Manipulowanie masami

Firmy ubezpieczeniowe zastanawiają się, jak zarządzać ryzykiem długowieczności oraz w jaki sposób oszacować trend poprawy śmiertelności. Rząd zaś głowi się, w jaki sposób pomóc zaprzyjaźnionym korporacjom. Praca do śmierci, krzyczy poseł, to może źle się kojarzyć, kwituje minister. Zastępca ministra przedstawia program poprawy śmiertelności w celu walki z długowiecznością, punkt pierwszy: wiek emerytalny zostanie podniesiony tak wysoko, by niewielu go dożyło, a sprzyjać temu będzie: obniżenie jakości jedzenia przy jednoczesnym podniesieniu podatków i cen produktów, ograniczenie dostępu do lekarzy i skrócenie listy leków refundowanych, oraz ograniczenie mobilności, której będzie sprzyjać podniesienie cen paliw i zwiększenie podatków od emisji czegokolwiek. I wszystko to przedstawią obywatelom eksperci w telewizji i w niezależnych instytucjach, tak aby każdy był zadowolony. Każdą niepochlebną nam opinię w internecie będziemy atakować chmarą prawomyślnych komentarzy. Ambicje zgnieciemy obniżeniem jakości systemu nauczania, kredytami walutowymi oraz nowymi regulacjami sprzyjającymi poprawie wydajności obywateli, w tym: w celu podjęcia trzeciego etatu za minimalną krajową lub nie. Wzbudzimy falę nienawiści wśród społeczeństwa do niego samego, jednym damy wszystko, drugim nic, drudzy będą syczeć z zawiści do pierwszych, do siebie samych, a my. My wygramy!

Niestrawność

Minęła godzina dwudziesta, fryce włączyli frytkownicę, pomyślałem. Swąd smażonej sztuki mięsa przebił się przez cienką ścianę i ugrzązł w największym pokoju mieszkania, które zajmuję. Pokój ten jest o tyle dla mnie ważny, że jako jedyny w tym mieszkaniu jest wystarczająco duży, aby móc w nim swobodnie pracować, jest też odpowiednio wyposażony, na dodatek jest połączony z sypialnią. Muszę otworzyć okno, pomyślałem, otworzę więcej okien. Ile lat mają te rury zamalowane nasty raz olejną farbą, czy wytrzymają mróz, czy może zaleję sąsiada. On nie przebiera w słowach, za to ja stosuję formę grzecznościową, z dużej litery, a on i tak mówi za szybko. Codziennie to samo, mięso smażone na tłuszczu, duszone z cebulą, może z sosem, ciemnym?, być może. Musi ich męczyć niestrawność, codzienna niestrawność napędzająca koncerny farmaceutyczne i kluby fitnessu, pomyślałem. Wbrew ich dziadom, fizjologia człowieka ich również dotyczy, tłuszcz skrzeczy. Zimno. Czekam. Zamykam.

Korygowanie wymazywaniem i wycinką

Pamiętam, że całkiem sporo lat temu, siedząc w Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu, w oczekiwaniu na pociąg, który zawiezie mnie do domu, pierwszy raz czytałem Wymazywanie Bernharda. W połowie lektury Wymazywania Bernharda dotknęło mnie, że czytam tę książkę o blisko dekadę za późno. W jakim punkcie byłbym dzisiaj, gdybym przeczytał Wymazywanie Bernharda wcześniej, w jaki sposób widziałbym dzisiaj świat mając myśli przesiąknięte Bernhardem już w liceum.

Różnica

Codziennie rano stoję w kolejce po kawę. Kolejka jest spora, ekspres do kawy nieduży. Kubków brak, więc stoję ze szklanką z grubego szkła. Oglądam wizytówki noszone przez pracowników. Zatrudnieni na umowę o pracę z dumą prezentują swoją odznakę z wielkimi napisami Dipl.-Ing. czy Dr. umieszczonymi bezpośrednio przed nazwiskiem. Brakuje tylko Herr, choć zdarzają się von i de. Głośno dyskutują, pokrzykują by zaznaczyć swoją pozycję. Nadymają się, i na wydechu brzmią ich sylaby w rytmie na dwa. Kłaniają się i trzęsą się im ręce tylko przed pracodawcą z Nowego Świata. Nadmierna pewność siebie zżarła im mózg.

Kiedy słyszę: profesor uniwersytetu! robi mi się niedobrze. Wszak taki tytuł jest prawie zawsze dowodem na wyjątkowo nieprzeciętnego durnia. Im bardziej niesamowicie brzmi taki tytuł, tym większy dureń go posiada.
Thomas Bernhard - Wymazywanie. Rozpad (Auslöschung. Ein Zerfall) - przekład: Sława Lisiecka

Myślę, że tylko ludzie Wschodu, tego prawdziwego Wschodu, będą kłaniać się im, kłaniającym się przed władzą z Nowego Świata, nisko do ziemi. Będą giąć się i będą śmiać się, że kłaniają się tym, którzy nigdy nie dogonią ich myśli. Bo tylko ludzie Wschodu wiedzą, że król kłania się i zabija. Wiedzą, że wystarczy ułamek sekundy by wyparować raz na zawsze.

Heat or eat

Tutaj w Niemczech jest znacznie lepiej, rozpoczyna A, życie jest tańsze. Mieszka się lepiej. Nie jest tak zimno. Kupiłem sobie dom, tam na północy, ale to nie to, co tutaj. Nie zrozum mnie źle, to nie jest jakiś tani dom, tam są dwie ściany z izolacją pomiędzy, to dobry dom. U nas w zimie zazwyczaj się umiera, nie każdego stać na ogrzanie domu. Nie każdy ma dom, który da się ogrzać. Jest takie powiedzenie heat or eat, i to wcale nie jest śmieszne. Tam pogoda latem jest taka jak tu teraz, zimno i pada deszcz. Depresja? Pewnie tak. Na dodatek ten kraj to bankrut, nie ma sensu tam wracać.

Valid XHTML 1.0 Strict