Jest to kolejna już płyta fińskiego kwintetu, dość kontrastowa, bo jest i wiele podobieństw do poprzednich płyt, ale i sporo różnic, nie mniej jednak należy do płyt dobrych... ale nie bardzo dobrych :)
Utwór rozpoczynający album jest szybki, porywczy, który daje nam przedsmak tego, co będzie w dalszej części. Gitarki i perkusja zaczynają ostro i trwają tak do końca. Następnie dołącza się wokal Taraji. O wokalu należy napisać trochę więcej, ponieważ jest to jeden z piękniejszych, jaki słyszałem. Ma on w sobie dużo tajemniczości, a gdy po raz pierwszy go usłyszałem, myślałem, że mam do czynienia z jakąś śpiewaczką operową, a nie wokalistką tegoż zespołu :) Taraja umiejętnie balansuje pomiędzy ostrym stanowczym śpiewem, a bardzo powolnym balladowym, często miksując obie wersje. Następna piosenka jest utrzymana w tempie poprzedniej; pojawia się tu dodatkowo głos mężczyzny, który niestety psuje nieco kompozycję i przez to odczuwa się pewien niesmak, bo zmarnowano utwór, który mógłby być całkiem dobrym. Sama Taraja w zupełności by wystarczyła. Nemo - pierwszy singiel z tej płyty - poziomem odstaje od reszty kompozycji. Mam wrażenie, jakby zespół skoncentrował się tylko i wyłącznie na zrobieniu dobrego singla, a resztę kawałków potraktował dość chłodno. Widać tutaj, że członkowie zespołu bardzo się postarali, bo mamy i zmiany tempa, i różnorodność wokalną, i solówkę gitarową, która jest dużo lepsza od tych w innych utworach. Nie uważam by taka polityka była słuszna. W Planet Hell znów pojawia się ten męski głos i znów nie wychodzi to piosence na dobre. Nie wiem, po jakiego czorta zespół chciał koniecznie wprowadzić drugi wokal, ale pomysł - jak i w poprzedniej piosence - jest mocno chybiony. Nie myślcie, że specjalnie uczepiłem się tego faceta, ale dla mnie, zajmuje tylko niepotrzebnie miejsce na tej płycie, różnorodność w piosence można osiągnąć na wiele innych sposobów, szkoda, że akurat tu wybrano ten najgorszy. Będąc po czwartym utworze lekko zwątpiłem w piękno tego albumu, bo utwory (poza Nemo) niczym praktycznie się nie różniły.
Na szczęście zespół pokazał ostatecznie twarz, bo kolejnym utworem jest dość długi, ale za to piękny Creek Mary's Blood.
| |
Klimatyczny wstęp wprowadza nas powoli do reszty utworu. Wokal wchodzi cichutko i robi się coraz głośniejszy, a za nim podążają gitary, perkusja i klawisze. Przez te 8 minut nie nudzimy się i z zainteresowaniem słuchamy tej piosenki. Siren to natomiast znów dość szybka piosenka, która budzi nas z letargu po poprzedniej piosence, tak samo w Dead Gardens. I znów doczepię się do powtarzalności i jednakowości tych utworów. Nie wiem, czemu, ale po prostu nie chce mi się wierzyć, żeby takiemu zespołowi jak Nightwish skończyły się pomysły na stworzenie utworów pomysłowych, zróżnicowanych, przy których słuchacz musi się wysilić, a nie tylko biernie słuchać, bez jakiegoś zachwytu. O Romanticide należy wspomnieć tylko dlatego, ponieważ około połowy utworu mamy małą gierkę pomiędzy wokalem damskim i męskim (tu akurat wychodzi całkiem dobrze - taki paradoks :) ).
Ghost Love Score to najdłuższy utwór na całej płycie. Ale ostrzegam nie jest najlepszy. Lepiej, albo wrócić Creek Mary's Blood, albo po prostu opuścić ten kawałek. A już najlepszym wyjściem jest posłuchać Kuolema tekee taiteilijan. Utwór jest w całości śpiewany po fińsku - ojczystym języku grupy i ponadto jest najlepszym kawałkiem na płycie. Ballada ta jest jedną z lepszych, jakie słyszałem i właściwie od tego utworu należałoby zacząć słuchanie Once, żeby nie stracić całego czaru tej płyty. Gorąco polecam żeby tak właśnie zrobić. Dla mnie to namber łan na tej płycie. Zamykający płytę Higher Than Hope nie jest najgorszym kawałkiem. Wykonany po prostu dobrze, by zostawić trochę miłych wspomnień na zakończenie.
Mając określić twórczość zespołu jednym słowem - powiem tylko - WOKAL. Jest po prostu boski, wskazane przesłuchanie poprzednich płyt, by mieć podobne odczucia. Powiem tak: Taraja ze swoimi wokalnymi zdolnościami śmiało mogłaby istnieć bez zespołu, natomiast zespół bez niej, nie byłby tym, czym jest z nią.
Jaka ocena? Myślę, że 6/10 byłaby chyba najsprawiedliwsza, bo trzy najlepsze utwory nie mogą nieść ciężaru całej płyty. Once pozostawia mały niesmak, patrząc wstecz - na inne płyty, które były dużo lepsze. Należy mieć nadzieję, że to był tylko wypadek przy pracy i, że kolejna płyta będzie już lepsza.
Morpheo
|