Łatwość myślenia

E zadał pytanie: czy uważasz, że oni nas napadną? Komu zależy, aby zadawać sobie takie pytanie, pomyślałem, komu zależy na usprawiedliwianiu swojego wątpliwej jakości postępowania strachem przed obcym, i czy takie pytanie zadają sobie tylko wybrane grupy. I dalej, dlaczego władzy zależy na kreowaniu atmosfery nieustającego konfliktu i napięcia, kto w końcu tak zajadle chce rewanżu, i za co oraz na kim w rzeczywistości ma być to rewanż. Chwilę potem przeczytałem w Roku 1984 Orwella w przekładzie Julity Mirkowicz:

I rzeczywiście partyjny światopogląd najłatwiej dawał się wpoić ludziom o zbyt ograniczonej inteligencji, aby go mogli pojąć. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenia rzeczywistości, bo nie rozumieli w pełni potworności tego, czego od nich żądano, a ponadto zbyt mało interesowali się aktualnymi wydarzeniami, aby zdawać sobie sprawę z grozy sytuacji. Niewiedza pozwalała im zachować zdrowe zmysły. Przełykali wszystkie kłamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich - nie strawione - niczym kamyki przez układ pokarmowy ptaka.

Powietrze

Ruch powietrza zamarł gwałtownie, gdy tramwaj zatrzymał się. Energiczny napływ mas zaczął tłoczyć ludzkie istnienia do stalowego pudła. Kleisty zaczyn rozchodził się wrzaskliwie i nierównomiernie w sposób niekontrolowany i szybki. Nieostrożni ci, którzy przebywali zbyt blisko rosnącego lepkiego ciasta, łatwo stykali się z opuchlizną, natychmiastowo przyklejali się do niej, a ta wypełniała im usta, uszy i oczy, by ostatecznie posiąść ich i przekształcić, stworzyć na nowo, lepkich i zostawiających tłuste ślady, pewnych siebie bezwarunkowo. To, co ich wchłonęło, rośnie w nich, jest z nimi tożsame i pochłania wszystko, co się z nimi zetknie. Nawet ich przedwcześnie przypadkowe dzieci, ich rodzina założona bo nie było stać na służbę, wolno przesuwają się w powietrzu gęstym jak klej, do ostatnich płytkich wdechów. Powietrze w blaszanej puszce gęstnieje, bezruch. Oczy pieką, jak gdyby ktoś płynnie wyłączał oświetlenie. Cień przyciągnięty do podłogi dużą dynią na sznurku trzymaną w prawej ręce potykając się dobiega do dobrze natłuszczonego siedzenia. Z ulgą opada na wytarte miejsce a biała dynia na foliowym sznurku dociąga jego ramię. Powietrze przecina zapach palonej skóry, skwierczącego tłuszczu pod nią, kilogramów soli i tanich przypraw. Ludzie, nie krowy, dyń nie jedzą, krzyczy rozpuszczony bachor. Zmodyfikowane kurczę z niedokładnie poderżniętym przez maszynę gardłem wydaje swój ostatni dech, sznurek podciąga je w górę, to w dół, ostry smród potu miesza się z wegetą. Tramwaj rusza. Jeszcze jeden krótki wdech.

Deszczowy Przystanek

Za oknem pada deszcz, i gdyby nie nadzwyczajne okoliczności roku bieżącego, spędzałbym dziesiejszy dzień w tym miejscu. Czy padałoby równie obficie jak 14-tego lipca, być może, dowiem się jutro.

Faryzeusze

Próbując uzasadniać, dlaczego demokracja jest tym, o co powinniśmy dbać, a nie niszczyć, zostałem, z widocznym obrzydzeniem, nazwany anarchistą (co w sumie jest komplementem), wkrótce potem zaś ochrzczony wrogiem Polski. Przedtem jednak zadano mi pytanie o podatki. Zaskakujące, jak klasyczne jest to pytanie.

Biesy

Mieszkańcy lewego skrzydła świetnie opanowali zawiłości dialektyki. Uważają, że znają sposób uleczenia ojczyzny. Znają odpowiedź na każde pytanie, komentują donośnie każdą sytuację; doskonale wiedzą co należy wzmocnić w państwie, a kogo pogonić. Rzucają w oponenta taliami kart z pojęciami, nieugiętego obrzucają kamieniami pięści. Ekonomia i ustrój państwa nie ma przed nimi żadnych tajemnic. Wiedzą wszystko, a chcą wiedzieć o wszystkich. Podnoszą głos i mówią o szkodliwym lewactwie.

Valid XHTML 1.0 Strict