, przy ich muzyce zaczyna się niezły młyn pod sceną, tak było i tym razem.
Przyznam, że zawsze, gdy uda się rozkręcić dobre pogo na koncercie, to moja opinia o występie podwyższa się dośc pokaźnie. Tym razem muszę jednak przyznać, że muzyka Method wyjątkowo przypadła mi do gustu, bowiem nie były to maksymalnie klasyczne kawałki. Zespół kombinuje kompozycje, wzbogacając je o nutkę psychodelii. świetna mieszanka z tego wychodzi. Ruszyły także covery, niesamowicie odegrany Testament - 3 Days in Darkness oraz... Pantera - Mouth for War - kawałek, który widziałem pierwszy raz zagrany na żywo i wzbudził pod sceną nieustanne skakanie. Rewelacja. Nie mogę się doczekać kolejnego koncertu, a demo Method potwierdza klasę. Życzę jak najszybszego kontraktu.


Headlinerem całego koncertu okazał się zespół Via Mistica. Myślę, że nieco nie na miejscu było by podsumować ich nazwą "gotyk", bo na wiele więcej zasługują. Generalnie było trochę metalu (między innymi growle Maara z Abused Majesty, który w Via Mistica pełni funkcję gitarzysty), a także pięknych melodii w wykonaniu wokalistki Kasi. Bardzo ładna muzyka, niekoniecznie moja działka, ale napewno mogą przykuć uwagę. Techniczne zdolności muzyków robią wrażenie, cieszy także to, że nie grali samych "smutów", ale także bardziej energetyczne kompozycje.

Reasumując, muszę przyznać, że ci którzy zjawili się tamtego dnia w Progresji, nie powinni żałować wydanej kasy (jedyne 8 złotych).

Ugluk

Created by © insooth 2004 [v.5] / © IMM musicMAG 2003-2004
Zamów prenumeratę musicMAG-a! Następna strona Index Poprzednia strona Następna strona Index Poprzednia strona Skocz do góry Następna strona Index Poprzednia strona