Grudniowy koncert World Idol, który telewizja Polsat wyemitowała w Pierwszy Dzień Świąt wzbudził nie lada zainteresowanie za sprawą naszego rodzimego jurora, Kubę Wojewódzkiego. Na oczach telewidzów wyśmiewał i poniżał wykonawców, którzy mu się nie podobali dokładnie w ten sam sposób, co w polskiej edycji. Nie słuchajcie tego kretyna z Polski! - to słowa oburzenia jurora z USA...
To było do przewidzenia. To musiało się tak skończyć. Konkurs World Idol, o którym możecie przeczytać tutaj, wzbudził nie lda zainteresowanie. I bynajmniej nie wspaniałymi występami. Wszystko skupiło się bowiem na skandalicznym zachwaniu polskiego jurora oraz tragicznie zmontowanej i "pociętej" relacji z tego konkursu w polskiej i zagranicznej telewizji. "Kretyn z Polski", "debil z prowincji zhańbił Polskę na oczach innych nacji", "totalna kompromitacja Wojewódzkiego" czy też "brawo Kuba!", "dobrze mówił". "nareszcie ktoś powiedział szczerze, co o tym wszystkim myśli"... To tylko kilka z setek komentarzy na internetowych forach, po wyemitowaniu 25 grudnia koncerty World Idol. Globalny Idol zrobił więcej zamieszania niż "sprawa Rywina".Trochę o bohaterze zamieszania... Kuba Wojewódzki, znany polski dziennikarz muzyczny, zaczynał w radiowej "Trójce". Był dyrektorem festiwalu w Jarocinie, na którym odkrył wiele późniejszych gwiazd polskiej muzyki. Był redaktorem naczelnym kultowego już pisma Brum. Prowadził liczne programy telewizyjne. Jednak największą popularność przyniósł mu udział w dwóch edycjach programu Idol. Jego kontrowersyjne oceny uczestników stały się podstawowym elementem charakteryzującym publiczne wystąpienia Kuby. Stworzył również autorski program, który pełni rolę niekonwencjonalnego talk show. Bardzo oryginalny sposób rozmawiania z gośćmi, specyficzne zachowania, ironiczne komentarze czy też konsekwentne mówienie prawdy "w oczy" przysporzyły mu niemal tyle samo zwolenników, co przeciwników. Wróćmy jednak do jego udziału w Idolu. Otóż swoistym nonsensem wydawał się pomysł, by na jednego z jurorów do polskiej edycji wybrać właśnie jego. Idol miał kreować gwiazdę pop, a Wojewódzki od początku był przeciwnikiem taniej, popowej estetyki obecnej na rynku muzycznym. Jego rola w tym programie polegała więc na bronieniu dobrych gustów. Dzięki jego osobie Idol wynurzył się z tego tandetnego i cukierkowego świata boysbandów i zaczął promować naprawdę wartościowych wokalistów. Minęły dwa lata, a Kuba dostał propozycję jurorowania na światowej edycji, którą z oporem przyjął. Zapowiedział jednak, że nie dopuści, aby World Idol zamienił się w drugą Eurowizję, czyli festiwal taniej muzyki i kiepskich gustów... ...I nie dopuścił Po obejrzeniu telewizyjnej relacji z WI można było poczuć się co najmniej zniesmaczonym. Na początku szokował fatalny montaż. Polsat stworzył wizję konkursu, który prowadzi jakoby skandalicznie wmontowany i sztuczny do bólu Maciek Rock. Poza tym, mimo upływu 10 dni od koncertu ( występ był retransmitowany), panom ze stacji na "p" nie chciało się nawet zatrudnić tłumacza, który mógłby w spokoju rzetelnie i dokładnie