Menu  styczeń 2004 (13)  indeks . zapowiedzi . artykuły . recenzje . muzyka w sieci . redakcja . special numeru . magazyn on-line
musicMAG /  Internetowy Magazyn Muzyczny Poprzednia stronaIndeksNastępna strona

  

The Mars Volta - De-loused in The Comatorium

      Ależ piękną mamy jesień w tym roku. Ledwo co otrząsłem się po wysłuchaniu debiutanckiej płyty The Darkness, a tu kolejny powalający debiut. The Mars Volta nagrał godzinę niepowtarzalnej muzyki, której po prostu trzeba wysłuchać.
      Najpierw trochę o zespole. Otóż po rozpadzie At The Drive - In byli członkowie tegoż bandu, znudzeni graniem takiej muzyki (ciężko ją jednoznacznie zdefiniować - na pewno miała w sobie coś z post-punka, emo, reagge z domieszką klimatów latynoskich) postanowili podążyć w innym kierunku. Tak narodziły się dwie grupy - Sparta i The Mars Volta. W Mars Volta udzielają się wokalista ATD-I - Cedric Bixler i gitarzysta Omar Rodriguez. W 2002 roku panowie zaserwowali nam EP-kę Tremulant, którą zainteresowali dwóch członków Red Hot Chili Peppers - Johna Fruciante i Flea'ę. Ci wzięli ich w trasę promującą By the Way. W międzyczasie The Mars Volta pisali nowe kawałki na pierwszy pełnowartościowy album. Postanowili, że będzie to płyta poświęcona ich przyjacielowi - Julio Venegasowi, artyście z El Paso, który był przyjacielem Cedrica. Płytą tą jest De-loused in The Comatorium, zdumiewający pierwszy album Mars Volty. De-Loused... wypełnia barwna, nowatorska, oszałamiająca godzina muzyki, twórcze uczczenie życia Julio Venegasa. Oparta na historii napisanej przez Cedrica, opowiadającej o bohaterze popełniającym samobójstwo, przedawkowując morfinę. Zamiast umrzeć, zapada on w śpiączkę na tydzień, i doświadcza fantastycznej podróży we śnie, doświadcza walki między dobrymi i negatywnymi stronami świadomości. W końcu budzi się, lecz wybiera śmierć ...

      Płytę rozpoczyna intro zwinnie przechodzące w Inertiatic Esp - genialny początek! Ileż tam się dzieje! Mnóstwo rozpędzonych gitar i superszybka perkusja. A nad tym wszystkim unosi się mistrzowski wokal Cedrica, któremu chyba wielokrotne zmienianie tonacji nie przychodzi zbyt trudno.
      Istotną rolę odgrywają klawiory, mimo, iż są wyraźnie w tle. Dalej mamy w podobnym klimacie Roulette Dares, który zawiera już trochę więcej zwariowanych dźwięków. To ciekawe, ale muzyka spod znaku Mars Volty jest cholernie ciężka w odbiorze, a mimo to niesamowicie chwytliwa. Jest niespotykanie ambitna i bardzo dynamiczna. W kolejnych utworach jest już trochę spokojniej, ale mimo to nadal żywiołowo. Słuchając tego albumu ma się dziwne wrażenie, że panowie grają jak połączenie Led Zeppelin, Pink Floyd, Sex Pistols i Jane's Addiction w jednym. Cały album nosi wielkie piętno art - rocka. Wszędzie dużo skomplikowanych partii klawiszowych, ciekawych melodii, połamanych rytmów. Jednocześnie wyraźnie słychać elementy punkowo - core'owe. A nad wszystkim unosi się klimat hard rocka psychodelicznego lat 60 - tych i 70 - tych. Teksty są skoncentrowane na opisie przeżyć zewnętrznych i wewnętrzych głównego bohatera tego konceptu. Bohater walczy ze śmiercią, w końcu popełnia samobójstwo, lecz miast tego zapada w śpiączkę. W czasie tej podróży toczy walkę między dobrymi a złymi mocami. Doprawdy genialne. Tego trzeba posłuchać. A wszystko opakowane w niezwykle barwną, dynamiczną, ambitną i nowatorską muzykę.To jeden z debiutów roku. Warto zwócić uwagę na utwór Cicatriz ESP, na którym gościnnie wystąpił John Fruciante z Red Hotów. Jeśli już o "papryczkach " mówimy to wspomnieć warto, iż partie basu na tej płytcie zagrał nie byle kto, bo sam Flea. Niezwykłym zjawiskiem jest więc to, że muzyka z tej płyty po prostu przyćmiewa sławy, jakie na niej gościnnie zagrały. Po prostu kult. Niedawno dane mi było posłuchać również debiutu The Darkness i myślę, że obydwie płyty różnią się znacznie od siebie. The Darkness robią coś, co już było, tylko dodają do tego superświeżości i polotu. Mars Volta prezentuje nam album cholernie ambitny i tylko dla koneserów. Ponadto jest to zupełnie inny rodzaj sztuki. Tu nie bawimy się i nie nucimy razem z wokalistą, tylko rozmyślamy nad sensem życia przy niezwykle pięknej i refleksyjnej, pomimo swej dynamiczności muzyce. Oby takich płyt było więcej.

Paweł Markowski


ocena:
10/10
tracklista:
01. Son Et Lumiere
02. Inertiatic ESP
03. Roulette Dares (the haunt of)
04. Tira Me A Las Arańas
05. Drunkship of Lanterns
06. Eriatarka
07. Cicatriz ESP
08. Marching On A Dead End Road
09. Televators
10. Take The Veil Cerpin Taxt
Data wydania:
2003
Poprzednia stronaIndeksNastępna stronaPoczątek strony
Design&Code by Krzysztof Ostrowski © 2003 [v.4.1] | Copyright by © musicMAG 2003 | Wszelkie prawa zastrzeżone