Praca humanitarna cywilizowanego narodu

Kate Brown tłumaczona przez Aleksandrę Czwojdrak w swojej książce Kresy. Biografia krainy, której nie ma. Jak zniszczono wielokulturowe pogranicze. w rozdziale Hierarchie rasowe i podrozdziale "Ład etnograficzny" pisze:

Praca humanitarna [Karla] Stumppa przyczyniała się do dystrybucji ograniczonych dóbr i usług wedle klucza nowego "ładu etnograficznego" wprowadzanego przez Hitlera w Europie. Żywność, którą jednostki Stumppa dostarczały etnicznym Niemcom, konfiskowano rodzinom ich sąsiadów Słowian, również przymierających głodem. Domy i umeblowanie sprezentowane volksdeutschom należały niegdyś do rodzin żydowskich. Gospodarstwa przekazane etnicznym Niemcom w Hegewaldzie stanowiły własność wywiezionych na roboty rodzin oznaczonych jako ukraińskie bądź polskie albo przenoszonych do gett i mordowanych Żydów. Buty i ubrania, jakie otrzymywali etniczni Niemcy, przywożono pociągami z Auschwitz bądź zdzierano z Żydów na chwilę przed strąceniem ich do dołu.

Dalej możemy przeczytać:

Tworzono je [obozy jenieckie] na obrzeżach prawie każdego miasta prawobrzeżnej Ukrainy, a w przebywało w nich prawie milion schwytanych żołnierzy Armii Czerwonej. Znaczną część jeńców sklasyfikowano jako untermenschów, wskutek czego otrzymywali oni głodowe racje żywności, a śmiertelność w większości obozów przekraczała 80%. Aby jednak ocalić osoby wartościowe pod względem rasowym, funkcjonariusze SS przeczesywali te tłumy nieszczęśników, wyłuskując etnicznych Niemców oraz Ukraińców. Oferowano im służbę w jednostkach milicji, które utworzono w celu patrolowania kraju i wspierania jednostek SS w polowaniu na ludzi i dokonywaniu eksterminacji. Esesmani wyszukiwali też Żydów, "Azjatów" oraz komunistów i rozstrzeliwali ich zaraz za obozem. Pozostałych jeńców transportowano - nieraz w otwartych wagonach w środku mroźnej zimy - na roboty do Niemiec. Jeśli przetrwali tę podroż, musieli pracować bez zapłaty jako niewolnicza siła robocza w niemieckich fabrykach i gospodarstwach rolnych.

Z kolei w podrozdziale Kolaboracja autorka pisze:

Kiedy zjawiły się tutaj [na Kresach] władze okupacyjne, poświęciły wiele wysiłku na propagandę głoszącą, że Ukraińcy przyjęli Wehrmacht chlebem i solą, jako wyzwolicieli z bolszewickiego zagrożenia. Niemieccy urzędnicy fotografowali piękne wieśniaczki w chustach na głowach i własnoręcznie haftowanych sukienkach, jak witają niemieckie czołgi, płacząc z radości i wiwatując. Niemiecka propaganda wykonała tak znakomita robotę w nagłośnieniu tej wizji szczęśliwych wyzwolonych Ukraińców, że ów wizerunek przywarł do nich i utrzymał się, choć minęło już pół wieku [Autorka zbierała materiały do książki w latach dziewięćdziesiątych XX wieku (przyp. tłum.)]. W korespondencji wewnętrznej niemieckie władze wyrażały jednak rozczarowanie, że kiedy nadjeżdżają niemieccy funkcjonariusze, obywatele sowieccy (z obszarów sprzed 1939 roku) biegną do lasów i ukrywają Żydów. Pomimo niemieckiej retoryki wyzwolenia, pomimo obietnic zwrotu skolektywizowanej ziemi rolnikom i ponownego otwarcia części kościołów, mieszkańcy okupowanej Ukrainy nie mieli złudzeń co do bezwzględności niemieckiej okupacji. Już w pierwszych jej tygodniach byli świadkami polowania na komunistów i byłych urzędników sowieckich. Widzieli łapanie i masowe egzekucji Żydów, a także obozy dla jeńców wojennych, w których młodzi żołnierze umierali z głodu, na widoku pod prawie każdym miastem.

Valid XHTML 1.0 Strict