"Róże" są jak na razie przedostatnim albumem polskiej legendy trashu. I jest to też jeden z najbardziej kontrowersyjnych krążków zespołu. Niektórzy uważają, że jest to znakomita płyta, inni, że już na niej widać było początki kryzysu Kata, który osiągnął apogeum na "Szyderczym zwierciadle". Nie opowiadam się po żadnej z tych stron, według mnie "Róże" to coś pośrodku. Ale wszystko po kolei...
Zacznę może od okładki, doprawdy niesamowitej. Zakapturzona postać idąca przez cmentarz trzymając w ramionach mały sarkofag. Komuś kto nie widział może to nic nie mówić, ale kto miał okazję zobaczyć cover "Róż" wie jak niezwykła jest to okładka. Jest niesamowicie klimatyczna, budzi grozę, otoczona jest aurą tajemniczości. Jest też bardzo profesjonalnie narysowana. Niestety nie udało mi się dociec, jaki związek ma ta postać z tytułem płyty.
Podobnie jest z muzyką; w żaden sposób nie można jej dopasować do tytułu. Nie ma tu słowa o miłości, są za to drwiny z wiary, historie o ciemnej stronie ludzkiej natury, przewija się też śmierć. Teksty są niekiedy poważne, czasami jednak można w nich odnaleźć odrobinę komizmu, jak np. w "Stworzyłem piękną rzecz". Są na pewno lepsze od humoresek z "Szyderczego zwierciadła". Kto słyszał ten wie, jak słabe były to liryki.
| |
Najmocniejszą stroną płyty jest niewątpliwie wokal. Roman Kostrzewski wcześniej pokazał już, że potrafi śpiewać w różnoraki sposób; skrzeczeć, szeptać i śpiewać bardzo melodyjnie. Tutaj tez pokazał klasę, wystarczy posłuchać np. "Purpurowych godów" czy "Płaszcza skrytobójcy". Przyznać trzeba, że jego wokal zmienił się nieco od czasów "666".
Utwory są rożne. Niektóre są zagrane z metalowym wykopem (np. "Odi profanum vulgus") inne pozostają w balladowej stylistyce, w niektórych zespół postawił na klimat, jak w np. wspomnianym już przeze mnie "Płaszczu skrytobójcy". Właściwie każdy instrumentalista spisał się bardzo dobrze. Ireneusz Loth gra jak należy, choć i tak szczytem jego możliwości pozostaną partie z "Bastard". Na pochwałę zasługują też gitary Luczyka i Regulskiego (R.I.P).
"...Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach" to na pewno dobra płyta. Nie wytycza może nowych ścieżek w metalu, ale w/g mnie zasługuje na uznanie. Album ten to przede wszystkim popis umiejętności wokalnych Romana Kostrzewskiego. Ukazuje też nieco inne oblicze zespołu, niż to z lat osiemdziesiątych. Zamiast trashowej szybkości postawiono na klimat, a muzyka stała się o wiele bardziej mroczna i mistyczna. Polecam, ale nie dla osób, które chcą zapoznać się z twórczością Kata, tym polecam raczej "Bastard".
G3T & Bad Guy
|