Gdy tylko poczuł śmierć za plecami zechciał szybko przypisać komuś winę za taki oto stan rzeczy. Szantażem i groźbami wymusić u innych poczucie winy; doprowadzić do osłabienia woli bliskich, by móc nimi zarządzać, tak jak zawsze chciał; by bez słowa poddawali się jego najbardziej niedorzecznym planom, by realizowali je z wiarą, by brali za nie zawsze odpowiedzialność, dokładnie całą odpowiedzialność bez wyjątków. W wyniku niezliczona ilość niepowodzeń, brzemienne w skutkach decyzje, złe decyzje. Życie przelewa się i ucieka bezpowrotnie, ale to innym, a w jego pojęciu to bez znaczenia — jego życie rozkwita, tak uważa, on już o to zadba by było jak uważa, przecież on wie najlepiej jak i gdzie dobrze zaprezentować swoje wielkie Ja, ubliżając tym, których ma za swoją osobistą służbę, którą trzyma krótko i blisko, dążąc od jej całkowitej izolacji od świata zewnętrznego, jego stado niewolników, którym ubliża nieustannie wyładowując swoje frustracje by następnie użalać się godzinami nad swoim niedostatecznie zaspokojonym głodem sukcesu i światowego życia, wyzywać od głupków przy byle okazji tych, z których już nic lub niewiele może wydrzeć, tych, których już wykorzystał jak jednorazową chusteczkę do nosa; przecież tak bardzo wszyscy go krzywdzą, tak zwierza się napotkanemu przechodniowi, a powinni mu dzięki składać przy każdej okazji, tak wiele dla wszystkich zrobił, temu dogadał, tamtego obgadał, u tamtego nawet mieszkanie urządził, podczas gdy jego rodzina żyje w niegodnych warunkach; tak właśnie, rodzina powinna być mu bardzo wdzięczna, dzieci bić brawo za zaradność i mądrość ojcowską, a żona podstawiać świeżo zakupione złote talerze, przecież już dawno policzył jej pensję; podtykać pod nos kolejne złote talerze ze sztukami mięsa, a najlepiej z wyczerpania paść do stóp dobrodzieja, ucałować zgrzybiałe czarne paznokcie, i dokończyć żywota w wiernej służbie swojemu dobrodziejowi.