Po przesłuchaniu zawartości singla jednogłośnie stwierdziłem - Gdyby cały polski hip-hop taki był, byłoby się czym chwalić. Usłyszcie jak Abra dAb prezentuje Kaliber 44...
Pociągnę jeszcze chwilę powyższy wątek. Może w jakiś magiczny sposób uda mi się przekonać całe to konserwatywne towarzystwo, które uważa, że "polski hip-hop to dno", właściwie "nie-muzyka", która kończy się i zaczyna na Pei (mam nadzieję, że dobrze odmieniłem). A tu rzeczywiście niespodzianka. Prawda jest taka, że jeżeli nie zna się dokładnie materii nie powinno się o niej wyrażać, i to, co ma zazwyczaj miejsce, w sposób deklasujący wszystko i wszystkich.
Abym nie został źle zrozumiany - nie mam zamiaru wychwalać do niemożliwości wszystkich zespołów, wszystkich kompozycji i w ogóle każdego bitu polskiego hip-hopu - to byłby już jakiś absurd. Oczywiście, są - bo jak nie może ich nie być - słabe i nie nadające się do odbioru formacje (niestety takich jest wciąż większość - zbliżyc się do idealnego brzmienia to jeszcze długa i żmudna praca), ale wśród takiego zbitego tłumu można wyłowić także i perełki. Do takich perełek należał Kaliber 44 i jego aktualne "przedłużenie", czyli Abra dAb.
|
|
Singiel zawiera cztery piosenki, które są kolejnymi wersjami jednej i tej samej. Kompozycja jest właściwie bez tytułu, na co może wskazywać już sam tytuł singla. Nazwy utwórów to zawsze "...", z tym, że w trzech odmiennych aranżacjach (jeżeli można to tak nazwać). Dodatkowo zamieszczono wersję instrumentalną dla zapaleńców, którzy by chcieli poćwiczyć głos ;-)
To, co cechuje ten signiel, to świetnie dopracowany podkład i bit. Naprawdę od razu widać dużą klasę i doświadczenie. Wokal (znowu: jeżeli można to tak nazwać) to coś, czego można naprawdę pozazdrościć. Nie są to bezustannie wyrzucane słowa, bez żadnych dodatków, emocji, itp.. Tutaj wokal stanowi naprawdę dużo. Jeżeli ktoś słyszał kiedyś "+ i -", pewnie już wie, co mam na myśli.
Według mnie, osoby, która na hip-hopie zna się bardzo mało i raczej unika tego gatunku; uważając ją za sposób wyrażania się ludzi nieco ograniczonych (może kogoś zaboli takie określenie, ale w moich stronach hip-hop kojarzy się tylko z ludźmi takiego pokroju); krążekjest naprawdę udany. Teraz należy cierpliwie (łatwo powiedzieć, trudniej wykonać...) na coś długogrającego, a tymczasem polecam zakup tego wydawnictwa fanom i "nie-fanom" hip-hopu. Zapewniam, że jedni i drudzy czegoś się nauczą.
insooth
|