Menu  grudzień 2004 (23)  indeks . zapowiedzi . artykuły . recenzje . muzyka w sieci . redakcja . special numeru . magazyn on-line

Asgaard - EyeMDX-tasy

Odkąd interesuję się szeroko pojętą muzyką metalową, a kawałeczek to już jest, zawsze uważałem, że polska scena metalowa jest jedną z lepszych. Mamy od groma dobrych i co ważniejsze oryginalnych kapel, co prawda w większości, z powodu warunków w naszym kraju, są to nieoszlifowane diamenty, pod względem produkcji i jej rozmachu. Mamy co prawda dwa bardzo dobre studia: Hertz i Selani. I właśnie od braci Wiesławskich wyszła nowa płyta Asgaard.
I produkcyjnie dorównuje światowym czołowym kapelom w metalu. Wszystko słychać, świetny balans miedzy klawiszami i metalowymi instrumentami, klarowny dźwięk i świetna produkcja perkusji, co w naszym kraju nieczęste (choćby Misterię, Sacriversum czy liczne bandy death metalowe dręczą problemy z jej nagrywaniem). A i Asgaard miał w przeszłości klarowne tylko brzmienie klawiszy. To duży plus, ma się wrażenie słuchania zachodniej, profesjonalnej produkcji. To plus z zadowoleniem obserwuje tez trend, ze coraz więcej bandów dba o jak najlepszą produkcje, pokonując polskie warunki i rzeczywistość w branży. Już nie tylko Vader i Behemoth mają brzmienie na poziomie. A muzyka? Poprzednie płyty były dobre, ale wtórne, bardzo zapatrzone w twórczość Arcturusa z okresu "Aspera Hiems Symfonia" i w scenę doom. Czasem tez raziły monotonna produkcja i powtarzającą się melodyka produkcji, powtarzalnymi patentami. Ale miała oryginalny klimat, tez spowodowany taka melodyką, taki swój feeling, odróżniający ja od Arcturusa, a na pewno od całej polskiej sceny. I mogła zauroczyć. Widać teraz ktoś w beznadziejnej firmie Metal Mind postanowił jednak zainwestować pieniądze we właściwy zespół, a i jego członkowie wykazali determinacje godną podziwu w uzyskaniu dobrej produkcji i napisaniu dobrych kawałków. No i ich umiejętności nadal ewoluują w szybkim tempie. Wojtek Kostrzewa to już klasa światowa w obsłudze klawiszy wszelakich, aż nie chce się wierzyć, ze nie gra tu cała orkiestra, tylko jeden człowiek, na zwykłym syntezatorze. Coś takiego słyszałem jedynie u Hollenthon, Arcturusa i na "Midian" Cradle of Filth. Naprawdę, koleś mógłby grać w topowym zespole sceny światowej. Perkusista bębni dobrze, urozmaica rytmikę i świetnie odgrywa dynamiczne partie, basista dobrze go uzupełnia. Bartek Kostrzewa używa gitary w sposób co najmniej dobry. No i Przemysław Olbryt. Zawsze mówiłem, ze to najlepszy wokalista na naszej scenie i tutaj nie zawodzi. Piękny, operowy wręcz wokal, melancholijny i ekspresyjny. Zrezygnował z denerwujących miejscami zbyt karkołomnych górek z poprzedniego albumu. Dużo więcej tez growluje, i teraz jego growl jest bardziej ekspresyjny i jadowity. Urozmaica tez patenty, sięga po szept, deklamacje, dublowane linie wokalne, teatralne elementy. Nie obraziłbym się, gdyby jego przyjęli po Garmie do Arcturusa, pasowałby tam. Z dziennikarskiego obowiązku, Honorata Stawicka zagrał tu kilka pasaży skrzypiec, ale nie jest już stałą członkinią, lecz gościem.

Muzyka nadal pozostaje w Arcturus'owych klimatach, jednak jest bardziej urozmaicona niż na "trylogii" ("Ad Sidera, Ad Infinitum"-"Ex Oriente Lux"-"XIII Voltum Lunae"). Większy nacisk położono na gitary i ostrą, szybka jazdę. Dużo pędzącej perkusji z dynamicznymi riffami i growlem. Bardziej pod symfoniczny black. Ale zwolnień nie brakuje i są mistrzowskie: melancholijne, podniosłe klawisze, akustyk i piękne, przejmujące wokale. Melodyka klawiszy zresztą utrzymana jest w starym stylu, charakterystycznym dla Asgaard.
Wprowadzono tylko dużo fortepianowych melodii. Zespól wszedł też w elektronikę, odważniej niż kiedyś wykorzystując ją. Robi za smaczki tła i urozmaicenie głównych melodii w każdym utworze. Czasem też odważnie wysuwa się naprzód w postaci loopów (końcówka "I Am the Ecstasy"), syntezatorowych melodii ("Eyes ov Thy Soul", "Mystery ov Tzar's Visionaire act II"). Zdominowała tez cały jeden utwór ("Mystery ov Tzar's Visionaire act I"), powstał wyciszony kawałek trip-hopowy. Ogólnie, tworzy ona drugie dno, bardzo nowoczesne i odważne (klawisze czasem brzmią jakby z techno), które jednak jest zwykle na tyle schowane, ze trzeba je odkrywać i to zaleta tej płyty - nie znudzi się po pierwszym przesłuchaniu.

