Różnica

Codziennie rano stoję w kolejce po kawę. Kolejka jest spora, ekspres do kawy nieduży. Kubków brak, więc stoję ze szklanką z grubego szkła. Oglądam wizytówki noszone przez pracowników. Zatrudnieni na umowę o pracę z dumą prezentują swoją odznakę z wielkimi napisami Dipl.-Ing. czy Dr. umieszczonymi bezpośrednio przed nazwiskiem. Brakuje tylko Herr, choć zdarzają się von i de. Głośno dyskutują, pokrzykują by zaznaczyć swoją pozycję. Nadymają się, i na wydechu brzmią ich sylaby w rytmie na dwa. Kłaniają się i trzęsą się im ręce tylko przed pracodawcą z Nowego Świata. Nadmierna pewność siebie zżarła im mózg.

Kiedy słyszę: profesor uniwersytetu! robi mi się niedobrze. Wszak taki tytuł jest prawie zawsze dowodem na wyjątkowo nieprzeciętnego durnia. Im bardziej niesamowicie brzmi taki tytuł, tym większy dureń go posiada.
Thomas Bernhard - Wymazywanie. Rozpad (Auslöschung. Ein Zerfall) - przekład: Sława Lisiecka

Myślę, że tylko ludzie Wschodu, tego prawdziwego Wschodu, będą kłaniać się im, kłaniającym się przed władzą z Nowego Świata, nisko do ziemi. Będą giąć się i będą śmiać się, że kłaniają się tym, którzy nigdy nie dogonią ich myśli. Bo tylko ludzie Wschodu wiedzą, że król kłania się i zabija. Wiedzą, że wystarczy ułamek sekundy by wyparować raz na zawsze.

Heat or eat

Tutaj w Niemczech jest znacznie lepiej, rozpoczyna A, życie jest tańsze. Mieszka się lepiej. Nie jest tak zimno. Kupiłem sobie dom, tam na północy, ale to nie to, co tutaj. Nie zrozum mnie źle, to nie jest jakiś tani dom, tam są dwie ściany z izolacją pomiędzy, to dobry dom. U nas w zimie zazwyczaj się umiera, nie każdego stać na ogrzanie domu. Nie każdy ma dom, który da się ogrzać. Jest takie powiedzenie heat or eat, i to wcale nie jest śmieszne. Tam pogoda latem jest taka jak tu teraz, zimno i pada deszcz. Depresja? Pewnie tak. Na dodatek ten kraj to bankrut, nie ma sensu tam wracać.

Święta rodzina

Mąż dobrze zna podział obowiązków zgodny z wiarą. Pracuję, mówi, i zarabiam, dodaje, więc niech ona też coś zrobi dla domu, niech przynajmniej coś do jedzenia kupi i obiad ugotuje, bo co innego ma robić. Nic nie robi, ja wszystko muszę robić, mówi, do pracy nie pójdę, bo co by ludzie powiedzieli, mówi, ja tu cały czas robię. Ja tutaj wszystko robię, zrobiłem to, tamto, wszystko, mówi i krzyczy w stronę żony: tu, jeden tutaj do mnie, to tutaj trzymać, bo ja robię, tam szybko!, źle trzyma, głupia!, w lewo, w prawo, bierz tamto! podaj tego, no tamto! Mąż daje żonie dobre rady jak pracować na wspólne dobro. Ona nic nie zarabia, mówi, ja tutaj robię takie interesy i zarabiam, mówi, mnie wszyscy znają, ja znam tego i tamtego, co zrobił to i tamto!, mówi. Idzie do tej swojej pracy, niech idzie, co będzie w domu siedzieć, jak wróci to ja mam dla niej robotę tutaj. Niech daje mi te pieniądze, to co tam zarobiła, bo ja tutaj wszystko robię, a gdy się skończą pieniądze to niech bierze na kredyt, bo trzeba robić. Tam jeszcze dają, bierz, bo nie będą dawać, a jak nie będą dawać to się nie będzie robić! Mnie bank pieniędzy nie da, na dowód już nie dają, a te co wzięła, to niech spłaca. Trzeba było nie brać!

Pewnego razu w górach

Gołowąsy zaczesał się na prawą stronę, machnął ręką pozdrawiając nieobecnego cezara, i ruszył w stronę zgromadzenia. Nie pozdrowił zastanych, od razu przeszedł do rzeczy. Podniesionym piskliwym głosem sączyć swoje zjełczałe myśli układając je w krótkie zdania zakończone znakiem zapytania i dwoma wykrzyknikami. Oszołomione towarzystwo spodziewało się powitania, nie spodziewało się kpin i szyderstwa. Szkodliwy głupiec nie ustawał w strzelaniu, choć karabin dawno mu zabrano, a może nigdy nie dano. Kule miotał na oślep, byle zadowolić swoje mierne ja. Zniesmaczeni jakością tego wybryku natury, odganiali je półsłówkami. Odpowiadali w nadziei, że chory wyzdrowieje, a może był to tylko odruch ich dobrego wychowania. Gołowąsy, zadowolony z siebie, ruszył marszowym krokiem w stronę budy, z której wyszedł. Wrócił pilnować świata, który ciągle mu ucieka.

Powiedz nie

E przytacza herbaciarza, który powiedział, że oni tutaj nie lubią słyszeć nie. To nic nowego, przypomniałem sobie zasadzenie ziarenka kawy opisywane przez Leviego. Dzisiaj rządzi ekonomia, są inne sposoby, chociaż, kto wie, kiedy zastukają do twoich drzwi. Zdecydowanie nie idą z duchem stop being nice, start being real, pomyślałem, ważne jest uśmiechanie się i dobre wykresy. Grunt to poprawność polityczna, nagięta do granic absurdu ciągnie wszystko donikąd. Gdy pęknie im ta jedna mała sprężyna, którą tak podkręcają, mechanizm nie przestanie działać, rozsypie się w jednej chwili, pomyślałem. Z kolei A mówi, że już raz to widział: ona modliła się o dodatkowe pięć lat działania dla zacinającego się już mechanizmu; ale to nie pomogło. Czy A jest socjalistą. Mowa to więcej niż krew, powiedzą w ostatniej chwili i od niechcenia podzielą ludzi wszerz na stopnie. Czy jedyną obroną jest nakrycie głowy i głośne wykrzyczenie haseł z przeszłości, czy jest to najlepszy sposób na nie, a może jest to nie krzyczane zawsze do tej samej ściany.

Valid XHTML 1.0 Strict