Kto by pomyślał, że spacer główną ulicą tego miasta, jedną z najdroższych ulic w Polsce, może tak doświadczyć. Tuż przed jednym z największych sklepów z modą, vis-à-vis najwyższego biurowca w mieście, w pobliżu nowego symbolu miasta, wesoły czterdziestolatek pozdrowi cię przyjacielsko i poprosi o zgodę na zadanie jednego pytania (przecież wie, że twoja akceptacja jest gwarantowana). Próba zmylenia go ruchem ręki lub brakiem znajomości polskiego, kończy się długą listą szczerych życzeń osobistych, począwszy od ty skurwysynu do kurwa, zobaczysz, kurwa przeplatanych dużą ilością bełkotu człowieka na głodzie. Sygnał ten jest na tyle wyraźny, że nawet nie rozumiejąc słów pozdrawiającego, przyspieszysz kroku i przegapisz świeżą dostawę do sklepu z modą, lądą feszyn (bo na ae nikogo już dzisiaj nie stać, a każdy chce mieć coś oryginalnego).
Przy najdroższej ulicy w mieście, blisko niedawno zbudowanych szklanych biurowców, położony jest duży sklep spożywczy. Od czasu, gdy władze miasta włożyły ekologię do umysłów mieszkańców, wzywając do oszczędzania wody pitnej, a następnie podnosząc opłaty za wodę, ponieważ mieszkańcy wzięli te wezwania zbyt dosłownie; staram się omijać to miejsce. Nie zawsze się to jednak udaje, dzisiaj się nie udało; już w kolejce do kasy napierał na mnie usłużny mieszkaniec, a ja, być może pierwszy raz, byłem zadowolony, że mam akurat katar. Chwyciłem szybko resztę od kasjerki, ale dostałem tylko krzykliwe Proszę to zostawić!. To zachwiało logiką, czyż to nie moje pieniądze? to nie wyda mi reszty? Kasjerka wydała, rzucając stos drobnych monet na jeden banknot.
Prostopadłą do najdroższej ulicy w mieście jest ulica prowadząca na dworzec kolejowy. Na ulicy tej czeka na podróżnika wielu wesołych przyjaciół, dla których twoja akceptacja jest gwarantowana. W pociągu przemiły konduktor (jeden z wielu w pociągu), da podróżnikowi kilka rad.
Pierwsza:
Na początku pociągu jest dużo miejsc. (Damy radę, ja tylko jedną stację, odpowiesz) Kto szuka, ten znajduje, mówię panu... Będzie mi się pan tutaj pałętał...
Druga:
Tutaj nie siadać, to miejsce zajęte dla kolegi! (...jakiego kolegi! - zapytasz retorycznie) Konduktora, nie widać, że tam obok stoi torba! (No cóż, trzeba ustąpić władzy, odpowiesz sam sobie).