cofnij < - > dalej
Muzyka a polskie realia

Każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z muzyką, właściwiej muzyką jako przedmiot do nauki, a nie źródło rozrywki (bynajmniej niektórzy twierdzą, że nauka także może sprawiać przyjemność, i zapewne mają rację) w postaci płyt CD, radia i wszelkiego innego źródła dźwięków ułożonych w jakimś tam porządku, mogą śmiało stwierdzić, że ta prawdziwa muzyka (mam na myśli tutaj czynne uprawianie sztuki, a nie bierność jaką wykazują osoby, które "tylko słuchają") zaczyna się dopiero w momencie, gdy zaczniemy sami coś tworzyć. Z prostego rozumowania wynika, że, aby cokolwiek zbudować, trzeba posiadać pewne podstawy w postaci wiedzy teoretycznej, która zresztą nie jest samowystarczalna, i umiejętności z zakresu szeroko rozumianej "praktyki". Czym zatem są te umiejętności praktyczne? Jak je nabyć?

Wyżej wymienione umiejętności praktyczne uczeń (tutaj osoba zainteresowana muzyką i chcąca rozwijać się w tej dziedzinie) może nabyć jedynie w odpowiedniej szkole pod bacznym okiem pedagoga. Sam nauczyciel w rzeczywistości (tego faktu w dalszym ciągu nie może zrozumieć polska oświata i większość zatwardziałych "belfrów") nie rozwiązuje problemu, oczywiście dobry nauczyciel zawsze lepiej mobilizuje do ćwiczeń niż jego gorszy odpowiednik, albowiem pedagog ma jedynie wskazywać właściwą drogę uczącemu się, a nie "nauczyć go" (czasy, kiedy dzisiejszy "nauczyciel" zwany był "uczycielem" już dawno przeminęły). Wynika z tego, że wszystko zależy od ucznia. To właśnie on decyduje, czy i ile będzie ćwiczył i jak będzie to robił. Czy sądzicie, że wspaniały Stanisław Drzewiecki, uważany teraz za "nadzieję polskiej muzyki", koncertujący niedawno w miejscu, o którym inni mogą tylko pomarzyć, komponujący w wieku kilku lat, byłby tym, kim jest teraz, gdyby nie codzienna, uporczywa, ciężka i niekiedy przytłaczająca praca nad dźwiękiem, nad nutami, przy klawiaturze? Zdecydowanie nie.

Bardzo łatwo jest powiedzieć - "ładnie gra" czy też "dobry jest" i nikt tak na prawdę nie zastanawia się nad tym, ile to kosztowało. A naprawdę kosztuje to ogromną ilość cierpliwości i ... niestety pieniędzy. Wbrew pozorom (osobom, które twierdzą, że gra na gitarze z tabulatur, poniekąd "z trzech chwytów", jest tworzeniem muzyki bardzo współczuję, bo nie wiedzą, jak bardzo się mylą) popularna "gra na jakimś instrumencie" jest tylko na początku wielką przyjemnością, a ćwiczenia sprawiają równie dużo radości, ale to tylko do czasu. Później przychodzi zwątpienie. Trzeba sobie zdać sprawę, że osoby oddane muzyce (tudzież każdej innej sztuce) w całości (możemy mówić wtedy o artystach) to w rzeczywistości ludzie kalecy, potrafiący jedynie robić dobrze jedną rzecz, tą, której się poświecili. Umieją tworzyć sztukę. Czy mają prawo, szansę, przeżycia, godnego przeżycia w ówczesnym świecie - pieniądza i komercji? Ile takich ludzi jest? Więc kim są inni, którzy również deklarują się, że są artystami?

Jak wygląda kultura muzyczna w Polsce? Jak właściwie prezentuje się wrażliwość na sztukę w dzisiejszym polskim społeczeństwie? Najłatwiej jest wybrać spośród dwóch alternatyw, jakie automatycznie nasuwają się na język. Jedna ma wymowę negatywną i można powiedzieć, że stoi po stronie "anty-lechitów", druga przedstawia świat zza różowych okularów i jest jeszcze bardziej niepoprawna niż poprzedniczka. Zatem kto ma rację? Racja stoi po środku, to normalne. Większa część Polaków w rzeczywistości nie ma pojęcia o muzyce (muzyce, nie pop-kulturze) w jej najczystszej postaci. Bardzo mało osób tworzy ową sztukę dla sztuki (ktoś powie: "Jak można robić to dla sztuki, skoro to wszystko kosztuje okropnie ciężkie pieniądze...", nie zaneguję, bo wiem, ile kosztują sprzęty muzyczne i materiały do nauki - tam ceny liczy się dziesiątkami, setkami, a później tysiącami już nie złotych, tylko euro). Ci, którzy uważają, że słuchając biernie muzyki (nie będę tu rozważał hip-hopu, który jest zjawiskiem społecznym, a nie jakimś rodzajem muzyki, jak to wszyscy zawzięcie uważają) należą do klasy wyedukowanych muzycznie, niestety tragicznie się mylą, choć bierność także w jakiś tam sposób przybliża ich do owej klasy.

Wchodzimy do Unii Europejskiej. Jedni uważają, że jest to zniewolenie (na przykład Liga Polskich Rodzin), ja raczej obawiałbym się długu wdzięczności w stosunku do Stanów Zjednoczonych i spojrzał zimno na to, jakie skutki może mieć wojna z Irakiem. Należałoby zadbać o siebie, a nie częstować innych smakołykami ze swojego i sąsiednich stołów. Ale nie o tym tutaj mowa. W porównaniu z kulturą zrzeszonej Europy (będę porównywał z Niemcami, najbliższym znanym sąsiadem), niestety nie prezentujemy się za dobrze. Nie oznacza to, że jest beznadziejnie. Oczywiście mamy jakieś tam wybitne jednostki w stylu Pendereckiego i znakomicie zapowiadającego się Drzewieckiego. Ale co z tego, jeżeli nie ma świadomości muzycznej wśród społeczeństwa, wśród Polaków...

UE zbliża się - być może, że dostaniemy następny (bo wszystkie poprzednie zgubiliśmy) złoty róg (w końcu zaczynam rozumieć moją polonistkę), ale czy go wykorzystamy? Historia lubi się powtarzać, a my pracy nie lubimy, jak będzie?... Kajsim zabył złoty róg?

insooth@irc.pl


Design&Code by Krzysztof Ostrowski 2003 | Copyright by © musicMAG 2003 | Wszelkie prawa zastrzeżone