Płytka ta (a właściwie dwie) została nagrana podczas trasy koncertowej "10 lat po..." w listopadzie i grudniu 2002 r. z okazji 10-lecia istnienia Heya. Koncerty odbywały się w Gliwicach w klubie "Bravo", w Krakowie w "Rotundzie", w Poznaniu w "Eskulapie", we Wrocławiu w "WuZetce", w Warszawie w "Stodole", w Toruniu w klubie "Od Nowa", w Szczecinie w "Słowianinie", w Gorzowie Wklp. w "Chemiku" i w Łodzi w "Funaberii".
Jest to druga koncertówka w dorobku kapeli, z tym, że płyta "Live" była nagrana po dwóch studyjnych płytach ("Fire" i "Ho") i na jednym wielkim koncercie (9.10.1994) w katowickim Spodku, a "Koncertowy" powstał po czterech albumach ("?", "Karma", "Hey", "[sic!]" nie licząc "Fire" i "Ho") i nagrano go na kilku klubowych koncertach, przez co charakteryzuje go pewna kameralność.
Zdradzę od razu, że album jest świetny, wręcz genialny. Mogło by się wydawać, że koncertówki są wtórne, lecz w tym przypadku ta reguła nie ma zastosowania.
Być może zachwycam się tak tą płytką, gdyż bardzo lubię koncertówki i kapelę Hey, ale po chwili dochodzę do wniosku, że płytka ta jest wspaniała, chociażby ze względu na swoją staranność. Każda piosenka na płycie zaskakuje swoją aranżacją. Nosowska nie oszczędza swego głosu, słychać wyraźnie jak kombinuje z melodią, eksperymentuje głosem w znanych piosenkach, aż stają się one całkiem inne niż studyjne, jakby miały być wersją specjalnie dla uczestników koncertu, co sprawiło, że odkrywa się na nowo wiele piosenek. Dzieje się tak również za sprawą chłopaków z zespołu, którzy w każdym kawałku dodają coś od siebie. Szczególnie urocze są wstawki gitarowe, które np. z "Teksańskiego" w pewnych momentach robią utwór niemal reggae'owy.
|
|
Świetnie odnajdują się też, ledwie słyszalne, lecz dające niesamowity rezultat, "efekty specjalne" na gitarze w piosenkach m. in. "As raindrops fell", "Kropla", "Dolly", "Katasza", "Niekoniecznie o mężczyźnie" czy "Little peace". Stare kawałki nabierają nowego brzmienia za sprawą przysłowiowej "świeżej krwi" w osobie Pawła Krawczyka, który, jak wielokrotnie podkreślał, stara się na koncertach włożyć siebie w piosenki Piotra Banacha, jednocześnie zatrzymując ich klimat, co mu się świetnie udaje. Wspaniale sobie radzi także koleś od dźwięku - niejaki Fliper (efekt echo - rules:))
Mimo wszystkich zalet płytki, wszystkie piosenki już kiedyś tam słyszeliśmy, mamy je na jakimś innym krążku. Więc zespół przygotował małe niespodzianki - piosenkę "Where is my mind" z repertuaru Pixies, wersję studyjną pięknego, refleksyjnego kawałka - "Klus Mitroh" autorstwa Lecha Janerki oraz teledyski do "[sic!]", "Cisza, ja i czas" i "Cudzoziemka w raju kobiet".
Ale najfajniejszym bajerem Heya "Koncertowego" są wypowiedzi Nosowskiej. Niektóre poważne, jak podziękowania dla Piotra Banacha, ale większość to głupoty, w gadaniu których na koncertach Nosowska ma mistrza:).
Jedynym minusem mógłby być brak niektórych utworów, lecz nie sposób wszystkich umieścić, i tak na płytce są utwory z każdej płyty studyjnej (oprócz "Hey").
Płyta "Koncertowy" jest idealna przede wszystkim dla fanów, którzy bywali na koncertach Heya, wiedzą, co tam się dzieje, znają specyficzny styl występowania Nosowskiej - zero ekspresji, zero rzucania się po scenie, a jednak udaje jej się wspaniale przekazać odbiorcy emocje, jakie niosą z sobą poszczególne kompozycje.
Polecam "Koncertowego" także początkującym fanom - niech poznają kunszt, profesjonalizm kapeli oraz charyzmatyczną osobowość Katarzyny.
Hey's my god:)
oostra
|