W poprzednim numerze maga pojawiło się rekordowo dużo recenzji jednego krążka naraz. Mowa oczywiście o Slipknocie, co świadczy o popularności omawianego zespołu. Z kolei oceny wystawione przez redaktorów mówią o zupełnie różnym przyjmowaniu nowego krażka kapeli z Iowa. Słucham "Subliminal Verses" poraz kolejny i wciąż nie jestem pewien swoich odczuć.
Dlaczego? Bowiem, nowa płyta Slipknot to jednocześnie ogromny krok naprzód, wogóle na skalę światową, lecz także spory regres. Za chwilę wyjaśnie o co mi chodzi. Cała płytka zaczyna się bardzo przyjemnie, "Prelude 3.0" to takie wyśpiewane intro, bardzo zresztą ambitne, udanie zaaranżowane. No, ale jak pamiętamy zespół w poprzednich krążkach bardzo rzadko raczył nas jakimkolwiek melodyjnym śpiewaniem a tu na dzieńdobry mamy coś ładnie brzmiącego, harmonijnego. Well... jedziemy dalej "The Blister Exists" to znakomity "opener" dla albumu. Bardzo energetyczne granie i proszę - co tu się pojawia? Gitarowy pasaż, którego wcześniej moglibyśmy szukać ze świeczką w twórczości Slipknot. Chodzi o coś na kształt gitary solowej, szybkiego tremola na wyższych strunach. Numer w sumie rewelacja, ale jedno rzuca się w oczy. Corey popuścił z wokalem. Nie ma już tak agresywnych wrzasków jak na Iowa. To zdecydowana wada albumu. Oczywiście pan Taylor, dalej krzyczy jak szalony, ale nie z taką energią. Nie wiem czym jest spowodowana ta zmiana, bo z tego co słyszałem na koncercie w Chorzowie Corey gardło ma zdrowe i stać go na więcej. Następny "Three Nil" zajeżdża na początku death metalem!
| |
Mamy blaścik i pokręcony riff. Potem już trochę klasycznie - Slipknotowo, i trochę niestety nudnawo. No i kolejny melodyjny refrenik (poprzedni numer też taki zawierał). Nie muszę mówić, że "Duality" to także bardzo melodyjny kawałek. Klip do numeru mógł zobaczyć każdy kto odpali czasem Vivę czy Mtv. "Duality" jednak przedstawia dużą klasę, i absolutnie nie jest idiotyczną "pioseneczką". Prawdziwie zajebistego doznania dostarcza jednak "Opium the People", zaczynający się kolejnym pasażem "solówkowym". Niezłe.Zdziwię was mówiąc, że mamy tu kolejny melodyjny refren? Hahaha... Slipknot zmiękł jak cholera. Dla jednych oczywiście to "miękie gówno" (cytuję Patryka Giemzę), dla drugich postęp i dojrzałość. Ja osobiście jestem raczej stonowany w reakcji. W końcu melodyka to bardzo fajna rzecz, ale dla ludzi przyzwyczajonych do rzezi i rozpieprzu jaki panował na "Iowa" może to być olbrzymi szok! Muzyka momentamibardziej przypomina to co robi Stonesour (druga kapela Coreya). Nie załamuję się jednak słuchając dalej, mamy tu balladkę "Circle" (piękną muszę przyznać, akustyk i śpiew.. coś wspaniałego.. ale Slipknot?). Chciałem coś mocnego - mam "Welcome", który niestety nie spełnia moich wymagań swoją nudą. Do końca omawiać nie będę, ale dodam, że jest tu jeszcze "Danger - Keep Away", w którym Slipknot przegina pałę i częstuje nas kolejną balladową wstawką. Dużo tego jak zauważyliście a ja muszę postawić ocenę? - No właśnie - muszę?
Zebrałem swoje bardzo naturalnie przychodzące do głowy opinie, możecie się z nimi nie zgadzać, w końcu opinia jest jak dziura w dupie, każdy ma swoją. Przyznam jednak, że Slipknot dwojako mnie zaskoczył. Jestem umiarkowanie zadowolony z tej płyty.
Ugluk
|