17 czerwca roku pańskiego 2002, przepiękny, słoneczny i ciepły dzionek - w sam raz na jakiś koncercik w Spodku w Katowicach. Koncercik oczywiście odbył się. Oczywiście był to występ grupy Jamiroquai (no bo o czym innym mógłbym pisać?!).
Wszyscy strasznie długo czekali na tę wielkopomną chwilę (pierwszy i jak na chwilę obecną jedyny występ). Byłem tym wszystkim tak bardzo podekscytowany, że najprawdopodobniej pierwszy kupiłem bilet w caluteńkiej Polsce (pani w okieneczku powiedziała, że bilecik, który właśnie nabyłem stuzłotową siłą nabywczą, jest pierwszym, który sprzedała. Ten "skarb" skrzętnie schowałem aby się przypadkiem nie pogniótł (no ba!!!). Ceny nie były bardzo szokujące - od 80 do 150 zł, niemniej jednak nabywców nie było za dużo, tak więc na koncercie raczej pustki świeciły (w porównaniu do możliwości tej jakże dużej hali).
Długo oczekiwany dzień nadszedł i od rana do Katowic zjeżdżali się fani. Niektórzy z nich wyglądali dziwnie i ciekawie (np. posiadali różnego rodzaju czapeczki o długości około 40 cm a różnych kolorach - coś a'la Jay Kay - wokalista). Koncert zaczął się z lekkim poślizgiem - jak się później okazało sprzęt zespołu utknął na granicy i ekipa przeznaczyła pierwsze 2 utwory na ustawianie sprzętu (słychać to na płytce).
Supportem była Kasia Klich i nawet nieźle grała, ale jako, że tłum był strasznie spragniony Jamiro, to dał jej do zrozumienia, że należy już skończyć. Podziękowała i zaczęło się oczekiwanie... najdłuższe kilkanaście minut w moim życiu! Nagle zaczęła grać muza - coś nieznanego (Intro), która trwa troszkę ponad 2 minuty i 30 sekund, potem zaczyna się właściwy koncert.
2001 - utwór rozpoczynający praktycznie każdy koncert z trasy "Funk Odyssey". Zagrany klasycznie i do tego trwa dłużej niż na płytce.
Cosmic Girl - nr 3 na płycie. Klasyka - cóż tu dużo pisać - trzeba usłyszeć. Jay sam zapowiada to "cacko" słowami: "OK. This tune is for all the cosmic girls!" no i po tych słowach następuje pisk w głośnikach (nie jest to spowodowane złą jakością lecz tak było na koncercie!).
Ogólnie rzecz biorąc Jay prowadził jako taką konferansjerkę. Troszkę pogadał po angielsku. Szkoda tylko, że nie wysilił się i nie nauczył żadnego słowa po polsku. Większość artystów (nawet The Rolling Stones!!!) stara się powiedzieć coś po polsku, a on ani be ani meeeee... :P Również to, co mówi, to jest praktycznie powtórzenie z innych koncertów (no ale ileż można wymyślać nowych tekstów?! :P).
Main Vein - kolejna piosnka :P Niestety do Polski nie zawitała Beverly Knights, z którą współtworzono ten track.
Lovefoolosophy - "rather ugly German model - Heidi Klum" :P Zgadzam się - nie podoba mi się, ale mniejsza z tym. Klasyka z najnowszego albumu.
Canned Heat - kolejny klasyk, po którym następuje "Break" - w tym momencie gitarzysta Jamiro gra kilkusekundowe wałki (wszystko - ACDC, klasyka itp.) a Jay jara hm... co?!?!?! Powiedzmy, że papierosa.
"It's for the bad, bad, bad, bad girls, good girls don't need to apply, only bad girls" głosi kolejna zapowiedź - Bad Girls - wg mnie to jest jeden z najbardziej powerfullowych wałków, jakie stworzono.
Corner of the Earth - następny utwór. Nie wiem dlaczego, ale go nie lubię.
Little L - świetny, świetny i jeszcze raz fajny :P
Travelling Without Moving - niestety bez ryku Lamborghini tak, jak w albumie, ale równie przebojowy!
Deeper Underground (z filmu Gozzilla) - tutaj brak mi słów. Niestety nie oddaje on tego, co było na koncercie - basy przeszywające całą salę. Całą piosenkę można było czuć. Poza tym na początku Jay "udawał" dinozaura - jego kroki były akcentowane przez klawiszowca. Kongenialne.
Alright - wybłagany (wydawało mi się, że skandowaliśmy dłużej niż jest na płycie :P)
|
|
No i to tak w przeolbrzymim skrócie. Teraz coś jeszcze o koncercie.
Jay miał założoną czapeczkę na podobieństwo zdjęcia z płyty Funk Odyssey i sikiś białawy kubraczek, który po jakimś czasie ściągnął. Cały się spocił. Stałem na płycie zaraz przy barierkach - była to walka o przeżycie, w większości stoczona w pozycji "na Małysza" :-) Zostało to jednak wynagrodzone - Jay zszedł pomiędzy scenę i barierki i zaczął podawać rękę. Udało mi się - dotknął mojej prawicy :P Po koncercie można było dostać się do busa, pogadać sobie z zespołem i wziąć autograf, a grupka z Maćkiem Tubisem, która poszła do centrum, spotkała 2 członków zespołu i wypili sobie z nimi piffo :P
Ogólnie to było ok. Taka jedna uwaga - moje miłe panie - nie przychodźcie na płytę w klapkach, bo możecie ucierpieć.
P.S. W sektorze dla VIPów siedzieli bracia Golcowie.
( - ) Minusy płytki:
- pofragmentowanie koncertu (przerwy pomiędzy utworami psują efekt), które w nowszych wersjach bootlega chyba zostało zmienione (ja mam wersję Beta :P)
- odklejająca się grafika na płytkach (tylko troszkę)
- legalność inaczej :P
( + ) Plusy:
- legalność inaczej :P
- jak na bootleg świetna jakość dźwięku (spod płyty, pod centralnym głośnikiem!), choć nie oddająca w niektórych momentach tego, co się działo
- prześwietna grafa (patrz zdjęcia) na pudełku jak i na płytkach (podczas, gdy inne, zachodnie bootlegi są opisywane flamastrem tutaj jest kolorowy druk!!!)
- 2 CD
- POLSKI produkt nadający sie na export! :D
- niewygórowana cena jak na bootleg
- pamiątka koncertowa
- gratka dla kolekcjonerów
- zapis koncertu dla tych, którzy nie byli
- archiwum
- no i jeszcze pełno innych :P
Ocena: 8+

Dostać to cacko można na dając ogłoszenie na forum na stronie www.jam.pl - potem odpowiednie osoby się ze sobą skontaktują
W okresie przedkoncertowym jedyna w Polsce strona o Jamiro (www.jam.pl) zanotowała bardzo znaczny wzrost odwiedzin (związane było to z ogromnym napięciem przedważnowydarzeniowym!!!).
Miłosz Tutak
|