Jak dobrym gitarzystą jest Zakk Wylde przekonywać nie muszę. W wieku 18 lat jako nieznany szczeniak dostał posadę u szefa metalowej mafii. Miał nie lada trudne zadanie, bowiem zastępował kultowego Randy'ego Rhoadsa, zmarłego w katastrofie wioślarza pana Osbourne'a.
Minęły lata, a Zakk nie tylko dorównał Randy'emu, ale i wzniósł Ozzy'ego z powrotem na piedestał. To z nim Ozzy nagrał kultowe No Rest For A Wicked, No More Tears czy najnowszą Down To Earth. Fenomenalna gra i charyzma na scenie przysporzyły Zakkowi prawie tylu fanów, ile ma Wielki Ozz. W połowie lat 90-tych założył własną grupę, aby oddalić się trochę od Osbourne'a. Zespół ten to właśnie Black Label Society, gdzie Zakk śpiewa, gra na gitarze, basie i klawiszach. Na nowej płytcie na perkusji zagrał Craig Nunenmacher . Poprzedni album 1919 Eternal zebrał raczej średnie opinie, dlatego Zakk, wykorzystując wakacje Ozzy'ego postanowił szybko nagrać kolejny materiał. I tak oto kilka miesięcy temu światło dzienne ujrzał The Blessed Hellride. Po pierwsze - styl muzyki nie zmienił się. Gitarzysta zaserwował nam klasyczny heavymetalowo - hardrockowy album, aczkolwiek w iście amerykańskim stylu.
|
|
Słychać to zwłaszcza w charakterystycznych riffach - dużo w nich piszczenia gitar ( to taka maniera amerykańskich gitarzystów). Po drugie - utwory są ciekawe, wciągające i wybitnie ciężkie. Album rozpoczyna Stoned & Drunk, w którym Zakk raczy nas mięsistym riffem i wspaniałym solem. Dalej wolniejszy Doomsday Jesus, a po nim Stillborn z gościnnym udziałem samego Księcia Ciemności. No właśnie, tu muszę się zatrzymać. Nie wiem, czy jest to spowodowane wieloletnim przebywaniem w zespole Ozzy'ego, ale śpiew Zakka obecnie bardzo zalatuje manierami Osbourne'a. Słychać to wyraźnie właśnie w Stillborn, gdzie partia Ozza została ograniczona do minimum. Kolejnym numerem jest Suffering Overdue z potężnym, masywnym riffem. Potem czas na Zakka z akustykiem w utworze tytułowym. Następnie kolejna porcja dobrych, chwytliwych kawałków. A odpoczynek dostajemy w trzech ostatnich utworach na tej płycie. Ciekawym kawałkiem zwłaszcza jest Dead Meadow, w którym Zakk gra na fortepianie.
Płyta jest bardzo równa. Zawiera 11 udanych kompozycji, zagranych z polotem i mocą. Kawałki nagrane przez Zakka są utrzymane w konwencji amerykańskiego heavy - metalu z przepitym wokalem na przedzie. Myślę, że powinien spodobać się entuzjastom ostatniego albumu Ozza., chociaż jest od niego cięższy i szybszy. Bardzo dobry album
Paweł Markowski
|