I kto by pomyślał, że w tym Angliku płynie też gorąca latynoska krew? :)
Wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą lub nie chcą uwierzyć informuje, że pod tą ksywką ukrywa się geniusz muzyki drum'n'bass - niejaki John B :) Miałem przyjemność zobaczyć go na żywo podczas jedynego jak na razie jego występu w Polsce i wtedy zaprezentował nagranie "Chihuahua Theme", które wywołało wielkie szaleństwo na parkiecie (taka reakcja publiczności powarzyszyła zresztą mu przez cały jego set). Mistrz bawi się nastrojami słuchaczy i z przymrużeniem oka serwuje nam gorący, wakacyjny numer. Ta płyta powstała, by ośmieszyć całe szaleństwo, jakie powstało przez wydanie latem 2003 roku nowej wersji starego, ogranego do granic możliwości przeboju. Sam John B określa swoje nagranie jako pseudo latynowski, wybitnie nieudany drum'n'bass. Momentami słyszymy echa innego wielkiego przeboju Juana - "Salsa", czasem nawet "Forever", cały czas towarzyszy nam damski głos, dialogi, róznorakie sample (szum morza, nalewanie napoju na plaży, świerszcze... :)) - całość tworzy bardzo gorący, letni nastrój.
|
|
To jakby pocztówka z wakacji, tyle że zamiast ładnego widoczku mamy muzykę. Wsłuchając się w treści wypowiadane po hiszpańsku przez damski głos można przekonać się, jak bardzo są one banalne i naiwne, ale tak ma być! Nie można traktować tych dwóch bliźniaczych nagrań śmiertelnie poważnie. Mimo, że całości towarzyszy prześmiewczy charakter, to muzyce mistrza zarzucić się nie da absolutnie nic. Od początku do końca mamy do czynienia z geniuszem, perfekcją wykonania i przede wszystkim porywającymi pomysłami. Warto powiedzieć kto wspiera wokalnie Juana na tej płycie - Miss Lopez i Merly B i chyba nie ma co więcej zachwalać Johna B, to nie ma sensu - przecież wszyscy wiedzą z kim mają do czynienia :) W płytę warto się uzbroić i byle do wakacji :)
pulse code
|