Jest to już czwarta i ostania płyta KNŻ-ta, która początkowo miała mieć tytuł "Na Żywo, Ale Na Żywo". Jednak w końcu zrezygnowano z tego pomysłu. Tym razem dostajemy dwupłytowe wydawnictwo będące dwugodzinną relacją z koncertu z Warszawskiej Stodoły, który odbył się 16 grudnia 2001. Od czasu wydaniu poprzedniej - Las Maquinas de La Muerte (1999 r.) w zespole zaszła jedna personalna zmiana. Mianowicie zamiast Litzy na jednej z gitar gra Olaf Deriglasoff znany z Homo Twist, Dzieci Kapitana Klossa, Yugotonu, a także solowej płyty pana Kazimierza - "Melassy".
Koncert rozpoczyna wstęp podczas którego poszczególni członkowie zespołu mają się przedstawić. Jednak dwóch gitarzystów nie rozumie pytania i nic z tego nie wychodzi :). Właściwą część Występu rozpoczyna "Legenda Ludowa", która otwiera też płytę "Las Maquinas...". Dalej mamy przekrój przez największe hity KNŻ-ta oraz solowej twórczości Kazika. Jest "12 Groszy" jak i "Tata Dilera" czy "Maciek ja tylko żartowałem". Jedynym nowym nagraniem jest tu "I Am On The Top" - utwór na dwa akordy A dur i G dur, który pochodzi z repertuaru reaggowej grupy Deadlock.
Poszczególne wykonania są dobre i widać, że to zespół, którego muzyka bardzo dobrze sprawdza się na koncertach. Warto wyróżnić "Przy Słowie", który jest zagrany na dwa basy i brzmi potężnie. Niezłe jest też wołanie publiczności o piosenkę "Pierdolę Pera", na które Kazik opowiedział, że już go wypierdolił, ale ludzie mają być cicho, bo ten polityk będzie skompromitowany stosunkiem homoseksualnym.
|
|
Sama piosenka wypadła bardzo dobrze, szczególnie refren :). Innym humorystycznym akcentem jest przerwa w odtwarzaniu "Makabry" spowodowana przez Goehsa, na które Kazik odpowiada: To kurwa nigdy nie wciskaj żadnego guzika, o którym nie masz pojęcia do czego on służyć miałby. Daje to wrażenie, że słuchamy płyty razem z zespołem.
Właściwą część koncertu zamyka "Nie Ma Litości", po czym następują bisy: "220V" z repertuaru El-Dupy z Doktorem YrY na wokalu. Następne są "Spalam Się", "Ja Tu Jeszcze Wrócę". Jednak nie wyróżniają się niczym specjalnym. Nasepna, kolejny raz zagrana "Legenda Ludowa" jest tym razem szybsza. Ostatnią piosenką jest drugie wykonanie "Taty Dealera" trwające tym razem około 8 minut, w tym ostatnie kilka to prawdziwie hardcore'owa jazda bez trzymanki. Musiało być wtedy niezłe pogo pod sceną. Podobno ma być kiedyś wydane DVD z zapisem tego koncertu i jestem ciekawy widoku publiki w tym numerze.
Ogólnie koncertowe wersje piosenek Kazika wypadają dobrze, ale na szczególną uwagę zasługują zmienione wersje "12 Groszy" i "Tata Dilera". Podobają mi się one bardziej od studyjnych wykonań. Dźwięk stoi na wysokim poziomie, wokal dobrze słychać. Można się jedynie przyczepić, że w niektórych piosenkach praktycznie nie słychać publiczności. Poza tym brakuje mi dwóch hitów: "Dziewczyny" oraz "Andrzej Gołota". Jednak najbardziej cieszy mnie, że w końcu wydawca - SP Records obniżył ceny i za dwie płytki każe sobie zapłacić 30 zł.
Westa
|