Świat uratowany

Zimno niemiłosiernie. Zgrabiały mu ręce i przestawał czuć stopy. Gdyby jeszcze był dzień, w dzień bezpieczniej. Dreptać. Dreptał. Dwie minuty minęły od odjazdu autobusu, który jednak nie nastąpił. Nic nie jedzie. I nie następował. Wypatrywał mdłych świateł blaszanej puszki, która miała go ogrzać i przemieścić w rejony mu znane. Dziurawy asfalt szklił się, tory parowały. A niech to szlag! Zahaczył czubkiem buta o krzywą płytę chodnikową. Porysowany, ale cały. Przyglądając się swojemu uszkodzonemu obuwiu przypomniał sobie moment, gdy wpatrywał się w leżące na betonowej posadzce wypracowanie jakiegoś ucznia w gargantuicznej kaligrafii. Moim autorytetem jest Rudy, bo jest najczystszym Polakiem, napisał uczeń w pierwszym z kilkunastu swoich zdań, popełniwszy wcześniej błąd ortograficzny w przepisanym z tablicy temacie pracy klasowej. Podnosząc głowę ujrzał dwa słabe światełka. Długowyczekiwany jedzie. Pomyślał i szybko chwycił swoje walizki, by energicznie podbiec pod wyludniony przystanek. Mocno ścisnął uchwyty walizek i wyprężył się, aby nie zostać przeoczonym. Jest. Autobus jednak się nie zatrzymywał, zwolnił nieco, ale jechał dalej. Biegiem. Biegł zmoknięty szczur za swoją blaszaną puszką na spaliny. Próbował otworzyć ostanie drzwi. Nie działa. Próbował otworzyć następne. Nie otwierają się. Uczynny pasażer chciał pomóc, wdusił w obudowę przycisk otwierania drzwi, ale to nie zmieniło sytuacji. Dobiegł mokry i spocony do pierwszych drzwi. Dziękuję. Uradowany podziękował kierowcy, na co dostał radosne wyzwiska od rozbawionego zmokniętym szczurem kierowcy. Wspaniałomyślność zarządcy puszki na spaliny była wielka. Poza kilkoma wyzwiskami dostał też życzliwą poradę: by machać na autobus. W końcu nie każdy autobus musi się zatrzymać na przystanku, na którym ma się zatrzymywać. Dziękuje. Podziękował, i od tamtego czasu macha na każdy autobus. Nie chce przecież, by wrodzony instynkt dominacji kierowcy w sprzyjających do tego warunkach zmienił się w instynkt eliminacji ostatecznej, burzenia, zabijania, unicestwiania.

Valid XHTML 1.0 Strict