Menu  grudzień 2004 (23)  indeks . zapowiedzi . artykuły . recenzje . muzyka w sieci . redakcja . special numeru . magazyn on-line

Crionics - Armageddon's Evolution

Kolejny niezły krążek, który wyszedł za pośrednictwem magazynu Thrash'em All. Nie mogę zaprzeczyć, że black metal prezentowany przez krakowski Crionics przemówił do mnie i do dziś robi bardzo pozytywne wrażenie.
Od razu przejdę do szczegółów. Crionics zadebiutował rok temu krążkiem "Human Error", który wywołał niemałe zainteresowanie w kraju. Sam jednak lider zespołu - Waran, nie był do końca zadowolony z materiału. Wg. mnie album był niezły, bardzo dobry jak na debiut. Tym razem Crionics postawił na większe "pierdolnięcie" w muzyce, przybliżając się jeszcze bardziej do nieistniejącego już legendernego zespołu Emperor. Tak, niestety nie da się ukryć, że Crionics od pierwszego przesłuchania kojarzyć się będzie z geniuszami z Norwegii. Nie można jednak powiedzieć, że zespół jest bezmyślną kalką. Black metal to gatunek niezwykle ograniczony. Jeśli nie chce się wyjść poza sztywne ramy (co udanie zrobił np. Mayhem, awangardowymi i ambitnymi eksperymentami) narażonym jest się na popadnięcie się we wtórność na całej linii. Crionics całe szczęście kombinuje, rozwija się, co słychać już pierwszym kawałku, który mimo wszystko posiada trochę death metalowego pazura. Jest dużo szybciej i mocniej niż na jedynce. "Armageddon's Evolution" obfituje w klaszyczne do bólu riffy i pasaże klawiszy. "Parapet" - plumka tu dość sporo, budując ten niesamowity blackowy klimat. Od poczatku do końca oddawana jest cześć szatanowi (wzbudza to mój szyderczy uśmiech, ale o tym zaraz).
Muzycznie sprawnie, kilka ciekawych patentów, wokalnie jest już maksymalnie blackowo (na ostatnim krążku Waran brzmiał jednak zupełnie inaczej). Brzmienie zostało wypracowane bardzo porządnie, choć z bólem wyznaję, że ostatnie krążki na naszym rynku brzmią bardzo podobnie (nie zmienia to faktu, że profesjonalnie i z mięsem).

Na chwilę zajmę się innym aspektem - ogólną oprawą. Crionics chce chyba pokazać, że stali się tym albumem bardziej "true". 66 utworów (oczywiście w tym piędziesiąt parę momentów cieszy). Czas trwania płyty - 66 minut. To się sprawdza w formie żartu, natomiast jeśli chcieli komuś tym sposobem pokazać, że działają w konspiracji z samym Rogatym.... Zaczęli malować mordy, jako kolejny zespół, nic w tym nowego. Dziwne, bo przecież Emperor wraz z rozwojem rezygnował z tych rzeczy.

Reasumując Crionics się rozwinął, przekonuje mnie muzycznie. Mimo, że jest to muzyka w niewielkim stopniu oryginalna, to potrafi zdrowo uderzyć, jest chwytliwa mimo brutalności. Jest po prostu dobra! Co do braku oryginalności to przeczy temu niejako bonusowy kawałek w którym udziela się Covan z Atrophia Red Sun (niesamowity bełkot). Psychodelia z jajem. Ostatni z kolei numer to powrót to thrashowych klimatów Venom. Dobrze, dobrze, ale nie wiem co pokażą w trzeciej odsłonie - w sumie to ich zmartwienie.

Ugluk


ocena:
9/10
tracklista:
01. Arrival of Non Parallel Aeons
02. Final Inversion
03. Armageddon's Evolution
04. Chant of Rebel Angels
05. FFF
06. Xenomprphized Soul Devoured
07. Disconnected Minds
08. Celestial Interference
09. Black Manifest (The Sermon to the Masses)
65. DEpt.666
66. Total Blasphemy
Created by © insooth 2004 [v.5] / © IMM musicMAG 2003-2004
Zamów prenumeratę musicMAG-a! Następna strona Index Poprzednia strona Następna strona Index Poprzednia strona Skocz do góry Następna strona Index Poprzednia strona