Najpierw był Carcass. Ale "ścierwo" się rozpadło i powstał Arch Enemy. W pewnym momencie odszedł wokalista, a panowie Amott zaangażowali do roli "śpiewającego" niemiecką dziennikarkę Angelę Gossow. I od tamtej pory ten szwedzki zespół wzniósł się na wyżyny.
Dwa lata temu zeserwowali nam genialną płytkę, pt. Wages Of Sin, na której zaprezentowali wybitny death/thrash. Charakterystycznym elementem gry zespołu są bombardujące riffy, miażdżąca perkusja, melodyjne - heavymetalowe solówki i piekielny growl pani Angeli.
Nie inaczej jest i tym razem. Zespół zaserwował nam praktycznie drugą część Wages of Sin. Całe szczęście, że kompozycje są równie udane. Szkoda tylko, że wtórne. Jeśli bowiem umieścić by takie We Will Rise czy Silent Wars na poprzednim albumie, to czy ktoś by zauważył różnicę? Myślę, że nie. Produkcja prawie ta sama, te same struktury utworów, wokale, riffy równie zajebiste. Dochodzi to tego genialna sekcja rytmiczna i delikatne partie klawiszy. Po prostu wszystko to, co zachwycało nas na poprzednim albumie. Dlatego prasa zarzuciła im wtórność. Ale w końcu za co lubimy ten zespół? Za ten przepych instrumentalny, za nawałnicę gitarową i perkusyjną, za przeraźliwe wokale.
|
|
Każdy utwór wspomagany jest superciężkimi, szybkimi i wymiatającymi riffami. Jest genialna gra perkusisty - mnóstwo podwójnych uderzeń stopą. Basik i klawiorki jak zwykle nie zawodzą. To jest piękne! I choć wokal Angeli nie wszystkim przypada do gustu, to przy tych genialnych solówkach wszyscy wymiękają. Muzyka, jaką wykonują Szwedzi przez jednych nazywana jest melodyjnym death metalem, przez drugich ostrym thrashem. Na pewno dźwięki Arch Enemy noszą w sobie piętno skandynawskiego death metalu, ale przy zachowaniu melodyjności. Zauważyłem, że utwory mają raczej heavy metalowe struktury, już nie mówiąc o solówkach, które pachną najlepszymi latami Maiden, Megadeth czy Slayer. Tak więc Arch Enemy po raz kolejny udowadniają, że są mistrzami w swojej dziedzinie. Kto wie, czy nie są obecnie nr1 w Szwecji? Dla mnie na pewno wyróżniają się spośród tych jednakowych, monotonnych skandynawskich grup nie wnoszących nic do muzyki. Drzwi do sukcesu stoją przed nimi otworem. Jeszcze teraz, gdy Iron Maiden zaprosiło ich w trasę. Sukces murowany! Myślę, że ten album to jazda obowiązkowa dla fanów ciężkiego metalu, zwłaszcza, że ta płyta jest naprawdę bardzo wybitna i wciągająca. Biegiem do sklepów!
Paweł Markowski
|