No i dostaliśmy po uszach w końcu jakimś koncertem. Choć myślę, że lepiej byłoby, gdyby wydali go teraz jako dwupłytowy rarytas z numerami z Reinventing w wersji live.
Ale wydano go jeszcze w 1997, kiedy to o zespole trochę przycichło po nie do końca udanej The Great Southern Trendkill. No i co my tu mamy. Jest i A New Level, Walk, Becoming, czy This Love. Mówiąc w skrócie same hity. Najpierw wiązanka z Far.. i Vulgar.., potem wyraźne obniżenie lotów (trzy numery z The Great...), a następnie kolejne killery z Far.., Vulgar.. czy Cowboys..(szkoda, że z kowbojów tylko dwa utwory). Dobry, wciągający album.
|
|
Każdy numer zagrany idealnie, ciężko, porywająco. Phil trochę za mocno się wydziera, na płytach jego partie były mimo wszystko bardziej subtelne. Brzmienie zapisu jest świetne. Oczywiście sporo tu nakładek, ale kto by chciał słuchać koncertówki bez nich? Jeśli chcemy posłuchać Pantery na prawdę live, to przecież są jeszcze bootlegi. Minusem jest niewątpliwie trochę naciągany repertuar. Szkoda, że panowie nie sięgnęli również po utwory mniej znane, lecz równie dobre, np. Rise, Slaughtered czy Domination. Oprócz koncertu mamy oczywiście dwa studyjne tracki. I choć pierwszy szybko się nudzi, to I Can't Hide zdecydowanie zalicza się do najlepszych, "konkretnych" numerów zespołu.
Paweł Markowski
|