Grupa Wandachowicza i Ostrowskiego powraca na scenę z drugą, a pierwszą studyjną płytą. Ze względu, że materiał był nagrywany w studio niektórych może zdziwić stereofoniczność utworów. Wada, czy zaleta? Jedno wiemy na pewno - Nie będzie żadnej rewolucji.
Po niewątpliwym sukcesie pierwszego krążka nagrywanego "sposobem domowym" przyszło w końcu wejść do studio z prawdziwego zdarzenia. Mówi się, że nadmiar środków - przesadzenie w ich użyciu - może nieraz zniszczyć samą ideę, do której chce się dojść stosując owe środki. Czy tak stało się w przypadku CKOD2? Wśród moich znajomych zdania są podzielone. Jedni definitywnie stwierdzili, że to zapowiedź komercji i nie uznali płyty poza kilkoma wyjątkami - zostali przy pierwszych nagraniach (czyli de facto demo CKOD). Drudzy - sądzę, że ci bardziej otwarci na zmiany, charakterem zbliżeni do idei przyświecającej CKOD - uznali to za prowokację (przecież tak charakterystyczną dla tej grupy) i pochylili czoła. Czy prowokacją nie jest "zdychanie ku chwale ojczyzny" i "bycie palcem w twoim gardle, który zmusi cię do rzygania"? Jeżeli to nie jest prowokacja ideologiczna, więc co to jest?
Ktoś kiedyś napisał (bodajże na forum CKOD), że CKOD reprezentuje bunt ideologiczny. Manifest młodych intelektualistów, którym nikt i nic nie podoba się na tym świecie to raczej oklepany schemat. A jednak chwyciło, no i... trzyma. Na pierwszej płycie (a może odpowiedniej byłoby nazwać ją demem) Ostrowski i Wandachowicz chcą wszystkim udowodnić, że uwolnią nas od "marazmu szarego dnia", stworzą nową generację, będzie rewolucja. Oczywiście - coś tam udało się im ruszyć w swoich odbiorcach - ale ilu ich było? Koledzy, to nie tutaj,... nie w Polsce. Hasła głoszone na CKOD2 tylko to potwierdzają. W końcu każda rewolucja niesie ze sobą zagładę poprzedniego, co równoważne jest ze stworzeniem kolejnego świata - opartego nieświadomie na dawnym. I co to daje? Po jaką cholerę niszczyć rozwiniętą myśl, aby wrócić do tej prymitywnej, rozwijać ją, aby dojść do punktu wyjściowego? Dla własnej satysfakcji.
Ładunek nowych idei na CKOD2 jest spory. Czy, znowu, można je nazwać nowymi? Czy czasami nie wynikają z rozsądnego myślenia? Życia i doświadczenia? Przeciwstawienia się wykreowanym CKOD? Byciu sobą? Nie można być do końca pewnym swoich przekonań, toteż i na tej płycie są chwile zwątpienia.
|
|
Nie sądzę, aby ich muzyka zawierała "potworny ładunek nienawiści i agresji, że można się solidnie przestraszyć". Jeżeli takie coś pisze fan CKOD, znaczy to raczej jednoznacznie, że nie pojął dostatecznie idei zespołu. Zresztą haczy to mocno o modną obiektywizację tematu. Być może jest to nakaz totalitarnych władz, które ma bezpośrednio nad sobą, a które stale grożą wydaleniem ze służby; nakazują, a oni wykonują. A kiedy Cool Kids byli leccy i przyjemni, kiedy im na tym zależało? Będąc prowokatorem trzeba być wytrwałym w działaniu, czego oni są świetnym przykładem. Nie rozumiem także słów, w których ktoś twierdzi; i nawet nie dopuszcza do siebie innego wytłumaczenia; że nie podoba mu się ta płyta, bo wokal jest taki, gitary takie, a coś tam innego takie. Jeżeli już zdecydowałeś się na Ostrowskiego to bądź mu wierny, chamie! Czy może wybrałeś ten zespół, bo "spodobał mi się ten i tamten riff", a może dlatego, że "tam fajnie klnie"...? Zanim sięgnie się po tego typu zespół warto zapoznać się z ideą, jaką chcą przekazać. Zresztą. Żyjemy w świecie, kiedy nie-komercyjne działanie nie ma sensu; żyjemy w świecie zdegenerowanej sztuki, rozpadu myśli i powolnego zdychania wielkich idei (i to tylko dlatego, że nikt nawet nie spróbuje ich zrozumieć).
Też mogę powiedzieć: Nie podoba mi się perkusja na CKOD2, jest za czysta (podobnie jak klawisze), brakuje jej sygnałów mono. I co z tego? Raz jeszcze mam głos, więc powiem: Tam, a tam Ostrowski źle wchodzi w rytm, fałszuje, gitara źle gra, nie wchodzi w tonację. Ale po co? Czy Cool Kids Of Death mają szansę na większy odbiór? Nie. Czy można ich zaliczyć do avant garde? Tak. Pytanie tylko jedno. Dlaczego nie chcą przekroczyć granicy pomiędzy muzyką, a czymś zupełnie innym - alternatywą? Boją się, że zostaną nazwani głupcami. Bez obaw. Społeczeństwo wielu wielkich, nawet po dziś dzień, uważa za niespełna rozumu.
Inne teksty o CKOD, które ukazały się na łamach musicMAG-a (dostępna na http://www.musicmag.pl/archiwa/):
musicMAG czerwiec 2003, s. 09: Cool Kids Of Death
musicMAG wrzesień 2003, s. 21: Cool Kids Of Death - Cool Kids Of Death
musicMAG listopad 2003, s. 10: Cool Kids Of Death
|
Krzysztof Ostrowski
|