To oficjalnie pierwsza płyta Pantery. Też bym chciał wydawać takie debiutanckie płyty. Jeśli chodzi o historię to wysyłam do artykułu o tym zespole zamieszczonym, o ile się nie mylę, w tym numerze MM.
W roku 1990 Phil Anselmo i koledzy postanowili zmienić nieco styl grania. Byli wtedy pod wpływem kapel thrashmetalowych. Zresztą od tego albumu sami zaczęli być zaliczani do tego nurtu. I nie dziwi to nikogo, bowiem jest to pierwszy tak thrashowy album Teksańczyków. Gdzieniegdzie słychać jeszcze pozostałości stylu z czasów Power Metal, np. Shattered. Ale generalnie jest ciężko, czasem superszybko (Domination), i na pewno przebojowo (Cowboys From Hell). To, co szczególnie wyróżnia Panterę spośród innych kapel thrashmetalowych to na pewno niespotykanie dobry w grupach tego typu wokal.
|
|
Phil zrobił niesamowite postępy od czasów poprzedniego krążka. Zaczął growlować, zmieniać barwy kilka razy w ciągu utworu. Dla tych, co myślą, że jest tylko zwykłym wydrzyryjem polecam wysłychanie kawałka Cemetary Gates, do którego swojego czasu zrobiono teledysk. Ale oprócz Phila genialnie prezentuje się również reszta zespołu. Dimebag swojego czasu dostał propozycję grania w Megadeth, a jak wirtuozerskim bandem jest grupa Dave'a Mustaine'a wie każdy. A o Vinnie'm i jego technice grania na garach można by było książki pisać. Wyjątkowo trudną rolę miał basista, Rex Brown. Czasem musiał wzmacniać perkusję, a w trakcie solówek starał się zapełnić jakoś tę pustkę, spowodowaną brakiem drugiej gitary. Jak mu to wyszło słychać doskonale również na kolejnych genialnych płytach Pantery. Szkoda, że "kowboi" trochę zjadł czas, ale przecież mamy jeszcze tyle doskonałych płyt Pantery...
Paweł Markowski
|