Menu  styczeń 2004 (13)  indeks . zapowiedzi . artykuły . recenzje . muzyka w sieci . redakcja . special numeru . magazyn on-line
musicMAG /  Internetowy Magazyn Muzyczny Poprzednia stronaIndeksNastępna strona

  

Relacja z koncertu Sepultury z 25.06.2003
Klub Proxima - Warszawa

      Zaczęło się niezbyt pomyślnie - deszczem. Ja znerwicowany przed swoim pierwszym prawdziwym koncertem drałowałem przez ulice Warszawy w strugach deszczu. Pod Proximą zgromadziło się wielu hard core'owych fanów Sepultury i popijało złoty napój.
      Do klubu wpuścili ludzi jak zwykle z małym opóźnieniem. Miały zagrać 2 supporty, ale z niewiadomych przyczyn "zespół Niespodzianka" nie pojawił się (być może to była ta niespodzianka :-)). Tak więc zająłem miejsce na tyłach klubu, na podeście, aby przyglądać się Frontside - zespołowi łączącemu ciężki, niemal deathmetalowy pazur z hard core'em. Zabrzmiało intro, bardzo klimatyczne, mroczne, naprawdę wspaniale wprowadzające w dalszą część występu. Gdy z dymu wyłonił się potężny wokalista - Astek zrozumiałem, że będę miał do czynienia z niezłą "sieką". Usłyszałem uderzenia stóp i wrzask "witajcie synowie szatana". Nie wiem dlaczego, ale roześmiałem się w tym momencie, bo śmieszą mnie takie jazdy, ale gdy Frontside rozpoczął pokaz nie było mi do śmiechu. Wgniatająca muzyka, hard core'owe zacięcie, druzgocące wrzaski wokalisty i świetne, szybkie bębny. Ludzie szaleli, widać, że zespół zdobył już grono sympatyków i wciąż rozwija się. W sumie to był udany występ, choć mam pewne zastrzeżenia do brzmienia gitar. Generalnie ok.

      Po 45 minutowym koncercie ochłonąłem nieco i obserwowałem montaż sprzętu. Pierwsze co przyszło mi na myśl, to "czemu ten statyw do mikrofonu jest taki wysoki?". Publiczność skandowała "SE-PUL-TURA, SE-PUL-TURA", a gdy zaczęło się intro, zdałem sobie sprawę, że gwiazda wieczoru zagra już teraz, bez drugiego supportu.

      Dym zalał całą scenę i świetnie zgrał się z mrocznym intrem zespołu. Po chwili uderzyły we mnie pierwsze dźwięki perkusji i gitar. Z cienia wyskoczył wielki, dwu metrowy Murzyn - Derrick Green, wokalista Sepultury, którego nie wypada już nazywać "nowym".

      Zaczęło się totalne szaleństwo, szybko dołączyłem do tłumu zgromadzonego przed sceną, aby świętować metalowy czad! Derrick rzucał się, machał dreadami, cały zespół na scenie. Zaczęli "Corrupted" z nowego krążka. Trzeba przyznać że nowe kawałki robią rewelacyjne wrażenie wykonane na żywo. Zaraz potem poszło klasyczne "Slave New World". Derrick złapał także za gitarę i wspomagał Andreasa Kissera. Dla mnie numerem jeden był tego wieczora właśnie czarnoskóry wokalista, którego głos niczym demon wdzierał się w nasze uczy. Facet drze się niesamowicie, śpiewa również świetnie, ciepłym głosem, udowodnił to w kawałkach "Mind War" i "More of The Same". Sepultura rozgrzała tłum doszczętnie gdy odpalili stare kawałki "Troops of Doom", "Beneath The Remains" i "Refuse Resist".
Muszę też pochwalić perkusistę Igora, bowiem jego gra przyprawiała mnie o drżenie serca. Doskonale, szybko i bardzo dynamicznie. "Territory" ze znajomym perkusyjnym intrem to przykład wielkich umiejętności brazylijskiego pałkera. Nie zabrakło także nowszych numerów jak "Sepulnation" i "Against"...


      Sepultura zagrała bodajże 28 kawałków (!!!) w tym sporą cześć z nowej płyty "Roorback". Na koniec poszedł ROOTS i publika pożegnała zespół gorącymi brawami. Muszę dodać, że bardzo miło przyjęliśmy Derricka i resztę, za co wokalista odwdzięczył się słowami po Polsku "dziękuję, dobranoc, Polska itp :-)... Derrick przez cały koncert miał na sobie czerwoną koszulkę z orzełkiem na klacie :-). Zespół otrzymał także od Frontside bluzę zespołu hokejowego z Sosnowca (rodzima miejscowość chłopaków). Podsumowując - REWELACJA. Sepultura w znakomitej formie, nie da się ukryć, że łomot był nieziemski i wróciłem do domu podniecony.. długo będę wspominał ten dzień!

Ugluk


Poprzednia stronaIndeksNastępna stronaPoczątek strony
Design&Code by Krzysztof Ostrowski © 2003 [v.4.1] | Copyright by © musicMAG 2003 | Wszelkie prawa zastrzeżone