![]() |
|
![]() |
|
![]() |
|
||
|
|
|||
![]() |
|
|
Mr. Bungle - California "Califonia" jest trzecim albumem grupy Mr. Bungle, założonej przez wielkiego Mike Pattona[m.in. FNM, Fantomas, Tomahawk]. Muzyka na tym krążku jest bardzo pokręcona[ale nie aż tak jak to co Mike tworzy z Fatomasem]. Mamy tu death metal, pop, rock, disco, muzykę bałkańską, lata '60... a sam Mike już nie rzyga, a śpiewa... i robi to wyśmienicie. Żeby jeszcze trochę przybliżyć wam styl Mr. Bungle posłużę się kilkoma cytatami: "Wyszliśmy od death metalu i wykorzystaliśmy nasze uzależnienie od gier video" - Trey Spruance "Muzyka niedostępna. Określają ją jako speed-trash-metal, muzyka do walki, albo szybka kreskówka" - Susan Nowak "To bardziej funky i ska" - Trevor Dunn "Kto powie że jesteśmy grupą funkową zostanie zastrzelony" - Trevor Dunn "Zareklamowali nas jako grupę funkową, przyszli sami funkowcy i nie miał kto skakać pod sceną" - Mike Patton "To było coś co stało się jakby ironią na metal. Ale my byliśmy pierwsi" - Trey Spruance "Zauważyłem że grupa jest na jakichś silnych prochach albo uciekła właśnie ze szpitala psychiatrycznego" - Todd M. "Grali bez jednego gościa który utknął w Eurece" - Todd M. "Mike Patton skakał wkoło z rogami renifera i zapalał lampki na choince" - Todd M. "Tłum nie złapał saksofonisty Mr. Bungle gdy ten rzucił się ze sceny" - Todd M. Jest jeszcze kilka takich perełek:), ale wracając do moich odczuć - płytka jest świetna i łatwiejsza w odbiorze niż to co Mike nagrywał wcześniej[nie licząc Faith No More]. Fajnie wypada otwierający album, dancingowy "Sweet Charity", balladowy "Retrovertigo", a także "Ars Moriendi"[o którym taki Bregovic może sobie tylko pomarzyć], "Pink Cigarette", który przynosi mi na myśl Freda Astaira:), czy też mój ulubiony swingowy "Vanity Fair" i zamykający album "Goodbye Sober Day", który w połowie zmienia się w jakąś obłąkańczą mantrę rodem z Tybetu. Ten album nie jest tak słodki jak się wydaje na pierwszy rzut oka[i ucha]. Polecam! Ocena: 8/10
guerrilla_x@go2.pl |