Przedostatni weekend listopada w Toruniu stał pod znakiem muzyki, która o dziwo cieszy się sporym zainteresowaniem w tym mieście. Świadczyć o tym może zadziwiająco dobra frekwencja na piętnastej edycji festiwalu Toruń Blues Meeting. Na koncertach gwiazd cały klub studencki "Od Nowa" był wypełniony po brzegi. Polskie uniwersyteckie miasto przez dwa dni stało się światową stolicą bluesa.

Główne atrakcje wieczorów nie zawiodły
Pierwszego dnia Ike Cosse & Hooter's Blues wzbudzili nie lada poruszenie i wielką radość wśród widowni. Można to porównać do zeszłorocznego wydarzenia, jakim był występ Johna "Broadway'a" Tuckera. Cosse i Tucker to bluesmani z krwi, kości i
koloru skóry :-) Cóż, prawda jest taka, że blues to muzyka czarnych ludzi. Nie wyobrażam sobie festiwalu bluesowego bez "rdzennych" przedstawicieli tego gatunku. Na szczęście organizator Toruń Blues Meeting też tak myśli i zaprasza słynnych amerykańskich muzyków na polską imprezę.
Drugiego dnia na scenie w postaci gwiazdy wieczoru zaprezentował się już tradycyjnie nasz rodzimy Dżem. Publiczność chyba nigdy nie będzie miała dosyć tego wielkiego, niepowtarzalnego zespołu. Dlaczego tak myślę? Otóż wielokrotne bisy o godzinie trzeciej nad ranem po prawie dwugodzinnym, bardzo udanym koncercie mówią same za siebie!

Dla każdego coś dobrego
Toruński festiwal jest z założenia imprezą bluesową. Jednakże blues, jak wszystkie inne gatunki muzyki, ma wiele barw i odcieni. Z tego powodu praktycznie każdy zespół prezentujący się na "od-nowianej" scenie grał inną muzykę. Począwszy od starego bluesa (np. Paweł Szamański), przez rock'n'rollą energię Tortilli, wspaniałą i porywającą boogie wrogie z domieszką bluesa w wykonaniu świetnie przyjętych przez widownię Boogie Boys, bardziej rockowego Easy Ridera, którego znakiem rozpoznawczym jest gitara slide, aż po słynną bluesowo-skrzypcową Nocną Zmianę Bluesa z charyzmatycznym Sławkiem Wierzcholskim i cave'owsko-bluesowo-punk-rockowe fińskie trio Black River Bluesman. Mówiąc ogólnie, zarówno fan tradycyjnego bluesa, wielbiciel Led Zeppelin, a także miłośnik tańców do energicznych dźwięków mógł odnaleźć coś dla siebie.
| |

Muzyka łączy pokolenia
Piętnasta edycja Toruń Blues Meeting była dopiero drugą, w której dane mi było uczestniczyć. Jednakże wydaje mi się, że wystarczy tylko raz pojawić się na tym festiwalu, ażeby zorientować się, iż taka impreza naprawdę łączy pokolenia. To ciekawe, że obok siebie tańczyli, śpiewali, siedzieli i pili piwo zarówno młodzi zbuntowani w kraciastych koszulach lub skórzanych kurtkach, a także oddani "dżemowi" fani, jak i ludzie w wieku ich rodziców (niektórzy także w T-shitach z zespołami), a nawet i dziadków. Przyjemnie, że nikt się nie wywyższał, nie krytykował (przynajmniej ja nie słyszałam o takich przypadkach;-)). Interesujące, że wszystkich połączyła ta sama pasja. Wydawać by się mogło, że muzyka młodych to nie muzyka starszych i odwrotnie. Jednakże z bluesem czy rockiem wcale tak być nie musi! Nie wiem jak inni, ale mnie naprawdę cieszy ten fakt :-)

Małe podsumowanie
Kto po przeczytaniu tego tekstu stwierdza, że to musiało być całkiem fajne wydarzenie, niech żałuje, że nie był! I niech już zbiera te trzydzieści pięć złotych na dwudniowy karnet na szesnastą edycję Toruń Blues Meeting. Ja się na pewno pojawię. A więc do zobaczenia za rok :-)

Jos.
|