O grupie Stillborn nasłuchałem się sporo dobrego jak dotąd, więc gdy dowiedziałem się, że zagrają w Progresji postanowiłem ruszyć swoje zwłoki i wybrać się na koncert. Szczególnie, że przed Stillborn miały zagrać dwie death metalowe kapele - prężnie rozwijający się, młody zespół Sphere oraz czterech jeźdźców apokalipsy - Gortal od paru lat siejący "zło i zniszczenie wśród niewiernych".
Zaczęło się trochę drętwo niestety. "Świr" wszedł na scenę i zaczął kawałkiem "Of the Martyrdom" ze świerzej jeszcze demówki "Spiritual Dope". Forma wysoka, widać, że chłopaki mordują się dość intensywnie na próbach i są tego wyniki. Zespół jest cholernie zgrany, co nie jest łatwe przy tak pokręconych, death metalowych kawałkach. Dlaczego więc drętwo - ano pod sceną większego zamieszania nie było. Ludu póki co niewiele, ale Sphere chyba się nie przerazili. Wokalista Sapen pociągnął koncert dalej, swoim bulgotem wydobywanym z gardła. Niesamowity growl, raz to niski, jak ze studni, raz bardzo wysoki wrzask. Niestety był to jeden z ostatnich koncertów tego wokalisty (przyczyny odejścia osobiste, czyli nie do końca jasne). Sphere wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie, poraz kolejny udowadniając, że ma ogromny potencjał. Mam nadzieję, że jakaś porządna wytwórnia zainteresuje się ich wydaniem (choć wydawca powinien udać się na koncert, bo niszczy on znacznie bardziej niż demówa).
Nie ukrywam, że do zjawienia się w Progresji nakłoniła mnie obecność właśnie drugiej występującej tego dnia formacji - Gortal. Kiedy pierwszy raz zjawiłem się na ich koncercie (przed Sceptic), wywarli na mnie pozytywne wrażenie, ale kompletnie nie byłem obeznany z materiałem. Tym razem po parokrotnym przesłuchaniu niezłego demo byłem gotowy na "wojnę" pod sceną (haha). Zaczęli dość mocnym pierdolnięciem w postaci "Christwhores", mojego ulubionego kawałka Gortal. Od razu ogień ze wzmacniaczy i z gardzieli wokalisty Betona. Całkiem niedowcipne rozpoczęcie, bo numer zrobił z większości zgromadzonych pod sceną miazgę. W tym przypadku nie można mówić o zastoju wśród publiki. Profesjonalnie podany, bardzo klasyczny death metal starej szkoły (Morbid Angel, Nile i inne tego typu kapele disco polowe). Może bez fajerwerków, ale na te jeszcze jak sądzę przyjdzie czas. Maszyna Gortal całkiem sprawnie odegrała parę kompozycji osadzonych w klimatach śmierć-metalu. Fajne wymiany growli Betona i Chryste (gitara prowadząca), choć następnym razem poleciłbym dźwiękowcom podgłośnienie tego drugiego. Ku mojemu zdumieniu na scenie znów zjawił się Laska z Devilyn, tym razem zagrał na basie (przed Sceptic zastępowal nieobecnego Majora na gitarze). Punkt kulminacyjny koncertu nastąpił gdy Beton zniknął na moment, a scena spowita została dymem. Nagle widzę wokalistę Gortal wchodzącego na scenę w długiej szacie z kapturem (trochę jak ku klux klan, ale całe szczęście nie biała) i wielkim mieczem w dłoni.
| |

Popłakałem się niemalże ze śmiechu ale to co odegrał Gortal mogło spowodować co najwyżej opadnięcie kopary na podłogę. Potężny, motoryczny kawałek zespołu Vital Remains spowodował iż pod sceną można było zbierać trupy. Brawo Gortal, aczkolwiek muszę opieprzyć kapelę za to, że jeszcze nic nie wydali poza dwoma demami. Czekam na materiał i będę pierwszym recenzentem.
W końcu po pewnej przerwie zamontowali się Stillborn. Podczas występu Gortal przykleił się do mnie pewien łysy mężczyzna mocno widać zmęczony sporą dawką alkoholu. Zdziwiłem się niezwykle gdy ów człowiek wpakował się na scenę i wziął w swoje ręce gitarę basową. Na szatana! Kultowe kapele grały zawsze trochę podpite na scenie, ale nie w takim stanie. Stillborn przyładował dość surowym i ostrym death metalem, nijak to jednak nie działało na mnie. Obserwowałem jednak w konwulsjach poczynania basisty, który bez kabla udawał, że gra na basie (gdy w końcu mu go podłączyli efekt nie uległ za bardzo zmianie). Jestem sztywnym pozerem, ale dla mnie to jest po prostu frajerska postawa w stosunku do fanów i ludzi którzy zapłacili za bilet aby zobaczyć Stillborn. Reszta kapeli starała się jak mogła, ale parominutowe przerwy między kawałkami też nie wpłynęły za pozytywnie na mój odbiór. Właściwie niewiele zrozumiałem. Chętnie zapoznam się z muzyką Stillborn z kompaktu, albo pójdę na jeden jeszcze koncert, nie chcę jednak pamiętać o tym cyrku, bo to najzwyczajniejszy obciach. Szkoda, podobno dobra kapela z tego Stillborn.
Podsumowując następnym razem po prostu trochę się spiję, aby lepiej odebrać muzykę ;-). Choć Gortal i Sphere łykam na trzeźwo.
Ugluk
|