przetłumaczyć jeszcze raz komentarze jury. No, ale zostawiłem te "niuanse" w spokoju i rozpocząłem oglądanie konkursu. Pierwszy wyszedł Niemiec. Alexander Klaws zaśpiewał stary przebój dance Maniac. Potem Maciek Rock (!) zaprosił go przed oblicze jury i już pierwszy wypowiada się Wojewódzki. Będę mówił po Polsku, bo myślę po Polsku, tak jak Andrzej Wajda. Słuchaj, to było istne karaoke z domu starców. - czyli Kuba kontynuuje taktykę z polskiej edycji. Ponadto nasz człowiek uznał, że Alexander był tak cienki, jak politycy pewnej polskiej partii i ... wręczył mu krawat Samoobrony. Raziło trochę jego posługiwanie się polskim, reszta sedziów mówiła po angielsku. Co ciekawe, Polsat ograniczył wypowiedzi jury do 4-5 sędziów z jedenastu. O co chodzi? Niewiadomo. Dalej przed ławę sędziowską zmierza utalentowany Guy Sebastian z Australii. Znowu oczy na Wojewódzkiego. Tym razem się podobało! Kuba zaprosił Guya na wódkę i ... wyjął z kurtki dwie miniaturowe flaszeczki. Znów tylko pięcioro sędziów ma coś do powiedzenia. Potem Wojewódzki kolejno ocenia reprezentantkę krajów arabskich (jesteś jak viagra w aerozolu), Holandii (nie masz ani talentu, ani entuzjazmu) czy RPA (kazał powtórzyć Heizowi z RPA wyraz "zajebiście", poczym oznajmił, że znaczenie tego słowa nie odnosi się do jego występu). Pierwszą część konkursu zakończył pozytywną oceną Amerykanki. Prawdziwy cyrk rozegrał się w drugiej części tej pysznej zabawy. Najpierw ostra wymiana zdań pomiędzy Kubą, a Alą Janosz (stwiedziła, że go nienawidzi). Co ciekawe fala krytyki sędziowskiej zwaliła się po tym na naszą reprezentantkę. Potem występ Belga, zadeklarowanego metalowca. Kuba oznajmia, że nareszcie ktoś kopnął tę całą tandetę w dupę, poczym wręcza Peterowi koszulkę z polskim napisem Pocałujcie mnie w dupę!.Reszta sędziów nie podziela entuzjazmu Kuby, co ten kwituje podskokami i rykami w stronę Belga. Istna sensacja tuż przed nami, bo oto wychodzi laureat pierwszej, brytyjskiej edycji tego programu, Will Young z mocno subtelną wersją Light My Fire zespołu The Doors. Kuba nazywa go Jasiem Fasolą próbującym śpiewać Morrisona, czym wzbudza oburzenie. Sędzia z USA nazywa Wojewódzkiego kretynem z Polski ( w końcu Simon Cowell, który był jurorem również w brytyjskiej edycji, wykreował Willa na gwiazdę). Koncert wieńczy niesamowity Norweg, Kurt Nilsen. Podoba się Kubie....
|
|
Po relacji ... Niezłą burzę wywołał Wojewódzki w Londynie. Jednak największe kontrowersje wzbudził w Polsce. Polacy zarzucają mu chamstwo, brak kultury i wulgaryzm. Ponadto mówi się, że zrobił Polsce obciach na całej linii i utrwalił negatywny stereotyp Polaka. Wykazał się brakiem argumentów. Chciał namieszać wokół własnej osoby. Co więcej, twierdzi się, że zrobił z siebie debila, sprawiał wrażenie niedouczonego gościa z kompleksami czy też oszołoma niewiedzącego, co się wokół dzieje. Drudzy mówią, że nareszcie któś pokazał, ile warte są takie konkursy. Obronił dobre gusta. Zakpił w sposób błyskotliwy z tego dziadostwa, jakim jest WI. Szczerze ocenił żenujące występy i olał chierachie narodowościowe.
