Znacie tę kapelę? Po 7 latach powróciła z nowym albumem i trzeba przyznać, że z najlepszym, jaki do tej pory nagrali. Jaz Coleman, lider zespołu przerwał swoje poboczne projekty, by w końcu zrobić kolejny "zabójczy żart". Lecz o żadnym żarcie nie może być mowy, zwłaszcza, kiedy wydaje się tak wciągające albumy.
Całość rozpoczyna The Death And Resurrection Show i już przekonujemy się na czym polega magia muzyki Colemana. Niewątpliwie jest to dosyć ciężka muzyka, a przy tym ma energię i daje czasem niezłego kopa. Dodatkowej mocy nadaje jej śpiew Colemana, który obrał technikę mocno zachrypniętego "krzyku". Często zmienia barwę, potrafi sprawnie wejść w wyższe rejony i przede wszystkim nadaje klimat utworom swoim charakterystycznym wokalem.
|
|
To , co odróżnia Killing Joke od takiego hard rockowego bandu to nietypowa, plemienna rytmika, struktury utworów i brak solówek - czyli wszystko ich odróżnia : ). Po pierwszym utworze jest bardzo ciekawie - Total Invasion i Asteroid nie odbiegają poziomem od "otwieracza". Na szczególą uwagę zasługuje Blood On Your Hands ze świetnym motywem gitarowym. Dalej mamy singlowy Loose Cannon z genialnymi partiami bębnów - nagrał je nie byle kto, bo sam Dave Grohl z Nirvany i Foo Fighters. Na spokojniejszym You'll Never Get Me perkusja brzmi za to strasznie popowo. Płyta kończy się również ciekawie, chodzi mi również o bonus track. Chciałbym naznaczyć, że mimo, iż jest to jedna z najważniejszych płyt tego roku, to nie jest ona jakimś kamieniem milowym. Myślę, że powinni ją kupić fani brytyjskiej muzyki najwyższych lotów. Miłośnikom wyśmienitego rocka z ciekawymi rytmicznymi rozwiązaniami też warto polecić tę niewątpliwie dobrą płytę. Ci, co słuchają jakiegoś disco polo czy popu i tak jej nie zrozumieją....
Paweł Markowski
|