Całkiem spora liczba miłośników rockowego grania zebrała się w warszawskiej szkole przy ulicy Raszyńskiej. Cel chwalebny - wspieranie "WOŚP" w zbiórce pieniędzy na sprzęt medyczny. Organizatorzy udowodnili, że można jednocześnie dobrze się bawić i pomagać innym.
Pierwsze co rzuciło się w oczy po wejściu na niewielką salę gimnastyczną to profesjonalny sprzęt nagłośnieniowy i oświetleniowy. No cóż, takiego wyposażenia nie powstydziłby się niejeden klub, toteż i obsada koncertu ciekawa.
Na rozgrzewkę ruszyli młodzi muzycy z zespołu którego nazwy niestety nie pamiętam. Chłopaki w zielonych kurteczkach rozruszali momentalnie spragniony tłum. Stylistyka zespołu to psychodeliczny grunge, czyli regiony Seattle - Pearl Jam i Alice in Chains. Widać, że przed kapelą jeszcze długie lata garażowego grania i doskonalenia swoich umiejętności, ale źle nie było! Gdzieś w okolicach drugiego numeru dostałem w nos (z czego bardzo ucieszyła się moja mama) i musiałem spędzić resztę setu przy ścianie. Generalnie nieźle, fajne wykonanie "Hey Joe" Hendrixa, choć trochę nudnawo. Pochwały należą się wokaliście. Całkiem fajnie koleś śpiewał i grał przy tym na gitarce.
Jako drugi wyszedł zespół o dłuższym stażu - Analog. Zaczęli małą improwizacją, z niezłym popisem basowym na "dzieńdobry". Reszta koncertu to dziwna mieszanka melancholijnych, art-rockowych pieśni w wykonaniu żeńskim i... naprawdę niezłych solówek. Gitarzysta obsługujący wiosło typu "Steve Vai" naprawdę pokazał klasę i choć repertuar zespoły Analog nie przypadł mi specjalnie do gustu, to techniczne umiejętności kapeli należy pochwalić. Niestety liryczna warstwa kawałków Analog rozczarowała, piosenki o niczym "NANANA" czy też o koleżance z internetu nie bawiły mnie. Ale porzućmy te czepialstwo. Po występie nastąpił prawdziwy koszmar. Na scenę wyszedł Paweł Deląg z jakąś towarzyszką i zaczęła się licytacja przedmiotów typu "buty rajdowca" itd. Parę osób wydało kilkadziesiąt złotych co należy pochwalić, w końcu kasa idzie na WOŚP. Na koniec usłyszeliśmy niezbyt radosną wieść. Główna gwiazda zespół HEY (na którzy czekała większość zebranych) nie zagra.. Oczywiście część osób wyniosła się momentalnie z obiektu ze skwaszonymi minami (szczerze mówiąc, wcale się im nie dziwię).
|
|
Tak więc po niezbyt ciekawych pogaduchach w wykonaniu aktora na scenie ustawił się trzeci zespół. Niestety nie wytrzymałem napięcia i wyszedłem, gdyż band składał się z kontrabasisty w stroju ludowym, klawiszowca i perkusisty. Stylistyka "dziwaczna" (proszę mi wybaczyć ten komentarz, ale ja czekałem na jakiś metalowy kąsek).. no w każdym razie nie będę się rozwodził na ten temat...
Przejdę teraz do meritum sprawy czyli do samego Zalewskiego Krzysztofa - zwycięzcy drugiej edycji popularnego "Idola". Oczywiście można mówić, że to już nie jest metal skoro idzie się do gównianego popowego programu. Być może i tak, ale Zalef występem rozwiał wszelkie wątpliwości - będzie grał ciężką muzykę prawie bez kompromisu. Obawiałem się strasznie, że zespół uderzy łatwymi numerami, bez pazura, jak się okazało bez podstaw. Po długich piskach zgromadzonych dziewcząt uderzyli i to nie byle jak. Naprawdę siarczysty kawał mocnego metalu. Duża siła duża skoczność naprawdę zjednoczyła całą publiczność. Skakaliśmy i rzucaliśmy się jak szaleni (co nie podobało się ochronie :P). Kawałki zostały zaśpiewane po Polsku (nie wiem czy to wymóg firmy płytowej, czy wybór muzyka), ale sprawdzały się całkiem nieźle. Zalef rozmawiał z ludźmi, opowiadał o perypetiach z dresami i tym podobne historyjki. Co do muzyki, to myślałem że Krzychu pokaże więcej solówek gitarowych, bo z tego co zaobserwowałem swego czasu w telewizji, jest całkiem niezły technicznie, no ale i tak super. Szkoda że tak krótko (parę kawałków, to dość mało jak na główną gwiazdę wieczoru). Zespół zakończył promowanym w telewizji coverem "What I Am" z repertuaru "pewnej dupeczki" jak to ładnie określił Zalef. Byłem zadowolony, ale nienasycony dostatecznie (jak to często zresztą bywa).. W każdym razie występ rozwiał moje wątpliwości co do "komercyjności" Kszyśka Zalewskiego. Koleś ma w dupie trendy itd. tylko potrzebował małej promocji. Polecam niezdecydowanym udanie się na jego koncert!
Ugluk
|