![]() |
|
![]() |
|
![]() |
|
||
|
|
|||
![]() |
|
|
Kilgore - A Search For A Reason Może zacznę od przybliżenia historii Kilgore, bo podejrzewam, że ta nazwa niewielu z was cokolwiek mówi. Tak więc Kilgore jest, a właściwie był zespołem tzw. nurtu nu-metalu. Kapela swoją działalność rozpoczęła w Providence w USA, w roku 1993 roku jako Smudge[poźniej jako Stain], grając muzykę w stylu Metaliica + Public Enemy. W 1995 trafiła do wytwórni Unsound Records i w wyniku czego została zmieniona nazwa grupy na Kilgore Smudge, by zespół nie był mylony ze Staind'em[kojarzycie? Pupilkowie Freda Dursta;)]. Pod skrzydłami tej wytwórni zespół wydał album "Blue Collar Solitude", który to spotkał się z przychylnymi komentarzami krytyków. Potem Kilgore wyruszył w trasę grając m.in. u boku Marylina Mansona i Biohazard. Po zakończeniu tej trasy powstało dzieło, o którym mam zamiar pisać w dalszej części tego tekstu, czyli "A Search For A Reason". Płytę nagrano w składzie: Jay Berndt[wokal], Bill Southernald[perkusja], Mike Pelletier[gitary] oraz Steve Johson[bas]. Wspomnę tylko, że po usłyszeniu tej płyty jednym z wiernych fanów Kilgore został Kerry King- gitarzysta Slayera. Podczas promocji tego album zespół zagrał na Ozzfest'98 oraz podczas wielu występów Fear Factory. W 1999 roku kariera zespołu została zakończona:/ - od Kilgore odszedł Jay Berndt tłumacząc się potrzebą spędzania większej ilości czasu z rodziną. Na pewien czas wokalista zespołu został Dustin Lowery, brat Clinta z Sevendust. W końcu jednak Kilgore zakończył działalność, a jego muzycy grają teraz w różnych lokalnych kapelach, a czasem wspomagają swoich znajomych na trasach koncertowych m.in. Disturbed i Static-X. Naprawdę szkoda takiego zespołu, bo mógł stworzyć jeszcze kilka wspaniałych płyt... Tyle historii. Wracając do "A Search For A Reason" - płyta ta zebrała już wiele przychylnych recenzji[ta nie będzie inna:)]. Muzykę na tej płycie określił bym jako grungecore - mamy tu grunge'owy klimat w stylu Pearl Jam, czy Soundgarden, ciężkie metalowe riffy, ocierające się miejscami o death metal i bardzo charakterystyczny, głęboki i ciepły głos Jaya[ten koleś naprawdę wymiata, taki hard-core'owy Eddy Vader:)], który potrafi także zarapować, albo wydrzeć jak Philip Anselmo oraz nu-metalową otoczkę i produkcję całego albumu. Dużo rolę odgrywają teksty, inspirowane literaturą[Kafka, Bukowski, Dostojewski, Vonnegut - od jego Kilgore'a Trouta ze "Śniadania Mistrzów" została wzięta nazwa zespołu] przedstawiają podejście do życia ich autora. Już w pierwszym wymiatającym kawałku "Steamroller" Jay wykrzykuje słowa "Kill all rock stars", które ładnie obrazują jego podejście do show bussinesu. Naprawdę polecam tę płytkę wszystkim fanom rocka - zarówno tym, którzy kochają KoRn'a czy Deftones, jak i tym, którzy nadal wielbią grunge czy Black Sabbath... albo też Panterę. Powinno wam się spodobać... Ocena: 8+/10
guerrilla_x@go2.pl |