Jak było naprawdę? Ostatnio czytam setki postów na różnych forach w Polsce i zagranicą i dochodzę do pewnych wniosków. Większość Polaków mieszkających zagranicą jest oburzona zachowaniem Wojewódzkiego. W Polsce te proporcje są bardziej równomierne. Czemu tak jest? Być może wynika to z faktu, iż w każdym kraju transmitowano konkurs na własne "kopyto", by wyeksponować swojego kandydata. Stacje telewizyjne ograniczyly i pomieszały opinie jurorów. Za granicą zredukowano wypowiedzi Kuby i podobno ograniczono je tylko do samych idiotycznych i bezsensownych dla obcokrajowców komentarzy ( Kuba sypał dowcipami politycznymi zrozumiałymi tylko dla Polaków). U nas za to wszystko zrobiono "pod" Wojewódzkiego. Sami przeczytaliście moją powyższą relację. Nie liczyli się wykonawcy! Ważne było tylko zachowanie Kuby i jego kolejne wybryki. Tak to zrobił Polsat wiedząc, że Ala Janosz i tak nie wygra. Wiadomym bowiem powszechnie jest, że faworyzowani są kandydaci z USA i Wielkiej Brytanii. Co ważne, okazało się, że polski juror mówił nie tylko po polsku. Nagrywane były dwie wersje komentarzy - po angielsku i w ojczystym języku. Ale tutaj druga sprawa. Podobno Wojewódzki swoje błyskotliwe wypowiedzi po angielsku czytał bezczelnie z kartki, co wywołało serię niepochlebnych komentarzy ze strony polonii. Niestety szokowało również aroganckie zachowanie Ali Janosz - zwłaszcza w konfrontacji z Kubą. Jedyne, co "podnosi " na duchu to świadomość, że kulturą również nie popisali się inni sędziowie. Ważniak ze Stanów nazwał Wojewódzkiego kretynem, a jego kompan z Angli co chwila w niezbyt delikatny sposób nakazywał Polakowi się ściszyć... O co chodzi Kubie? Pozostaje pytanie, co właściwie Wojewódzki chciał osiągnąć? Czy naprawdę jest obrońcą dobrych gustów, a jego zachowanie było brutalnym protestem przeciwko muzycznej tandecie, panującej na tego typu konkursach. Patrząc na to z perspektywy dni, to World Idol tandetny do końca nie był. Zaskoczył rockowy Belg, było też dużo występów na najwyższym poziomie. Kuba krytykował tylko te denne występy, których estetyka zmierzała nieubłaganie w stronę Eurowizji. Niestety było ich aż sześć. Zachowanie Wojewódzkiego na WI oraz sposób transmisji przez Polsat tego koncertu spowodowały, że gdzieś zanikły te wartości, które Kuba chce przekazać młodszym pokoleniom. Stał się niestety taką marionetką w rękach Polsatu. Ta relacja sprawiała wrażenie mającej na celu zwrócenie uwagi raczej na Kubę i telewizję na "p" niż na artystów. Czy mam rację? Nie wiem. Wobec tego pozostaje pytanie: kim właściwie jest Wojewódzki, czy jest szczery i co chce osiągnąć? Reasumując... World Idol osiągnął niewątpliwe dno muzyczne za sprawą polskiej ekipy. Artyści przestali być ważni. Zrobiono z tego kabaret, który niekoniecznie wywołuje śmiech. Polsat zareklamował siebie i własnego człowieka. Z drugiej strony Wojewódzki pokazał, że ma w dupie tych wielkich panów z największych wytwórni muzycznych, bo promują oni badzieiw. Badziewie, którego egzystencji na muzycznym rynku Wojewódzki starał się zapobiec. Mimo, iż nie miał szans w tej walce, to udało mu się skutecznie wykpić, wyśmiać, obrazić i zburzyć prestiż tego konkursu. Konkursu, w którym nie wygrywają najlepsi, tylko podstawione medialne i łatwe w odbiorze zabawki. Nikt inny nie ma szans na kontrakt z wytwórnią Simona Cowella. Szkoda, bo muzyka przez to traci na wartości.
Paweł Markowski
|