No i mamy nowe dzieło Limp Bizkit... Jak sama nazwa mówi "rezultaty mogą być różne", a to jest zapowiedź czegoś całkiem nowego!
Chyba wszyscy już słyszeli singiel "Eat You Alive", więc już na początku oświadczam, że to najlepsza piosenka z całej płyty. Zabawę rozpoczyna nietypowe intro "Re-entry", w którym jakiś koleś nawija przez ok. pół minuty, a później ostra zagrywka i następna piosenka. "Eat You Alive" to dobra piosenka na miarę Limp Bizkit, tylko nie wiem co odbiło Fredowi Durstowi, żeby pisać miłosne teksty?! Następna piosenka to "Gimme The MIC", również dobra - szybka i rytmiczna. Kolejny utwór to jeszcze dawka ciężkich metalowych riffów, ale od piątego nagrania słyszymy wolne ballady, które czasami przeplatane są mocniejszymi uderzeniami.
|
|
Zaskoczeniem jest też ósmy kawałek pt. "Red Light, Green Light", w którym wystąpił Snoop Dogg. Mocno moją uwagę przykół cover grupy The Who "Behind Blue Eyes".
Ogólnie na płycie nie ma nic nowego. Rozczarowaniem dla fanów agresywnego i ostrego Limp Bizkit mogą być ballady, ale innym powinno się spodobać. Największą zagadką jest zmiana Freda, który zawsze był niegrzecznym chłopczykiem, a teraz co? Czyżby się zakochał? No nie wiem... Dobra, nieważne! Fani Limp Bizkit, którzy jeszcze nie mają "Results May Vary" niech szybko biegną do pobliskiego sklepu z muzyką. A ja chyba poszukam starszego nagranie pt. "Chocolate Starfish And The Hot Dog Flavoured Water", bo znacznie bardziej mi się podoba. Jedno jest pewne - nową płytą Bizkici zdobili nowych fanów, ale też stracili trochę starych... Mnie jakoś nie przekonali do swojej muzyki i nadal wolę KoRn.
Patryk Giemza
|