Utwory są rozbudowane, długie (prócz intra i "Mystery ov Tzar's Visionaire act I"), dużo się w nich dzieje, zmienia się tempo i stopień brutalności, "umetalowienia". Najlepiej wypadają wspomniane, klimatyczne zwolnienia, ale reszta też przygotowana na poziomie. Mimo wysunięcia gitar do przodu, nadal przewodzą klawisze, to one nadają smak tej muzyce. Utwory na początku wydają się zbyt podobne, dopóki nie odkryjemy ich wyjątkowych, odróżniających je od innych, eksperymentalnych patentów. Wyróżniają się szczególnie "Eyes ov Thy Soul", "Mystery ov Tzar's Visionaire act II" i "I Am the Ecstasy", jako te najbardziej zróżnicowane i posiadające wiele "chwytliwych" momentów, zapamiętywalne. Wyróżnia się też "Infernal Mask Ceremony", jako najagresywniejszy i pozbawiony czystego głosu, tylko growlowany i deklamowany na kilka sposobów. Wpadł mi w ucho "OriEnthral", intro zgodnie z tytułem bardzo "wschodnie", odstaje nieco od reszty, ale lubię takie klimaty.

Płyta jest bardzo ładnie wydana, oprawa ciekawa i artystyczna. Kolorystyka ciemnoczerwona ładnie wygląda po "niebieskich" dwóch płytach, miła odmiana. Jedna wadą wydania jest jednak to, że po włożeniu autorun odpala teledysk, który nie zawsze chcemy przecież obejrzeć. A właśnie, wideo do "Mystery ov Tzar's Visionaire act II". Jest na płycie jako ścieżka. Intrygujące i profesjonalnie zrobione, śmieszą tylko ujęcia robiących dziwne miny muzyków, zbyt częste. Ale brawa za inwencje i przygotowanie ( to tez pozytywny trend- patrz nowe teledyski Behemotha, Thy Disease, w końcu metalowcy doganiają resztę czołówki w produkcji teledysków). Jak na Metal Mind, bardzo dobrze to wypadło. Żadnych literówek, jakie nad wyraz często zdarzały się "umykać" uwadze "profesjonalnej" korekty firmy.

Zbierając do kupy, muzyka przednia. Nie bez wad, gitara czasem chodzi monotonnie, ale to drobiazgi. Spisali się na medal. Płyta powinna stać się towarem eksportowym, na zachodzie mogliby z tego wyżyć. Mam nadzieje, że Metal Mind zadba o zagraniczną promocję, chociaż różnie to z nierzetelnym Dziubińskim bywa. Zabrzmi to jak herezja, ale zespół niemal już dorównuje swojej norweskiej inspiracji. Jeśli moje przewidywania się sprawdzą, i płyta Arcturusa bez Rygga będzie chałowa, to Asgaard będzie numerem jeden w tego typu prog-awangardowym metalu. Czego im życzę, bo nowego wokalisty Arcturusa nie akceptuję. Tym znakomitym, swoim najlepszym albumem, Asgaard dołączył do polskiej pierwszej ligi: kapel takich jak Behemoth, Hunter, Lux Occulta, Nyia, Vader (na pewno nie ostatnio agresywnie lansowany, kiszkowy zespół Frontside). Śmietanka naszej sceny. Aha, i mam jeszcze nadzieje, że dział promocji Metal Mind przestanie wrzucać ich do jednego worka z beznadziejnymi kapelami pseudogotyku- Moonlight, Artrosis, Delight i innymi g*****i spod znaku księżyca i płaczu przygrubych nastolatek do poduszki. To uwłacza ich aktualnemu poziomowi. Chwała polskiej scenie, oto jej kolejne opus magnum.

Mareck


ocena:
9/10
tracklista:
01. OriEnthral
02. Lunatic Asylum
03. Eyes ov Thy Soul
04. Mystery ov Tzar's Visionaire act I
05. Mystery ov Tzar's Visionaire act II
06. Infernal Mask Ceremony
07. The Grievance Enigma
08. I Am the Ecstasy
Created by © insooth 2004 [v.5] / © IMM musicMAG 2003-2004
Zamów prenumeratę musicMAG-a! Następna strona Index Poprzednia strona Następna strona Index Poprzednia strona Skocz do góry Następna strona Index Poprzednia strona