Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz myślałem z takim entuzjazmem o polskim zespole. Faktem bowiem bezspornym jest, iż Miguel and the Living Dead to grupa ze wszech miar godna uwagi; łamiącą pewne stereotypy i bez wątpienia - bardzo świeża. Chciałoby się rzecz - paradoksalnie świeża, gdyż grając muzykę zakorzenioną w latach 80, pozostają jednocześnie tworem wielce oryginalnym na kalekiej polskiej scenie alternatywnej. Moim rozmówcą jest Nerve69 - spiritus movens zespołu.
musicMAG: Miguel and the Living Dead to jak na polskie warunki zespół bardzo świeży. Poruszacie się bowiem po rejonach niemal zupełnie w naszym kraju dziewiczych, trudno wszakże mówić o jakiejkolwiek scenie goth punk / death rock / batcave; o scenie gotyckiej natomiast, mimo że dość rozwiniętej, wspaniałomyślnie nie powiem nic więcej, bo poziom jaki prezentują te zespoły jest doprawdy tragiczny. Czytając choćby Waszą biografię również wyczułem niechęć w stosunku do dzisiejszego oblicza muzyki nazwijmy to okołogotyckiej. Jak sądzisz, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Owej pauperyzacji muzycznej?
Poziom naszych kapel nie jest zły, w swoim stylu są to niekiedy całkiem dobre zespoły. Moim zdaniem problem polega głównie na tym, że prawie wszystkie te "gotyckie" zespoły i "gotycka" scena nie mają tak naprawdę z gotykiem niewiele wspólnego. To są jakieś elektroniczno-metalowe mutacje tego stylu. Może pamiętasz, jak w połowie lat 90-tych w naszym kraju nastąpił boom na ten cały klimatyczny metal, te wszystkie kapele z piejącymi panienkami i posępnymi kolesiami w czarnych płaszczach. I pech chciał, ze ta cała zgraja zaczęła się określać jako "gotycka". I ludzie to chwycili. A później to już wszystko poleciało jak z górki. Oto pojawił się nowy fajny termin - "gotyk" - który można świetnie sprzedać i pod który od biedy można podciągnąć każde gówno - od metalowego Artrosis po elektro łupanki w stylu Fading Colours. Wszystko oczywiście musi być do przesady nadęte i uwznioślone, co samo w sobie jest kompletnym zaprzeczeniem klasycznej gotyckiej / death rockowej formuły. Imprezy typu Castle Party i złaknieni nowości ignoranci z mediów muzycznych dopełnili obrazu całości. Smutne to wszystko.
musicMAG: Zrzućmy wobec tego przez chwilę okowy skromności i pozwól, że zapytam Cię wprost - postrzegasz Miguel and The Living Dead jako nową jakość na polskiej scenie? Coś, czego wcześniej nie było? Po zapoznaniu się z "Demo 2004" wydaje mi się, że nie są to wcale opinie zbyt przesadzone.
No, w pewnym sensie może to i prawda, jesteśmy chyba jakąś tam nowością na dzisiejszej polskiej scenie, co jest tym śmieszniejsze, że świadomie gramy muzykę retro i tak naprawdę nie jest to nic specjalnie nowatorskiego ani oryginalnego. Walimy równo pod lata 80-te i świetnie się przy tym bawimy. Ale to tylko unaocznia, jaka próżna i zacofana jest nasza "gotycka" scena. Weźmie sobie taki jeden debil z drugim sequencer, heavy metalową gitarę, na wokal koleżankę z liceum i już im się wydaje, że grają super nowocześnie i z takim klimatem, jakiego świat nie słyszał he he. Tylko jakoś umyka naszym "gotom" fakt, że takich zespołów na świecie jest kilka tysięcy. Na szczęście powoli ludzie w Polsce zaczynają to dostrzegać, choć jeszcze kilka lat ciemnoty nas pewnie czeka.
musicMAG: Co warte odnotowania to fakt, że Miguel and the Living Dead jest zespołem aktywnym koncertowo, także poza granicami naszego kraju. Zdarzyło się Wam zagrać na przykład na Punk Aid w Pradze. Dostrzegasz jakieś różnice między fanami z polski, a tymi z zagranicy?
E, bez przesady. Z tą aktywnością zagraniczną to trochę spokojniej - do tej pory zagraliśmy tylko jeden koncert poza Polską. Wprawdzie zanosi się na więcej i to w dodatku w całej prawie Europie zachodniej, ale to temat, który ruszy po wydaniu płyty, na początku 2005 roku. Na razie gramy głównie w Polsce i to też wcale nie tak często, 2-3 razy / m-c to maks.
musicMAG: Jaka płyta sprawiła, że sam zapragnąłeś tworzyć muzykę w takim gatunku?
Jednej płyty to raczej nie wskażę, bo aż takiego przełomowego dzieła w swoim życiu chyba nie słyszałem. Chociaż w sumie, jeśli miałbym wskazać tylko jeden jedyny album to chyba byłby to "Psychocandy" The Jesus And Mary Chain. Zetknąłem się z tą kapelą, gdy miałem jakieś 15 lat, kiedy to słuchałem namiętnie Ramones, Bad Religion, Dead Kennedys itp. Jesusi otworzyli mi natomiast oczy na zupełnie inne tereny muzyczne - ciemne, chłodne, psychodeliczne a przy okazji cholernie rock'n'rollowe u podstawy. Kopnęła mnie ta muzyka w serce z dużą siłą. A potem to już poleciałem konsekwentnie dalej - Swans, The Cure, Birthday Party, Alien Sex Fiend, Siouxsie, Christian Death, La Muerte, Bauhaus, polska fala typu Ziyo czy 1984, psychodelia, post punk, madchester, gotyk itd. Nazwy kapel i gatunków mógłbym wymieniać godzinami przy okazji zanudzając wszystkich dookoła więc pozwolisz, że sobie daruję.

