Po wyczerpującej pracy w studiach Phoenix w Londynie fińska grupa wydaje kolejny krążek. Jest to już piąty długogrający album grupy Tarji Turunen. Promujący nadchodzące wydawnictwo singiel "Nemo" ubrany w wielko-budżetowy teledysk nie mógł nie wspiąć się na szczyty fińskich list przebojów. Nowa wytwórnia Nuclear Blast (dawne Spinefarm Records zajmuje się tylko promocją na Finlandię) może być pewna, że spore fundusze wydane na reklamę nowej płyty zwrócą się w krociach. "Once" stał się w Finlandii złotym krążkiem już w tydzień po premierze.
Płyta została nagrana przy współudziale orkiestry The Academy of St. Martins in the Field. Aranżacjami orkiestralno-chóralnymi zajął się Pip Williams, producent nienagrywających już Status Quo i Uriah Heep. Tyle statystyki. Czas sprawdzić, czy udział Williamsa i dwuletnia przerwa po wydaniu ostatniego albumu pomogły zespołowi Nightwish w stworzeniu czegoś naprawdę dobrego.
Album otwiera przebojowa kompozycja "Dark Chest Of Wonders" z charakterystycznymi partiami chóru i gitarą z pogranicza styli Metalliki i Iron Maiden. Tego typu "chórki" zawsze kojarzyły mi się z którąś z "Bram Jerozolimy" Pendereckiego, jednak niedawno przesłuchałem całość i okazało się, że takich nut tam nie ma. Szkoda, bo nie mogę jednoznacznie określić skąd Williams to przepisał :-( Jedno jest pewne - zastosowanie takich partii chóru nie jest patentem Nightwish. Takie same sekwencje chóralne przewijają się w kilku następnych piosenkach.
Iście post-ironmaidenowski (pojawia się nawet typowo heavy-metalowy męski wokal rodem z wysp brytyjskich) przebój "Wish I Had An Angel" to coś na miarę życzenia czy rozpaczliwego pytania "Gdzie jest Nemo?". Prośby zostają wysłuchane i zaraz potem na odsiecz przybywa "Nemo". Sympatyczna ryba przywita nas kilkoma ciekawymi dźwiękami fortepianu, które będą się ciągnąc przez całą Nemo-podróż. Nawet przemyślany huk gitar nas nie odstraszy, bo zaraz wysokim cieplutkim głosikiem zachęci do dalszych poszukiwań panna Turunen. Gdzieś tam jeszcze ktoś strzeli solówkę na gitarze. I to na tyle. Evanescence mogłoby być z siebie dumne.
Nemo ginie nam z oczu - pewnie wpada w otchłań planety Piekło. Diabelskie chórki (o których pisałem na początku) gryzą nasze uszy wtórnością. Ale to nic, zabawa trwa. Dopiero kąsanie brytyjskiego uwodziciela czarownic dopełni swego. Nie pomoże nic, nawet zachęcający do igraszek słodki głosik Tarji. Czas wynosić się z tej planety. Strapione uszy znajdą ukojenie w dźwiękach "Creek Mary's Blood".
| |
Ta przewrotnie mało krwista kompozycja jako pierwsza ukoiła moje zbolałe narządy słuchowe. Bardzo intrygujący początek, świetnie wprowadzający w treść całości, no i ta gitara klasyczna. Gdzieniegdzie zabuczy ta strasznie przesterowana gitara - jednak tutaj akurat nie razi uszu bylejakością. Z pomysłem doprowadzona do końca (szczególnie warte uwagi jest zakończenie) kompozycja dość starannie wybranych dźwięków to coś, na co dotychczas czekałem. A co dalej?
Dalej jeszcze lepiej! "The Siren" rozpoczyna się ciekawym riffem gitarowym, potem następuje wokal żeński (gdzieniegdzie przeplatany męskim). Płyniemy... Kompozycja daje unikalne wrażenie żeglowania gdzieś w siną dal bezkresnego morza. Utwór inspirowany kulturami wschodnimi (nie zaryzykuję dokładnego określenia) ukazuje zamiłowanie Tarji do muzyki kościelnej. Tu się kończy "lepiej", zaczyna się "tak samo". Dwie następne piosenki mogą być murowanymi przebojami, i raczej niczym więcej. Za dużo schematów. Sztampowe gitary i okropne klawisze.
Co znowu te "chórki"? Gdzieś to już słyszeliśmy, nieprawdaż? Czyżby Pip Williams się nie postarał? "Ghost Love Score" rozwija się dalej w coś podobnego do dokonań Ery. Z kolei panna Turunen pokazuje nam nasty raz, że świetnie śpiewa. Czasami jednak mam wrażenie, że zespół ogranicza wokalistkę. I nie chodzi tutaj o jakąś konkretną piosenkę. Może to błędne przesądzenie, ale w niektórych momentach Turunen daje mi jasno do zrozumienia, że potrafi i chciałaby więcej. Dobrze, że Nightwish nie ogranicza się do samego łomotu gitarowego. Całe szczęście, że istnieją takie kompozycje, w których Tarja ma szansę pokazać się z jak najlepszej strony muzycznej.
"Kuolema Tekee Taiteilijan" uznaję za jeden z najlepszych utworów na tej płycie. To, co go wyróżnia spośród reszty to przede wszystkim aranżacja, prawie w całości, na orkiestrę oraz oczywiście nie-angielskojęzyczny tekst. Bardzo klasycznie, ale jak ujmująco! Nightwish daje nam szansę poczuć atmosferę Finlandii. Takiego chłodnego wiatru wprost ze ośnieżonych fińskich szczytów nie zaznacie nigdzie.
Wiatr wieje dalej przynosząc coraz to lepsze kompozycje. Szkoda, że nie może wiać dłużej... "Higher Than Hope" to już niestety ostatni utwór na tej płycie. Ale jaki! Tutaj zawarta jest cała kwintesencja Nightwish. Jest i orkiestra, i mocne metalowe brzmienie gitary, no i oczywiście świetne partie wokalne Traji. Mamy tu mały powrót do czasów sprzed pierwszej płyty studyjnej. Czyżby muzycy przypomnieli sobie, że pierwsze piosenki tworzyli przy ognisku akompaniując sobie jedynie gitarą? A na koniec znowu wiatr... Szkoda, że nie wiał dłużej! Przesłuchajcie tę płytę od końca, a i wy poczujecie magiczny chłód tego wiatru!
Krzysztof Ostrowski
|