| |

musicMAG: Chciałbym byśmy porozmawiali teraz o Waszych inspiracjach. Mniemam, że kino sprzed pół wieku nie jest wam obce? Boris Karloff, Bela Lugosi, filmy z wytwórni Hammer, czy kopiąc już zupełnie w odległej przeszłości - niemiecki ekspresjonizm z początku wieku. Dobrze szukam?
No, ciepło, ciepło..., ale nie gorąco. Bezpośrednia inspiracja dla Miguela to kino gore / zombie, głównie z lat 70-tych i 80-tych, obrazki typu "Zombie Flesh Eaters", "Dawn Of The Dead", "Evil Dead", "Reanimator", "Dead Alive" itp. Aczkolwiek niemieckich ekspresjonistów też uwielbiam, mam w kolekcji prawie wszystkie filmy z tego okresu. Ale żeby pisać teksty inspirowane ekspresjonizmem trzeba mieć już jakiś talent do liryków, którego ja nie posiadam za grosz, dlatego piszę o zombiakach, trupach i morderczych klaunach z kosmosu he he.
Ale filmów z Hammera to nie cierpię. Co za gówno! Chyba tylko ś.p. Beksiński mógł się tym syfem zachwycać.
musicMAG: Ja również potrafię się tym syfem zachwycać:) Literatura również jak sądzę spod znaku horroru? Na pewno Stephen King, macie wszakże utwór zatytułowany "Salem's Lot". Co poza tym? Bliższa jest Ci twórczość starych mistrzów pokroju E.A. Poe, H.P. Lovecrafta, A. Bierce czy raczej dokonania obecnych tuzów jak wspomniany S. King czy C. Barker?
Bliska jest mi zarówno twórczość Poe'go, Lovecrafta jak i Kinga czy Strauba. Ale chyba faktycznie wolę te stare powieści grozy. Niektóre nowe rzeczy trochę zajeżdżają plastikowym szatanem z supermarketu. A takich majstersztyków jak np. XIX-wieczna groza rosyjska to nikt już teraz nie pisze. Polecam zwłaszcza moje ulubione opowiadanie "Rodzina Wilkołaka" Alieksjeja Tołstoja. Mistrzostwo! Czytając to aż się czuje nocny chłód wiejskiego lasu i trupi odór.
musicMAG: Jak wygląda praca nad nowym materiałem? Pracujecie wszyscy wspólnie, czy za kompozycje jesteś odpowiedzialny tylko Ty, a pozostali członkowie (udzielający się swego czasu w nieistniejącej już formacji EVA) są tylko wykonawcami Twojej woli?
To wygląda w skrócie tak: przynoszę na próbę numer i zaczynamy go jakoś pomału grać i przyswajać. Zawsze mam cały kawałek - nigdy nie przynoszę pojedynczych tematów. Zazwyczaj jednak już podczas pierwszego grania okazuje się, że niektóre rzeczy można zagrać lepiej i bardziej pomysłowo niż sobie tam wcześniej wymyśliłem i tutaj czasem granie zespołowe naprawdę potrafi zmienić numer. Powtórzę to, co powiedziałem już kiedyś w jednym z wywiadów - pracuję z tak zdolnymi ludźmi, że nie jest i nie może to być kapela typu leader - dyktator plus sidemani. To jest zespół z krwi i kości. Jedna osoba siedzi za kierownicą, ale jadą wszyscy.
musicMAG: Czy w kwestii brzmienia możemy spodziewać się jakiś zmian? Uważam, ze taka surowa produkcja, z jaką mieliśmy do czynienia w przypadku "Demo 2004" doskonale pasuje do konceptu Miguel and the Living Dead i zbyt wypieszczone brzmienie mogłoby nieco osłabić wyrazistość Waszej muzyki.
Pieścić brzmienia to absolutnie nie będziemy. Na pewno zachowamy tą pierwotną gotycką rock'n'rollową surowiznę i brud. Chcemy jednak, aby nowy materiał brzmiał po prostu profesjonalnie, w odróżnieniu od demówki, która tchnęła amatorszczyzną na odległość. Miało to może jakiś swój urok i wielu recenzentów zachwycało się "klasycznym D.I.Y." ale drugiego takiego materiału w świat na pewno nie puścimy.
musicMAG: Wydawcą nowego materiału będzie Ghostmaniac Rec., label Tomka Zrąbkowskiego (Cold zine). Były jakieś inne oferty czy jesteście niejako skazani na osobą Tomka, który od początku zajmuję się Wami?
Jesteśmy skazani na Tomka i bardzo nam z tym dobrze, uwierz mi. To zajebisty facet i do tego prawdziwy pasjonat i znawca tematu, pojęcia nie masz jaką ten człowiek ma wiedzę na temat mrocznej muzyki niezależnej. Zresztą, powiedz mi kto inny niby miałby wydać w naszym kraju taki materiał? SP? Biodro? Metal Mind? Przecież taką muzyką nikt się kompletnie w naszych krajowych label'ach nie interesuje.
musicMAG: Dziękuję Ci za rozmowę.
Dzięki serdeczne. I uważaj na Miguela, czai się gdzieś w piwnicy...
Oficjalna strona - http://www.migueldead.com
Przeprowadził: Filip Kucharzewski
|